Tak, jak wspominałam w poprzedniej przedmowie, rozdziały będą krótsze. Zwyczajnie nie mam czasu, żeby pisać.
Dziś świętuję osiągnięcie 100 000 wyświetleń!!!
DZIĘKUJĘ WAM SERDECZNIE!
Na początku myślałam, że może uda mi się jakoś do końca tego roku dotrzeć do tej sumy, a tu proszę! Takie zaskoczenie! Jest mi niezmiernie miło, że moje opowiadanie i tłumaczenia aż tak Wam się podobają i chętnie wracacie na bloga. Mam nadzieję, że zostaniecie ze mną do końca i zachęcicie znajomych, żeby i oni dołączyli do tego mojego małego światka :).
Z okazji tak pięknej liczby wyświetleń przygotowałam dla Was
One Shota.
Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu! :)
A tymczasem życzę miłego rozdziału i liczę na odzew z Waszej strony <3. :*
================
Sebastian
obserwował dziewczynę przez chwilę, uznawszy, że nie warto jej tłumaczyć, iż w
ten sposób niewiele osiągnie. Musiała przekonać się na własnej skórze. Zanim byłaby
w stanie ruszać nogami, czekało ją mnóstwo pracy. Demon liczył tylko na to, iż
zabieg z wykorzystaniem zdolności regeneracyjnych jego gatunku sprawił, że
powrót do zdrowia będzie przebiegał dużo szybciej.
— To nie działa
— stwierdziła Lizz, wykończona zmaganiami z nieposłusznym ciałem.
— Nie dała mi
panienka skończyć — westchnął kamerdyner. — Żeby tego dokonać, niezbędne będą
masaże, ćwiczenia rozciągające i gimnastyka.
— Gimnastyka? —
zdziwiła się dziewczyna. — To nie brzmi ani trochę jak rehabilitacja. Kpisz
sobie ze mnie?
Na
słowa Elizabeth Michaelis zareagował niezwykle srogim spojrzeniem. Skrzywił
się, a potem chwycił lewą stopę nastolatki i zaczął delikatnie nią poruszać
zgodnie z naturalnym ruchem, jaki powinna wykonywać kończyna.
—
Na początek to ja będę wykonywał za ciebie ruchy, panienko. Możesz próbować mi
pomagać, ale nie spodziewaj się zbyt wiele, przynajmniej na początku. Później
będziesz próbowała napinać mięśnie, a kiedy opanujesz tę zdolność, przejdziemy
do rozluźniania mięśni po ruchach, które będę wykonywał za ciebie. Z czasem
będę pomagał ci w coraz mniejszym stopniu, aż w końcu dojdziemy do momentu,
kiedy będziesz mogła poruszać nogami samodzielnie. Wtedy będziesz próbowała
wstawać, następnym krokiem będzie chodzenie, a reszta to już tylko kwestia
czasu — opowiedział Sebastian, uśmiechając się do Elizabeth, kiedy zobaczył, że
wreszcie zaczęła go uważnie słuchać i brać na poważnie to, co mówił.
Dotąd
odnosił wrażenie, że przy całej swojej dobrej woli, hrabianka nie do końca
zdawała sobie sprawę, jak poważnym procesem była rehabilitacja. Wyobrażała
sobie, że po kilku dniach stanie na nogi i wszystko wróci do normy, jednak nie
było szansy, by powrót do zdrowia nastąpił aż tak szybko, chociaż demon pragnął
wierzyć, że w jakiś niezrozumiały sposób tak właśnie będzie.
—
No dobrze, teraz to ma trochę więcej sensu. Możemy zaczynać?
—
Oczywiście, jeszcze tylko jedna spawa… — odparł kamerdyner, ujmując w dłonie
drugą nogę dziewczyny. — Musisz wiedzieć, że proces rehabilitacji nie jest
pozbawiony cierpienia. Przeciwnie, będziesz odczuwała duży dyskomfort, ale
musisz pamiętać, że ból będzie oznaczał, że wracasz do zdrowia — wyznał brunet.
Lizz
zdawała się w ogóle nie przejmować wspomnieniem o nieprzyjemnych doznaniach. W
końcu nie byłoby to pierwsze i na pewno nie ostatnie tego typu uczucie, którego
przyszło jej doświadczać. Jeśli jednak ból miał prowadzić do zdrowia, zdrowie
do pracy, a praca do wypełnienia zemsty, nie obchodziło ją, jak bardzo będzie
cierpieć. Liczyło się jak najszybsze osiągnięcie celu.
—
No już, zaczynaj. Nie ociągaj się. Nie będę jeździć na tym wózku wiecznie.
Muszę się zemścić jeszcze w tym życiu — ponagliła służącego, machając ręką na
znak, by wreszcie zaczął.
Nieco
sceptyczny wobec jej nadmiernego entuzjazmu Sebastian chwycił silnie nogę
hrabianki i powoli zaczął poruszać nią zgodnie z zakresem, w którym mieściła
się norma ruchomości stawów. Musiał zadbać o to, by w bezwładnych kończynach
nie doszło do zaniku mięśni. Wobec tego poruszanie nogami było tylko jedną ze
składowych tego, co hucznie nazywali treningiem.
Przez
kolejną godzinę demon poruszał jedną i drugą kończyną hrabianki. Widział, że
chociaż nie była w stanie samodzielnie wprawić ich w ruch, za każdym razem
starała się to zrobić, męcząc się samymi nieudolnymi próbami. Widział również
cierpienie na jej twarzy, tlącą się na dnie serca rezygnację, której z uporem
maniaka Lizz starała się nie poddać. Obiecała sobie, że będzie silna i
przetrwa, a nie zwykła rzucać słów na wiatr.
—
Wystarczy — rzekł Sebastian, przerywając ćwiczenia, a na pytające spojrzenie
hrabianki, dodał:
—
Teraz zrobię ci masaż. Musimy zadbać o przepływ krwi w nogach, żeby osłabione
tkanki odzyskały siły. Dzięki temu będzie ci łatwej — wyjaśnił cierpliwie.
Poprosił
nastolatkę, żeby położyła się na stole, a następnie przeszedł do masowania
ciała dziewczyny, przykładając się do zadania najlepiej, jak tylko potrafił.
Przez ostatnie dni zdążył przeczytać kilkadziesiąt publikacji z zakresu
medycyny, a dokładniej jej gałęzi zwanej rehabilitacją, by opracować możliwie
najskuteczniejszy proces, który pomoże jego pani powrócić do zdrowia. Licząc na
pomoc ze strony medycyny ponadnaturalnej, zamierzał uzyskać efekt pełnego
przywrócenia dziewczynie sprawności, jednak miał świadomość, że jego wielkie nadzieje
nie muszą się spełnić. Bez względu na to, zamierzał dać z siebie wszystko i
stworzyć dziewczynie najdogodniejsze warunki do ćwiczeń. Jeśli istniała jakaś
szansa, że rehabilitacja przyniesie pożądany skutek, był zdeterminowany, by
zapewnić ją swojej ukochanej panience.
Lizz
leżała spokojnie, pozwalając Sebastianowi masować jej nogi, plecy i ramiona.
Wprawdzie zdawało jej się, że masaż w ramach rehabilitacji powinien obejmować
same kończyny dolne, to nie oponowała, kiedy demon poprosił ją, by położyła się
na brzuchu. Kamerdyner ściągnął z niej ubranie, tak samo, jak robił to już
setki razy, i z obojętnym wyrazem twarzy, jakby jej nagość nie robiła na nim
żadnego wrażenia, zabrał się za wykonywanie swoich obowiązków.
Przyjemny
ucisk jego silnych dłoni działał na dziewczynę niezwykle relaksująco. Nie
zdawała sobie sprawy, jak bardzo była zestresowana. Początkowo każdy mocniejszy
dotyk demona powodował nieznośny ból napiętych jak struny mięśni szlachcianki,
jednak z każdą chwilą powoli się odprężała i masaż zaczął przynosić efekty.
Elizabeth nie chciała jednak całego wspólnego czasu z Michaelisem spędzić w
zupełnej ciszy. Ten brak słów, niezwykle uwydatniający dźwięki wydychanego i
wciąganego powietrza, zwyczajnie ją krępował.
—
Jem powiedział mi coś dziwnego — zaczęła, uznając, że masaż to odpowiednia
chwila, by opowiedzieć Sebastianowi o tym, czego się dowiedziała.
—
Nie wątpię, panienko.
—
Idiota — burknęła Lizz. — Powiedział, że w okolicznych wsiach szerzą się plotki
o demonach. Podobno jeden z samozwańczych władców wsi ma wiernego kompana,
który nie odstępuje go na krok, a wszystko, czego się dotknie, jest idealne. Co
więcej, wieśniacy, którzy nie wiedzą właściwie nic o świecie poza swoją małą
społecznością, mówili, że w innych wioskach jest tak samo. Nie wydaje ci się to
podejrzane? — zapytała, odwracając się przez ramię, by spojrzeć w oczy
służącego.
Sebastian
wydawał się niezainteresowany tym, o czym opowiadała Elizabeth. Dziewczyna
uznała, że pewnie założył, iż Jem powiedział jej to tylko po to, by zrazić ją
do kamerdynera. Demon jednak nie z tego powodu milczał. Zwyczajnie skupiał się
na swojej pracy i chociaż nie wierzył w to, co mówiła jego pani, nie zamierzał deprecjonować
słów przyjaciela szlachcianki – nie widział w tym żadnego sensu. Gdyby w
okolicy kręciły się jakieś inne demony, Michaelis z pewnością miałby tego pełną
świadomość. Niewielu istniało takich, którzy potrafili ukryć swoją obecność, a
już tylko garstka zaliczała się do tego skąpego grona, które opanowało tę
umiejętność do takiej perfekcji, by nie dać się wykryć Krukowi.
—
Nie wierzysz mi. Sądzisz, że James to nazmyślał — westchnęła hrabianka,
wracając do poprzedniej pozycji, nie uzyskawszy odpowiedzi.
—
Sądzę, że gdyby w okolicy był jakiś demon, wyczułbym jego obecność — odparł,
uśmiechając się uprzejmie.
—
Na jedno wychodzi. Ale on nie kłamał, nie powinieneś tego bagatelizować. Jeśli
te demony mają coś wspólnego z wojną, to… Chciałabym wiedzieć. Dlatego
rozkazuję ci, byś przekazywał mi wszystkie informacje dotyczące wojny,
rozumiesz?
—
Oczywiście, panienko.
Sebastian
odsunął się nieco, by znaleźć się naprzeciwko jej twarzy, tak, by bez trudu
mogła go zobaczyć, gdy tylko zadrze głowę do góry, a potem klęknął przed nią,
kładąc dłoń na piersi i głęboko pochylając głowę. Kruczoczarne włosy skryły
twarz demona pod nieprzejednaną kurtyną, spomiędzy warstw której prześwitywały
jedynie iskrzące się szkarłatem tęczówki.
Wydała
mu rozkaz. Nieważne, jak brzmiał, nieważne, czy miał sens. Powiedziała to
cudowne słowo, które z jej ust brzmiało niczym najpiękniejsza pieśń, jaką
kiedykolwiek słyszał. Jej nieustępliwe spojrzenie, zadziorność i powaga
napawały demona niesamowitą ekscytacją. Chociaż to była zaledwie maleńka
cząstka dawnej świetności ich relacji, Sebastian nie odmówił sobie prawa do
cieszenia się nią nie mniej, niż cieszyło go każde ziarenko piasku normalności
na tej ogromnej pustymi zagubienia.
—
Panienko — zaczął kamerdyner, podnosząc się z kolan. — Muszę zwiększyć twoje
racje żywnościowe, wciąż jesteś zdecydowanie zbyt chuda. Wyglądasz niezdrowo,
nie godzi się, by głowa rodu Roseblack prezentowała się w ten sposób — rzekł ze
złośliwym uśmiechem na ustach.
Lizz
skomentowała jego słowa jedynie głośnym prychnięciem. Kazała służącemu
dokończyć masaż i zawieźć się do biblioteki, gdzie chciała zaczerpnąć wiedzy na
temat sposobów rehabilitacji, by móc lepiej nadzorować poczynania Michaelisa.
Nie planowała pozwolić mu zamydlić sobie oczu. Chciała ćwiczyć tak intensywnie, jak to tylko możliwe, dlatego musiała sama
się dokształcić, by wiedzieć, czy Sebastian nie próbuje przypadkiem obniżyć
poprzeczki.
W
międzyczasie zastanawiała się nad słowami demona. Był tak pewien, że to, o czym
mówił James, było zwykłą plotką; nie rozumiała, czemu nawet przez chwilę tego
nie rozważył. Przecież kiedy na ich drodze stanął Seth, nie poznał go od razu.
A może po prostu jej o tym nie powiedział? Nie wiedziała, czuła się nieco
zagubiona. Wspomnienia sprzed odejścia Sebastiana momentami zlewały się w jeden,
niewyraźny obraz, jakby jej umysł usilnie starał się wymazać wszystko, co razem
przeżyli, jednak bezskutecznie. Ona pragnęła pamiętać. Część wydarzeń była aż
nazbyt żywa, jakby miały miejsce chwilę temu, a z kolei inne bledły z czasem.
Dziewczyna czuła się tak, jakby ktoś majstrował przy jej pamięci, ale nie
pamiętała, by coś takiego miało miejsce. Lecz czy mogłaby w ogóle o tym
pamiętać? Gdyby ktoś chciał pozbawić ją konkretnych wspomnień, czy na początku
nie starałby się wymazać swojej ingerencji w jej umysł?
—
Zapominam Setha — mruknęła, kiedy Michaelis pomógł jej usiąść i zaczął z
powrotem zakładać jej ubranie.
—
Nie jest warty pamiętania, panienko — odparł uprzejmie Sebastian, wkładając
rękę hrabianki w rękaw sukienki.
—
Nie rozumiesz. Mam wrażenie, jakby ktoś próbował pozbawić mnie wspomnień na
jego temat. Jakby ktoś mieszał w mojej głowie — wyznała, zerkając poważnie w
jego oczy.
Zauważyła,
że przez twarz kamerdynera przemknął cień zmartwienia, tak, jakby coś wiedział.
Jednak opanowany brunet nie odezwał się ani słowem. W ciszy skończył ubierać
swoją panią, a potem wziął ją na ręce i przesadził ze stołu na wózek
inwalidzki.
Nie
chciał mówić tego Elizabeth, ale obawiał się, że dziwne zjawiska, które miały
miejsce podczas zabiegu w piwnicy zakładu Undertakera, wywarły na nią większy
wpływ, niż przypuszczał. Ta istota, ta… siła – cokolwiek to było, najwyraźniej
pozostawiło po sobie ślad w psychice szlachcianki. Sebastian nie wiedział, co
dokładnie się stało, ani jakie mogły być tego konsekwencje. Obawiał się jednak,
że zabiegł mógł negatywnie podziałać na tę część świadomości jego pani, o
której okiełznanie wspólnie walczyli przez wszystkie wspólnie spędzone lata.
W
ułamku sekundy wróciły do niego setki wspomnień z chwil, kiedy Lizz traciła nad
sobą panowanie na rzecz istoty, która żyła w jej wnętrzu. Początkowo demon
uważał, że to był zwykły szok, wynik psychicznego urazu, niestabilność
emocjonalna, jednak im częściej widywał drugą naturę swojej pani, tym bardziej
utwierdzał się w przekonaniu, iż była zupełnie odrębną istotą, posiadającą
własne zdanie, wartości, cele i umiejętności, które dla Elizabeth były
zwyczajnie nieosiągalne. Nie raz pozwalał, by tajemnicza osobowość przejmowała
kontrolę nad hrabianką, chcąc poznać jej naturę, zrozumieć, czym była i dowiedzieć
się, jak ją wyeliminować. I przez te kilka lat zdołał jedynie odkryć, że ta
przedziwna istota była do niego niezwykle podobna, a jej istnienie zagrażało
zarówno jego kontraktowi, a zarazem przyszłemu posiłkowi, jak i samej
szlachciance. Dlatego właśnie, kiedy tylko się upewnił, Michaelis włożył
mnóstwo pracy, by nauczyć swą młodą panienkę, jak się kontrolować i nigdy nie
oddawać ciała we władanie tej, której imię Lizz zdążyła poznać podczas zabiegu
– Idy.
Jednak
teraz, kiedy nastolatka zauważyła, że coś działo się z jej umysłem, czerwona
lampka w umyśle demona rozbłysła tak samo soczyście, jak jego oczy na widok
świeżej krwi ukochanej, alarmując go, że działo się coś niedobrego. Nie
zamierzał jeszcze niczego wyznawać Lizz, najpierw musiał się upewnić, że to nie
zwykłe urazy pamięci po wypadku. Miał nadzieję, że tak właśnie było, jeśli
jednak się mylił, stanąłby przed ciężkim wyzwaniem wyjaśnienia szlachciance
tego, czego sam w pełni nie rozumiał.
—
Proszę się nie martwić, panienko, to pewnie tymczasowy stan. Może to wina
substancji usypiającej, którą zastosował Undertaker, a może trauma po wypadku.
Proszę dać sobie trochę czasu, wspomnienia na pewno wrócą. Poza tym naprawdę
sądzę, że w Sethcie nie ma nic wartego zapamiętania — uspokoił ją Sebastian. —
Zabiorę panienkę do biblioteki — dodał i stanął za dziewczyną, by wyprowadzić
ją wraz z wózkiem z pomieszczenia.
Witam przeczytałam już wszystkie twoje twory łącznie z tłumaczeniami.Musze ci powiedzieć , że kiedy napotkałam twoje opowiadanie nie byłam skora do czytania . Ale nuda zrobiła swoje , nie sądziłam , że będę tak zawzięcie czytać te kilkaset stron . Jestem pełna uznania za twoją prace czekam na kolejne opowiadania i życzę weny!!!!!!!
OdpowiedzUsuńJeśli przeczytałaś wszystko, co tutaj jest, to powiem Ci, że sama Róża to ponad tysiąc stron xD. I nie dziwie się wcale, że Ci się nie chciało. Ten ogrom może przerazić, no i początki są strasznie słabe, a ja mam za dużo zajęć, żeby posać na bieżąco i poprawiać xD. Cieszę się jednak, że udało Ci się przebrnąć^^. Kiedyś, gdy już skończę Różę, będę kontynuować Making Of i W Stronę Mroku, więc na pewno nudno nie będzie :P. Dzięki za komentarz <3. Mam nadzieję, że kolejne rozdziały przypadną Ci do gustu :).
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńTak tak to też już czytałam.I czekam z niecierpliwością na kolejne opowiadania.Zobowiązuje się również na bieżąco komentować ( bo widziałam że nie wiele osób zostawia po sonie ślad )czekam na kolejne opowiadania a teraz do następnego Nami!!!!
OdpowiedzUsuńHaha, dziękuję. Ti bardzo miłe^^. To fakt. Wyświetleń mam ostatnio tyle, ze narzekać nie wypada, ale z tymi komentarzami to jednak cienko. Będzie mi miło widzieć Twoje :). Do następnego.
UsuńIda strasznie mnie fascynuje *_* Czekam na więcej ;) (tak wiem krótki komentarz ale nie mam czasu :P)
OdpowiedzUsuńI ja się dowlekłam. Przeczytałam rozdział już dawno, a cholera wkoło nie mam czasu by go skomentować. Albo zapominam, albo gnam. Takie typowe ADHD -_-.
OdpowiedzUsuńNie dziwie się Lizzy też bym była niecierpliwa jeśli chodzi o rehabilitację. Przecież to można kurwicy dostać nie mogąc chodzić! Ja osobiście sobie tego nawet nie chce wyobrażać. A co Sebastiana miał okazję podczas badania pomacać naszą pannę Rosenblack ( zawsze nie wiem czy dobrze napisałam to nazwisko) >D" Takie mogę pomacać pod prestekstem xD
Pozdrawiam i czekam na ciąg dalszy,
Roseblack - róża czarna tak dosłownie :P. Może to Ci pomoże zapamiętać^^. Ja mam doświadczenia związane z brakiem możliwości chodzenia i powiem, że jeśli wiesz, że to kiedyś minie, to jest niesamowicie denerwujące, upierdliwe i dołujące. Ona to znowu nad wyraz dobrze. Nawet gdyby przez tydzień tylko angstowała, to nie miałabym jej za złe. No sle to Lizz, ona ma szajbę na punkcie siły i samodzielności, więc musi sobie jakoś radzić :P.
UsuńTeż pozdrawiam i zapraszam na środowy rozdział^^.
Późno się odzywam. Wiem... u mnie w domu trwają teraz gruntowne remonty, bo rodzinka za cztery dni przyjeżdża i ja jako starsze dziecko muszę pomagać. Ugh! Nienawidzę "sezonu remontów" w moim domu... Co do rozdziału. Nareszcie zaczęli rehabilitację Lizz, choć mam wrażenie, że dziewczyna nie do końca ufa Sebastianowi. No i te jej zaniki pamięci... to sprawka Idy, prawda? Sebastian wmawia panience, że może mu ufać, a tu zachowuje się tak, jakby za wszelką cenę chciał ukryć przed nią prawdę (przynajmniej ja tak to odbieram). Poza tym rozdział ciekawy i lekko się go czytało. Weny Ci życzę Nami
OdpowiedzUsuńPamiętaj, że Sebastian nie wie, że Lizz spotkała siè z Idą w swoim umysle. No I Lizzy nawet tego nie pamięta, a Sebastian nie bez powodu nie mówił jrj o istnieniu tej drugiej natury. Miał jakiś cel i zgodnie z nim chce dalej trzymać tk w tajemnicy. Zresztą on sam do końca nie wie, co wtedy zaszło, nie może być pewien, dlatego woli bez powodu nie zdradzać takich rzeczy. W przeciwieństwie do innych jego kłamstw - to akurat jest w naprawdè dobrej wierze :P.
UsuńDemony Dżema to eksperymenty Undertalera.
OdpowiedzUsuńTak myślałam, że w tle była Ida.
Kurde... Jestem osobą, która jest w stanie zaakceptować każdy pomysł autora. Cokolwiek by sie nie wydarzyło, to czytam dalej. Jak już coś zacznę to dopilnuję, aby to skonczyc. Twoje opowiadanie megaaaa mnie wciągnęło. No cud, miod i malina! Jednak, gdy czytam o wymazaniu pamięci, amnezji itp... Ubolewam, złoszczę się... Cieżko mi sie z tym pogodzić. Nie wiem, dlaczego tak jest... tak już mam :D Kibicuję, aby Ida nie pozbawiła Lizz wszystkich wspomnień ❤️ A co do Setha... Rownież uważam(tak jak Sebastian), ze nie jest warty pamiętania xD Lecę czytac dalej! 💗
OdpowiedzUsuń