Spędziłam ostatnie dni na byciu wrzodem na dupie, bo miałam gorączkę. Ale już jest lepiej, stałe 37 to tylko o stopień więcej, niż mam zazwyczaj. Momentalnie poskutkowało czterema stronami jednego dnia. Za to dwóch poprzednich trochę się boję, no ale cóż. Od tego jest beta. Zawodna nieco, bo tekst nie ma czasu odleżeć, no ale życie. Dlatego mam czujnych Was :*.
Za miesiąc Róża będzie obchodzić drugie urodziny. Wypadałoby coś z tej okazji zrobić. Myślałam nad jakąś galerią fanartów, tylko musicie dać znać, czy chcecie takie stworzyć :P. Mogą być tradycyjne, digitale, muzyczne, fanowskie oneshoty. Cokolwiek byście tam chcieli. No, tylko dajcie znać, czy się na to piszecie, bo jak zorganizuję takie coś i nie dojdzie żaden urodzinowy prezent dla Sebcia i Lizzy, to będzie trochę słabo xD.
Gdybyście się zdecydowali, to prace wysyłajcie na priv na fp: Czarna Róża Demona.
Albo na maila: czarnarozademona@wp.pl
Miłego! :*
==================
— Co. Za.
Idiotyczny. Pomyyysł! — krzyczał Grell Sutcliff, przekopując się przez stos
ksiąg dzielących go od korytarza.
Przez ostatnie
kilka tygodni nie robił nic innego oprócz szukania informacji. Cholerna
nastolatka wymogła na nim obietnicę, a on z niewiadomego powodu nie chciał jej
złamać. Zdawał sobie sprawę, że to kwestia przyjaźni, o której oboje milczeli,
ale czuł się z samym sobą dużo lepiej, udając, że nie zna przyczyny swojej
nienaturalnej wierności.
Siedział w
Bibliotece Shinigami – w dziale z księgami, których nikt o zdrowych zmysłach
nigdy nie przeglądał, co doskonale pokazywała gruba warstwa kurzu nieodzownie
towarzysząca ciemnemu odcieniowi drewna merbau’u sprowadzanego specjalnie z
terenów Indonezji. Położona na strychu czytelnia odpychała nie tylko pyłem, ale
również straszną duchotą. Malutkie, okrągłe okno przy złączeniach spadzistego
stropu nie wystarczało, by zapewnić świeże powietrze. A jakby tego wszystkiego
było mało, w żadnej z ksiąg żniwiarz nie znalazł przydatnej informacji.