Liczba rozdziałów rośnie, a końca nie widać. Cieszycie się, czy raczej Was to irytuje? Jestem ciekawa, dajcie znać. Na szczęście coś ważnego zbliża bardzo bardzo wielkimi krokami. Ja wiem, że mówię tak od dwóch tygodni, ale dla mnie to jest tylko kilka stron odległości. Dla Was to dni oczekiwania, więc Wam trudniej. Upierdliwe to trochę, no ale warto zapowiedzieć, że będzie coś wartego uwagi, prawda? Mam nadzieję, że jak już do tego dojdę, to Wam się spodoba. Bo zacznie się już w sobotę, także Wasze czekanie się opłaci hehehehehe <3. Mam w tym momencie napisane 390 stron czwartego tomu (specjalnie liczbą, żeby łatwiej było Wam ogarnąć, jak tego dużo). I coś czuję, że to jeszcze potrwa. Tak więc nie musicie się martwić, że Wam zabraknie lektury w najbliższym czasie xD. Naczelna kuroszowa grafomanka melduje, że staje na wysokości zadania xD. Co Wy zrobicie, kiedy to opko się kiedyś skończy? Bo ja to chyba wpadnę w depresję... Oo.
No nic, mam nadzieję, że miłe spędziliście Halloween. Dajcie znać w komciach, co ciekawego robiliście!
Miłego rozdziału! :*
================================
Brunetka
niezwykle się zmieszała. Momentalnie zaczerwieniła się jak młody burak w pełnym
słońcu i jąkała się, nie do końca wiedząc, co powiedzieć. Lizz zorientowała się
– choć nie chciała tego przyznać – że dziewczyna nie miała pojęcia, o co jej
chodziło. Była szczera. Tak przerażająco, stuprocentowo autentyczna, że mogłaby
posłużyć jako modelka do podręcznika o wykrywaniu kłamstw na podstawie mimiki
twarzy. Wszelkie jej gesty, drżenia mięśni, uciekanie wzrokiem, a nawet sposób
oddychania jednoznacznie świadczyły o prawdzie. Nie widziała, o czym mówiła
hrabianka, była równie zdziwiona, co i ona, jednak zdawała sobie sprawę z
nadzwyczajnego zainteresowania swoją osobą.
— Przepraszam.
Naprawdę nie wiem, co w nich wstąpiło. Nigdy wcześniej mężczyźni mnie tak nie
traktowali. Zawsze byłam cicha, niezauważalna i czułam się z tym dobrze. Nie
jestem zbyt dobrą służącą, brakuje mi doświadczenia. Tak mogłam przynajmniej to
ukryć, a teraz wszystko widać jak na dłoni… Panienko — wydukała wylewnie
zdenerwowana guwernantka.
— Chcesz
powiedzieć, że nie jesteś wiedźmą? — zapytała wprost Elizabeth.
