Blog miał swoje urodziny. Pytań nie zadawaliście, padło raptem jedno od Andatejki, na które Sebastian odpowiedział następująco:
"Panienko, trudno mi określić zapach krwi mojej pani chociażby ze względu na to, że ludzkie i demoniczne rozumienie zmysłów znacznie się różni. Nie znalazłam jeszcze nic, co pachniałoby podobnie do mojej pani, jednak postaram się przybliżyć to panience najlepiej, jak będę w stanie. Panienka Elizabeth wydziela słodką woń podszytą mrokiem i nutą niepewności. Ludzie często porównują ten zapach do owoców kwiatu róży, jednak jej woń nawet w ćwierci nie oddaje niezwykłości zapachu mojej pani. To niezwykle przyjemna dla zmysłów mieszanka, przypominająca o tym, jak cudowna jest jej dusza. Dodatkowo wzmacnia ją woń świeżej krwi, która okazjonalnie dodaje zapachowej mieszance pikanterii. Przykro mi, że nie jestem w stanie powiedzieć nic więcej, mam jednak nadzieję, że chociaż w części udało mi się rozwiać panienki wątpliwości."
To tyle od Sebcia. Od siebie powiem tylko, że ktoś chciał nawiązać ze mną współpracę polegającą na tym, że będę regularnie pisać poradniki w necie xD. Tag, jestę człowiekię pracującę. No i w zasadzie to tyle.
Nie będę miała okazji, więc już dziś życzę Wam MROCZNEGO, PRZERAŻAJĄCEGO I OCIEKAJĄCEGO KRWAWĄ SŁODYCZĄ HALLOWEEN W IŚCIE DEMONICZNYM STYLU. LOFFCIE :*
Miłego rozdziału! :)
=================================
Chłopak
spojrzał na nią lekko otumaniony. Uśmiechnął się i odpowiedział na pytanie, ale
dziewczyna widziała, że je jego wzrok wciąż ciągnął do sużącej. Skrzyżowała
ręce na piersi, mruknęła potakująco pod nosem i zignorowała dalsze opowiadania
bruneta.
— Chyba jednak
miałaś rację, z nią jest coś nie tak. Widzisz, jak się w nią wpatruje? —
szepnęła, lekko szturchając hrabiankę w ramię.
