środa, 23 marca 2016

Tom IV, V

Dzisiejszy rozdział też jest dłuższy niż zazwyczaj. Dlaczego? Bo chciałam skończyć w tym miejscu. Gdybym urwała po pięciu, jakoś nielogicznie by to wyszło. Dlatego macie prawie siedem.
Chwaliłam się tym już chyba wszędzie, ale pochwalę się jeszcze raz, bo właściwie czemu miałabym tego nie robić? W pełni zasłużony, mały sukces. Do rzeczy:
Zbetowałam Błękitny Dym i udostępniłam go na fantastyce, gdzie oceniają ludzie, którzy rzeczywiście znają się na pisaniu. Zrobiłam coś podobnego już wcześniej, jakieś 2-3 miesiące po rozpoczęciu Róży, ale wtedy mój tekst został pociśnięty równo. Tym razem jednak dostałam pozytywne opinie. Nie jakieś wybitnie chwalebne, którymi mogłabym się chwalić w CV, ale dostać ocenę "dobre" od ludzi znających się na rzeczy, to jednak jest coś. Przynajmniej dla mnie. I na pewno po raptem półtora roku rozwijania się, podczas którego z "autorki kuroszowego opka" awansowałam na "autorkę opowiadania na motywach Kuroshitsuji". Niby drobna różnica, ale między opkiem i opowiadaniem jest przepaść. 
No, więc się pochwaliłam.
Możecie mi pogratulować, bo mnie nie doceniają w domu TT_TT xD.

Tymczasem:
Miłego :*

====================

                Michaelis miał w planach odwiedzenie Anasiego, jednak niespodziewane zbliżenie z Enepsignos zabrało mu zbyt wiele czasu. Niechętnie to przyznał, ale był zmuszony odłożyć wizytę u wiernego doradcy na później. Tak naprawdę pod tym względem nie gonił go czas. Miał świadomość, że szansa na znalezienie luki w umowie była niewielka, chciał jedynie uzgodnić kwestie związane z zarządzaniem królestwem po jego śmierci. W prawdzie Michał miał stać się nowym władcą, ale było kilka sposobów, by narzucić mu kilka praw, dzięki którym piekielna populacja – chociaż podporządkowana woli nieba – miała szansę przetrwać i żyć nadzieją, że w przyszłości odnajdzie się śmiałek, który wyrwie władzę z rąk znienawidzonych gołębi. Dlatego też bez zbędnego użalania się nad sobą opuścił piekło, otwierając portal nieopodal Tokio, skąd piechotą zamierzał udać się do księżniczki Hashimoto, by zgodnie z wolą swojej pani doręczyć list.

piątek, 18 marca 2016

Tom IV, IV

Znowu ogarniam rozdział na dzień przed dodaniem. Dzięki temu możecie sobie przeczytać z samego rana, a wiem, że część z Was tak woli. Nie wstawałabym w środku nocy (dla mnie 8-9 to jeszcze noc xD), żeby wrzucić rozdział, dlatego korzystam z udogodnień, jakie oferuje Facebook i Blogger. Dwudziesty pierwszy wiek rządzi. 
Co do rozdziału...
Jest dziwny. Właściwie mam mieszane uczucia, bo to trochę nie w moim stylu, żeby pisać to, co napisałam, ALE! Zły nie jest. To znaczy, nie uważam, żeby tak był. Jeśli macie inne zdanie, to chętnie się o tym dowiem :P.
Jeśli komuś się taka tematyka nie podoba, gorszy go czy co tam jeszcze... To przykro mi, że musieliście ślepnąć, czytając to, ale ta część jest mi potrzebna w fabule. 
Mam jednak nadzieję, że nikt nie oślepnie, nie rzygnie, ani nie padnie na zawał.
Hiperbolizuję.
Dlatego kończę i przekonajcie się samo, co takie ojojojojoj-groźnego zawarłam w tym rozdziale :P.

Miłego :*

PS Komentujcie! Potrzebuję weny na nowe pomysły. Zdaję się na Was^^.

=========================

                Król podszedł do jednego z wyższych rangą służących i zapytał o miejsce przebywania jego narzeczonej, a otrzymawszy pożądane informacje, bezzwłocznie udał się do jej nowej komnaty. Jako przyszła królowa, miała prawo wybrać jeden z wielu bogatych apartamentów. Zdecydowała się na ten, który wschodnią sypialnią przylegał do biura Sebastiana, by po jego powrocie połączyć oba kompleksy w jeden ogromny, odpowiedni dla królewskiej pary. Demon nie dziwił się jej decyzji – choć po tym, jak nie zastał jej w ogrodzie – sądził, że będzie spędzała czas w jego komnatach, pogrążając się we wściekłości i rozpaczy. Sam nie był pewien, co powinien myśleć o jej decyzji, ale nie mając zbyt wiele czasu na załatwienie formalności, z którymi musiał się uporać przed powrotem do Elizabeth, nie zaprzątał sobie głowy czymś, na co i tak nie miał wpływu. Dotarł więc szybko pod drzwi pokoju narzeczonej i zapukał dwukrotnie, a nie usłyszawszy odpowiedzi, pozwolił sobie wkroczyć do środka.

środa, 16 marca 2016

Tom IV, III

Dzisiaj rozdział nieco krótszy, więc nie dziwcie się, jeśli przebrniecie przez niego szybciej, niż przez przez dwa ostatnie (tamte miały po 6 stron Calibri 11/13, a ten ma 4.75 stron). Uważam jednak, że jest w nim tyle nowości, wskazówek i generalnie dużo tego typowego namisiowania, że powinno Wam spokojnie wystarczyć. 
Pisze ten wstęp tuż po północy i miałam dziś męczący dzień i w ogóle jakoś tak, więc nieskładnie jest zapewne. Ale nie przejmujcie się tym zbytnio. Notka odautorska nie zawsze musi ociekać elokwencją, prawda?
No, to zachęcam do czynnego uczestniczenia w życiu bloga (czyli komentowania xD). Wasze sugestie i uwagi są brane pod uwagę. Zresztą ci, którzy o coś poprosili, albo zwrócili na coś uwagę już wkrótce (napisałam to na początku rozłącznie - źle ze mną, oj źle TT_TT) przekonają się, że naprawdę biorę sobie do serca te wszystkie głos spod rozdziału :).

Dobra, to miłego :*
Mam nadzieję, że będzie Wam się podobało, bo mi osobiście się podoba. 
Bo może xD.

======================

                Sebastian schował ostrożnie list Elizabeth do wewnętrznej kieszeni fraka, kierując się korytarzem do kuchni, gdzie czekała na niego reszta służby. Rozdał pracownikom przydział zadań na cały dzień, dokładnie omówił z Thomasem, jak powinien przyrządzić szlachciance obiad, i udał się w podróż do Japonii, by przekazać list księżniczce Hashimoto. Sama droga zabrałaby mu zdecydowanie więcej czasu, niż zakładała Elizabeth, nie powiedział jej jednak, że zamierza odwiedzić piekło, z wnętrza którego mógł otworzyć portal w dowolnym miejscu ludzkiego świata. Rzadko korzystał z tej umiejętności. Wymagała bowiem mnóstwa energii i pozostawiała po sobie widoczny dla istot ponadnaturalnych ślad, poprzez który bez trudu zdołaliby go wytropić wszyscy przeciwnicy. Jednak tym razem dostał bezpośredni rozkaz, który musiał spełnić, dlatego nie przebierał w środkach. Dla bezpieczeństwa postanowił udać się do królestwa, otwierając przejście w jednej z podlondyńskich wsi położonych z dala od rezydencji hrabianki. Tak samo w Japonii zamierzał powrócić do ludzkiego świata w miejscu, które nie sugerowałoby jednoznacznie, dokąd zmierzał. Drogę powrotną również obmyślił na tyle sprytnie, by zmniejszyć ryzyko, że ktoś go wytropi do minimum.

piątek, 11 marca 2016

Tom IV, II

I tak jak ostatni rozdział trzeciego tomu osiągnął naprawdę dobre statystyki, tak pierwszy rozdział czwartego nie przyniósł żadnych zaskakujących osiągów. No, ale to nic. Chociaż trochę mało komentarzy. No wiem, dopraszam się. Ale co ja poradzę na to, że lubię czytać o Waszych teoriach, reakcjach i emocjach? Nic nie poradzę, lubię i tyle :P.

Pewnie niektórzy z Was zdążyli zauważyć, że zmieniłam nieco ścieżkę dźwiękową - raptem zamieniłam miejsca i dodałam jeden kawałek, ale dzięki temu początkowe 3-4 melodie ładnie wprowadzają klimat tego tomu. Więc macie go poczuć xDDDD.

Dobra, dobra. Wystarczy paplaniny. 
Miłego czytania :* 

======================

                Kiedy Sebastian zapukał do drzwi sypialni Elizabeth, dziewczyna podpisywała się właśnie na kopercie. Mruknęła ciche „wejdź” i opatrzyła list rodową pieczęcią. Demon wkroczył do wnętrza pomieszczenia, prowadząc przed sobą srebrny wózek zastawiony naczyniami.

                – Przyniosłem panience herbatę, wodę, kawałek czekoladowo-wiśniowego ciasta, materiały do nauki oraz lornetkę – na wypadek, gdyby chciała mnie panienka wyglądać z oddali – powiedział żywo i zalał filiżankę aromatycznym Ceylonem z nutą skórki pomarańczowej, cynamonu i wanilii, który miał dopełnić słodką przekąskę.

Zbliżył się do nastolatki i postawił naczynie na blacie sekretarzyka, przelotnie spoglądając na przybrudzone tuszem dłonie swojej pani. Nieco zniesmaczony pokręcił głową, ale nie skomentował tego widoku. Nim Elizabeth zdążyła cokolwiek powiedzieć, demon momentalnie zniknął za drzwiami łazienki, by równie szybko zjawić się z powrotem, trzymając w ręce namoczoną szmatkę.

                – Panienka pozwoli – rzekł łagodnie i klęknąwszy przed nią na jedno kolano, ujął delikatne, blade dłonie i starł z nich kilka czarnych plam. – Powinna panienka uważać. Nie wypada, żeby…

środa, 9 marca 2016

Tom IV, I

:O
Jak ja się dziwacznie czuję, kiedy numer rozdziału jest taki niski, że nawet nie muszę się zastanawiać, czy na pewno dobrze go wpisałam. Dziwaczne uczucie, zdążyłam o nim zapomnieć...
Dziękuję Wam za wyświetlenia i komentarze pod ostatnim rozdziałem. Za wiadomości prywatne na FP też. Bardzo mi miło, że tak podoba Wam się ta historia i że nawet widzicie te moje starania. Tak, to, że je widzicie, cieszy mnie najbardziej. Starania nie poszły na marne.
I co z tego, że nie mam kilku tysięcy wyświetleń dziennie. Co z tego, że od początku mojej kariery (hahaha - duże słowo, zbyt duże xD) spadła poczytność. Liczy się to, że ci, którzy zostali, czyli Wy (:*) rozumiecie historię i widzicie to, co chcę Wam pokazać. 
Nawet jedna z czytelniczek zauważyła subtelnie przemycaną informację o nadawcy listu, co niezwykle mnie ucieszyło!
Dobra, starczy o mnie, pora powiedzieć coś o rozdziale.

Zdecydowałam się na wprowadzenie kawałków epistolarnych już w trzecim tomie. Lubię je. Tak samo, jak lubię retrospekcje i inne tego typu zabiegi - wszystko, co wprowadza tajemniczość, niejasność i pytania, co sprawia, że chce się wiedzieć, co kto, gdzie, z kim, dlaczego i w ogóle, a jednak ma się świadomość, że tak łatwo nie będzie i na odpowiedź trzeba poczekać. Uwielbiam je od zawsze. Dlatego musicie je znosić, ale sądzę, że też je lubicie. Przynajmniej część z Was. No bo jak można nie lubić, no? xD 
W każdym razie, ten tom zaczyna się zupełnie inaczej niż poprzednie. Lubię urozmaicać. 
Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu.
I nie dziwcie się wrażeniu, że rozdział jest dłuższy niż zwykle. Bo jest, a na dodatek italic sprawia, że czytamy nieco wolniej. 

No, to tyle.
Miłego :*

===================

                Droga Tomoko,

Zapewne zastanawiasz się, dlaczego piszę do Ciebie list, skoro nie widziałyśmy się zaledwie… Cztery dni? Albo pięć. Musisz mi wybaczyć. To, co ostatnio się wydarzyło, trochę zamieszało mi w głowie, ale nie musisz się martwić, czuję się dobrze.

                Piszę do Ciebie, bo nie chciałabym, żeby powtórzyła się sytuacja sprzed roku, kiedy zatajałam to, co naprawdę się ze mną działo. Przez to nie potrafiłyśmy się odnaleźć. Wiem, że to moja wina, Ty robiłaś wszystko dobrze, dlatego teraz opowiem Ci o wszystkim, byś wiedziała, co Cię czeka, kiedy wrócisz. Teraz przynajmniej mogę mówić otwarcie. W końcu znasz prawdę o Sebastianie i moim pakcie. Wiedziałaś, że Arthur jest aniołem? Jestem pewna, że Ci o tym nie mówiłam. Co więcej, Grell jest żniwiarzem. Jeanny to moja pokojówka, a Thomas jest kucharzem. A Tai… Mam nadzieję, że nie jest jeszcze Twoim mężem. To znaczy, nie miałabym nic przeciwko, ale zdaje mi się, że na to jeszcze trochę za wcześnie, prawda?


piątek, 4 marca 2016

Tom III, LXII

Wpis będzie dzisiaj na końcu, a tutaj powiem tylko, że świętuję dzisiaj 51 000 wyświetleń bloga!!!
Serdecznie dziękuję. Jesteście kochani!!! <3 

==============================


                – Timmy! – krzyknęła nagle, uświadamiając sobie, kim był dla niej pierzasty kłamca.
                – Proszę się nie martwić, jest bezpieczny – uspokoił ją Sebastian.  – Anioły nie mogą bezpośrednio pozbawiać ludzi życia. Poza tym Michał zdobył to, czego chciał.
W głosie demona zabrzmiała wyczuwalna nuta rezygnacji. Lizz nie wiedziała, czy to była jakaś gra mająca na celu zmiękczenie jej sumienia, ale jeśli właśnie do tego dążył – zawiedzie się. Nie zamierzała się nad nim użalać. Wszystko, co się wydarzyło, było jego winą. Począwszy od wyparcia się uczuć do niej, przez każdą kolejną sekundę ostatnich miesięcy, których konsekwencje doprowadziły ich do tej konkretnej chwili i na niej nie poprzestając. Wszystko, bez najmniejszego wyjątku, spoczywało na jego barkach. Każda jej rana, każdy martwy człowiek, każda zmarnowana dusza i każda jego zła decyzja. Czy naprawdę był takim idiotą, by sądzić, że opowie jej jakąś łzawą historię i ją odzyska?
                – Siadaj – warknęła zirytowana ciągłym zadzieraniem głowy.

środa, 2 marca 2016

Tom 3, LXI

Słuchajcie! 
To się dzieje. Dzisiejszy rozdział jest przedostatnią częścią tego tomu, a co za tym idzie w przyszłą środę (lub może sobotę - w zależności od tego, co stanie się jutro, będę wiedzieć, czy potrzebuję chwili przerwy) przejdziemy do tomu czwartego. Na razie nowym tom ma tylko sześć stron, ale dziś zamierzam walczyć o zapas. 
Pamiętacie te czasy, kiedy miałam ponad sto stron rezerwy? No, ja też nie. Wszystko przez licencjat. Ale powiem Wam, że mały zapas też ma swoje dobre strony. Łatwiej wykorzystywać Wasze pomysły i sugestie. 
Dobra, koniec bełkotu, na który nie zwracacie uwagi. Zapraszam na rozdział.

Miłego ;* 

====================

                Nastolatka kroczyła po ogrodzie, wpatrując się w leniwie tańczące na wietrze kwiaty różnobarwnych bylin. Letni skwar niesamowicie dawał jej się we znaki, sprawiając, że czuła się niezwykle ciężka i zmęczona. W końcu przysiadła na jednej z drewnianych ławek pokrytych białą farbą i położyła się na niej, opierając głowę na leżącej przy podłokietniku poduszce. Spojrzała w niebo i przez chwilę próbowała doszukiwać się znajomych kształtów na błękitnym nieboskłonie poprzecinanym delikatnymi obłoczkami. Nie było ich wiele, więc szybko się znudziła i zamknęła oczy, dając sobie chwilę wytchnienia. Kiedy otworzyła je ponownie, znajdowała się we wnętrzu posiadłości. Przy jej łóżku siedział odziany w czerń mężczyzna. Uśmiechnął się łagodnie, kiedy zdezorientowana usiadła i nerwowo zaczęła rozglądać się wokół. Nie poznawała służącego. Widziała go na oczy pierwszy raz w życiu, a wystrój pokoju, w którym się znajdowała, był jej równie obcy, co oblicze mężczyzny.

.