sobota, 6 maja 2017

Tom V, XIII

Od razu przyznam, że to kolejna beta zrobiona na odwal, więc w rozdziale mogą być błędy. Ale oczy mi już nie działają, mam 187 stron magisterki i jeszcze tyyyyyyleeeee rzeczy do zrobienia. Majówka pełna pracy, serio, dawno się tak nie zajeżdżałam. Więc musicie mi wybaczyć, bo w sumie nie bardzo mamy inne wyjście xD.
Mam nadzieję, że fabuła rozdziału nadrobi ewentualne błędy. W razie czego wypisujcie je, jeśli możecie, będzie mi łatwiej poprawiać.
No i tego... Powodzenia maturzystom, bo w końcu jeszcze trochę przed nimi, jeśli się dobrze orientuję.

Miłego! :*

===================

Samochód zatrzymał się w ciemnej uliczce pomiędzy dwoma starymi budynkami monitorowanymi jedynie przez dwie kamery. Przyjaciele wysiedli z jego wnętrza i ruszyli w stronę źródła bębniącej muzyki, która w większości była jedynie mieszaniną zgrzytów, stukotów i niezwykle irytującego Kruka basu. Kiedy doszli do klubu, ustawili się w kolejce do wejścia i rozpoczęli jedną z typowo studenckich rozmów, które wyćwiczyli wcześniej na potrzeby przykrywki.
Czuli na sobie wzrok ludzi obojga płci, którzy starali się niepostrzeżenie robić im zdjęcia, jednak wymuszone mrugnięcie, które temu towarzyszyło, zdradzało nie tylko fakt uwieczniania ich podobizn, ale również ich liczbę. Wiedzieli, że wszystko idzie zgodnie z planem. Rafael zerkał co jakiś czas w oczy przyjaciela, upewniając się, że nic mu nie jest. Nie chciał, by powtórzyła się historia z poprzedniej wyprawy. Wtedy niewiele brakowało, by zostali złapani. Wprawdzie Kruk zapewniał, że tym razem odpowiednio się przygotował, ale prawda była taka, że choć żarliwie w to wierzył, ani razu nie zabezpieczył się odpowiednio i zawsze cudem udawało im się wyplątać z trudnej sytuacji.
— Nadgarstek — burknął nieprzyjemny, wysoki mężczyzna w czarnym garniturze, zerkając na Kruka przez ciemne okulary.
Przyciemniane szkła na moment stały się przezroczyste. Ochroniarz zrobił Amonowi zdjęcie, a potem wyciągnął w jego stronę przedmiot o kształcie długopisu i zaaplikował w nadgarstek demona klubowy chip, który o trzeciej w nocy – w chwili zamknięcia klubu – rozkładał się w organizmie, tym samym informując system zabezpieczeń budynku, czy nikt niepożądany nie znajdował się na jego terenie po zamknięciu.
Amon syknął pod nosem, udając – jak przystało na człowieka – że aplikacja chipu wywołała w nim nieprzyjemne odczucie. W rzeczywistości nawet nie poczuł, kiedy pistolet dotknął jego skóry. Bez trudu zaś był w stanie śledzić ruchy ciała obcego, które włączyło się do jego krwioobiegu, krążąc wraz z resztą składowych krwi po organizmie. Kolejną z zalet chipowania ludzi była możliwość wywołania u nich tymczasowego paraliżu, jeśli zachowywali się nieodpowiednio, łamiąc zasady panujące w danej placówce. Dlatego też z chipów – potocznie zwanych pluskwami – korzystano w każdej firmie, klubie, barze, restauracji: właściwie w każdym nieprywatnym miejscu.
— Następny — mruknął ponownie barczysty bramkarz.
Amon przeszedł przez metalową, podświetlaną framugę. Kiedy  krótki dzwonek i zielony błysk oznajmiły, że jest gotowy, wszedł do środka i tuż za drzwiami klubu poczekał na Rafaela. Przyjaciel dołączył do niego chwilę później, niezadowolony przewracając oczami.
— Mogliby sobie powtarzać savoir vivre, gdy tak tam stoją bezmyślnie.
— Myślisz, że oni jeszcze wiedzą, co to jest? Patrząc na niektórych, mam wrażenie, że na ich dysku nie zapisała się na ten temat najmniejsza wzmianka — odparł Kruk.
— Savoir vivre? Z francuskiego: savoir – wiedzieć, vivre – żyć. Znajomość życia. Ogłada, dobre maniery, bon-ton, konwenans towarzyski, znajomość obowiązujących zwyczajów, form towarzyskich i reguł grzeczności… — odezwała się długonoga blondynka, wpatrująca się w Amona przez wściekle fioletowe soczewki.
— Bardzo dobra dykcja, jednak cytowanie Wikipedii? To niemal historia, dziw bierze, że znasz takie strony… Angela — odpowiedział szarmancko demon, ujmując dłoń kobiety i składając na jej zewnętrznej stronie delikatny pocałunek.
— Skąd znasz moje imię? — zdziwiła się dziewczyna. — Aktualizowałam zabezpieczenia przed wyjściem z domu…
— Jesteś piękna niczym anioł z dawnych podań, widać miałem szczęście — kontynuował Kruk, ukrywając zażenowanie.
Sposób, w jaki z łatwością udało mu się okręcić dziewczynę wokół palca, wyciągnął z archiwów dawnych poradników randkowania. Już w czasach rozkwitu tego typu literatury wszyscy z nich kpili, wyglądało jednak na to, że w świecie pozbawionym kulturalnych i oczytanych ludzi, nawet coś takiego odnosiło skutek.
— Niemożliwe, bujasz!
— Przyznaję. Tak naprawdę słyszałem, jak przed chwilą wołała cię koleżanka.
— Masz naprawdę dobry słuch.
— I wspaniałego przyjaciela, może ty i Roksana zechciałybyście przekonać się, czy mówię prawdę?
— A-ależ oczywiście! Jasne! Tylko że nie mamy już kredytów. Jesteśmy tu od kilku godzin.
— Nie szkodzi. Rafał – to mówiąc, Amon przyciągnął do siebie przyjaciela i objął go ramieniem – dostał dziś grant na badania.  Mój przyznają dopiero jutro, dlatego dziś bawimy się na jego koszt!
— A co to za badania? — zainteresowała się dziewczyna.
Rafael zmierzył Kruka wzrokiem, jednoznacznie dając do zrozumienia, co myślał o jego metodach, ale po chwili powrócił do odgrywanej przez siebie roli beztroskiego, genialnego studenta i wyciągnąwszy prostokątne urządzenie z kieszeni, wyświetlił na nim temat badania, które opracowali z Amonem podczas drogi do miasta.
— Łaaaa, czy to T15? Najnowszy model! Jesteście z Instytutu Technologicznego! Ej, Roki! Chodź tu! Chłopaki chcą nam postawić drinki! — ożywiła się nagle Angela.
Nie trzeba było wiele, by zyskać zaufanie i przychylność młodych dziewczyn w tej części miasta. Rafael doskonale o tym wiedział, dlatego też zdecydował się wybrać to miejsce. Potrzebowali czegoś ciekawego, ale też łatwego, by w razie potrzeby mieli szansę się ewakuował. Na razie Kruk wyglądał dobrze, ale anioł nie mógł mieć pewności, że tak zostanie. Szczególnie po kilku godzinach w otoczeniu tętniących życiem, ludzkich serc.
We czwórkę zajęli miejsce w jednej z loży. Przed wejściem należało wylegitymować się chipem zastępującym dowód osobisty i określić liczbę ludzi znajdujących się wewnątrz. System nie pozwalał, by do wnętrza wchodziło więcej osób niż było wpisanych na listę. Licznę gwałty i morderstwa na przestrzeni ostatniego stuleci zmusiły ludzkość do podjęcia odpowiednich, niezwykle restrykcyjnych kroków. Utrudniało to nieco szansę na przygodny seks, co raczej nie wpasowywało się w gusta młodych dorosłych, jednak doskonale sprawdzało się jako środek zapobiegający tragediom.
Zamówili jakieś drinki, coś do jedzenia a także jeden z legalnych narkotyków, którego określoną dawkę można było przyjąć bezkarnie. Wszystko oczywiście monitorował klubowy chip. To rozwiązanie było jednak wadliwe, szczególnie przeciwstawiali mu się ci zaprawieni w bojach, dla których maksymalna dawka była ledwie wyczuwalna. Zazdrościli tym słabszym wytrzymałościowo lub dopiero wchodzącym w świat substancji psychoaktywnych, którym wystarczała odrobina, by przez całą noc doskonale się bawić w rytmie delikatnych halucynacji, poprawionego nastroju i braku odczuwania bólu.
Amon z Rafaelem nie brali narkotyków. Wykpili się badaniami na uniwersytecie, jednak wykazując się zapominaną przez ludzi kulturą, służyli towarzyszkom pomocą w przyjmowaniu sustancji. Po niecałej godzinie rozmów, śmiechów i gry pozorów, kobiety były odpowiednio nastrojone. Plan przyjaciół przebiegał bez żadnych komplikacji, choć w zasadzie nie był skomplikowany. Nie próbowali nikogo gwałcić, zabijać ani deprawować, chcieli jedynie zyskać szansę na bliższe poznanie ludzi w nowych sytuacjach. Jedynym, co mogło im zagrozić, była szwankująca samokontrola Kruka.
Od stuleci miał z tym problem. Restrykcyjne zasady wychowawcze ojca zmuszały go do długotrwałego poszczenia, a przebywanie wśród ludzi, których psychikę tak uwielbiał zgłębiać, zawsze stawało się dla niego nie lada wyzwaniem. Chwilami poddawał się wewnętrznemu głosowi łaknącemu energii i porzucał świadomość na rzecz typowo zwierzęcego instynktu, którego podobno demony miały nie posiadać. Pod tym względem jednak Belial się mylił – i nie tylko pod tym.
Poszli na parkiet. Początkowo po prostu miło spędzali czas, nie szczędząc sobie erotycznych podtekstów, pocałunków i testowania zachowań ludzkich towarzyszek. Jednak po dwóch godzinach na parkiecie sytuacja zaczynała się zmieniać. Wszechobecny zapach potu i ludzkiej krwi docierał do nozdrzy demona, sprawiając, że coraz trudniej było mu się kontrolować. W końcu przyparł jedną z dziewczyn – Angelę – do ściany wewnątrz ich boksu, do którego zaciągnął ją niemal siłą.
Nim Rafael zorientował się, że jego przyjaciel gdzieś zniknął, Amon zdążył już obezwładnić dziewczynę i wgryźć się w jej szyję niczym wampir z opowieści dla młodzieży. Rafael kazał Roksanie czekać na zewnątrz. Sam wpadł do wnętrza przyciemnionej loży i szarpnął demona w tył.
— Ogarnij się! — krzyknął, uderzając go w twarz.
Półprzytomna dziewczyna nie krzyczała. Była w stanie jedynie namiętnie mrugać, uwieczniając na twardym dysku wszystko, co widziała.
— Tego właśnie mieliśmy uniknąć! Miałeś dać mi znać, kretynie!
— Żebyś znowu mnie głodził? — wycharczał Amon.
Ponownie podszedł do dziewczyny i chwycił ją w ramiona. Rafael próbował go powstrzymać, ale silny głód całkowicie zawładną księciem demonów, całkowicie przyćmiewając jego umysł. Nim archanioł zdołał zareagować, dziewczyna opadała bezwładnie w ramionach Kruka, ze skręconym karkiem chwytając w płuca ostatni oddech.
— Zabiłeś ją! Przecież zaraz włączy się alarm!
— Nie będzie nas do tego czasu, tylko zabiorę jej duszę i… O nie, będę musiał zmiażdżyć jej czaszkę. Szkoda, była całkiem ładna — sączył złowrogo demon, zupełnie nie przypominając siebie.
Rafael odpuści. Wiedział, że w tym momencie nie mógł zrobić już nic więcej. Tym razem nie udało mu się upilnować przyjaciela. Uznał więc, że skoro dziewczyna i tak już nie żyła, byłoby szkoda marnować jej duszę, dlatego pozwolił demonowi ją pożreć. Jednak posiłek przerwała Roksana.
Przerażona dziewczyna wpadła do wnętrza spowitej w mroku loży i wydała z siebie rozpaczliwy wrzask, który archanioł natychmiast stłumił, zasłaniając jej usta i oczy dłońmi.
— Wspaniale. Druga też. Wynosimy się — zarządził, kopiąc Michaelisa w łydkę.
— Bierzemy ją.
— Nie, za dużo kamer. Opanuj się.
— Bierzemy!
Rafael widział, że w żaden rozsądny sposób nie zdoła dotrzeć do przyjaciela. Ogłuszył Roksanę i rzucił się na przyjaciela, odciągając go od Angeli w trakcie wysysania duszy. W gwałtownej szarpaninie zdemolowali całe wnętrze. Na szczęście archanioł rzucił urok na lożę, dzięki czemu nie wydobywały się z jej wnętrza niechciane dźwięki, lecz nie tyczyło się to duszy dziewczyny, która na w pół wyssana zwyczajnie opuściła ciało i uleciała gdzieś w przestrzeń, nim któryś z nich zdołał zauważyć.
— Dusza! — krzyknął w końcu Amon, odwracając się przodem do zwłok.
Odepchnął Rafaela i dopadł do zwłok. Kiedy zorientował się, że z jego posiłku nic nie zostało, wydał z siebie zwierzęcy ryk i rzucił się na nieprzytomną Roksanę. Nim jednak zdołał ją zabić, Rafael ogłuszył i jego.
Cudem udało mu się usunąć zdjęcia z dysku dziewczyny, nie zabijając się w trakcie. Potem wywlekł nieprzytomnego przyjaciela z baru, zapakował go do samochodu i ruszył z powrotem w stronę lasu, wściekły wyklinając na nieodpowiedzialność zarówno swoją, jak i tę Kruka.
— Dusza. Rafael, kurwa, gdzie ona jest?! — Usłyszał archanioł.
Z obrzydzeniem spojrzał na towarzysza i rzucił mu chusteczkę, by wytarł zaślinioną twarz. Amon nie skorzystał z niej jednak. Zamiast tego wściekły zaczął zmieniać skórę wewnątrz samochodu, póki na powrót nie przyjął swojej naturalnej, demonicznej formy.
— Jestem głodny. Musimy ją znaleźć.
— Jak chcesz znaleźć zaginioną duszę, kretynie? Mówiłeś, że dasz radę!
— Nie trzeba było mnie słuchać — burknął Kruk.
Przepchnął się przez przyjaciela i sięgnąwszy do panelu samochodu, wpisał nowe współrzędne trasy.
— Dokąd jedziemy?
— Zaufaj mi. Nie odpuszczę tej duszy, wydawała się smaczna — odparł tajemniczo demon, wracając na swoje miejsce.
Po pobieżnych oględzinach archanioł stwierdził, że jego przyjaciel uspokoił się i przynajmniej w jakimś stopniu odzyskał kontrolę nad sobą. Nie podobał mu się pomysł podróżowania przez kraj z ucieleśnieniem ludzkich koszmarów u boku, ale miał świadomość, że powstrzymywanie Kruka nie przyniosłoby żadnego efektu. Był za to szalenie ciekaw, gdzie planował go zabrać. Współrzędne, które podał samochodowi nie wskazywały żadnego konkretnego miejsca. A to oznaczało, że cokolwiek się tam znajdowało, musiało mieć związek z demonami – na wszelki wypadek powinien więc trzymać rękę na pulsie.
Po godzinie dotarli na miejsce. Wzburzony Amon wypad z samochodu i zaczął rozglądać się wokół, a jego lśniące tęczówki w ciemności wzbudzały niepokój nawet w towarzyszącym mu Rafaelu, chociaż z nieco innego powodu, niż mogłoby się wydawać. Obawiał się, że głód przejmie kontrolę nad demonem do tego stopnia, że straciwszy panowanie nad sobą, w furii zwyczajnie będzie nie do opanowania. Nie takie rzeczy przyszło już widywać archaniołowi. Czasem zastanawiał się, czy jego relacja z przedstawicielem przeciwnej nacji w ogóle miała sens istnieć, ale zazwyczaj odrzucał od siebie tego typu myśli, wiedząc, że wpływ na jego postrzeganie świata miało wychowanie, w którego początkach upatrywał się źródła swojego rasizmu.
— Amon, co my tu robimy? Tutaj niczego nie ma, wracaj do zamku, zjedz coś… — przekonywał anioł, powoli zbliżając się do przyjaciela. — I ubrałbyś się, jeszcze ktoś cię zobaczy. Wybacz, ale twój czarny penis raczej nikogo by tu nie olśnił.
— Zaraz zobaczysz — syknął demon, na moment skupiając wzrok na aniele.
Potem już zupełnie go zignorował. Zaczął krążyć wzdłuż brzegu rzeki, wyraźnie czegoś szukając. Wyglądało również na to, że nie szło mu zbyt dobrze. Spędzili tam dobre kilka minut, nim Kruk wreszcie dostrzegł to, czego szukał.
— Tam — oświadczył, wskazując dłonią jakiś punkt w oddali.
Rafael powiódł wzrokiem za dłonią przyjaciela, jednak bez względu na to, jak bardzo wytężał wzrok, niczego nie widział. Zaczął się obawiać, że Amon zwyczajnie oszalał z głodu.
— Weź trochę mojej krwi i wracaj do domu.
— Nie widzisz? — zdziwił się demon. — Sądziłem, że będziesz w stanie. Nie do końca jeszcze wiem, jak to działa, dopiero niedawno mi o tym powiedzieli. Nieważne, chodź. Musimy popłynąć.
Demon szarpnął towarzysza za ramię, wrzucając go do wody. Sam skoczył tuż za nim, a potem oplótł go ogonem w pasie i zaczął płynąć, ciągnąć zmokłego anioła za sobą w stronę niczego konkretnego – jak dalej utrzymywał Rafael. Poprzez spokojną, ciemną taflę prężnie poruszali się naprzód, nie bacząc na chłód, ślizgające się pomiędzy nogami ryby i smród zanieczyszczonej rzeki. Amonowi przyświecał tylko jeden cel, a jego determinacja zaczynała skłaniać Rafaela refleksji na temat celu podróży. Chociaż nic nie widział, coś jednak musiało tam być, w końcu jego przyjaciel nie był szaleńcem. To prawda, że czasem bywał nieobliczalny – ale który demon taki nie był? W porównaniu do innych, z którymi archanioł miał nieprzyjemność się zapoznać, był niezwykle stonowany i racjonalny.



4 komentarze:

  1. Czyli post na duszach , chujowo wychodzi. Jakoś , nie zauważyłam literówek. No i ten tekst ,, — I ubrałbyś się, jeszcze ktoś cię zobaczy. Wybacz, ale twój czarny penis raczej nikogo by tu nie olśnił." wyłam ze śmiechu. No i xobaczymy jak amon zaskoczy Rafała...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok zaskoczy :P. Nawet będzie nawiązanie do anime, chociaż zazwyczaj tego unikam, bo generalnie wolę bazowaćna mandze :P.
      Jak nie zauważyłaś literówek, to tylko mi się cieszyć xD. Kiedyś nie byłoby mowy o małej liczbie błędów bez bety, bo ja robię strasznie dużo literówek najróżniejszej maści. Ale w końcu nawet taka sierota musi się czegoś nauczyć xD.
      Dzięki za komcia i do zobaczenia w następnym :*.

      Usuń

.