środa, 26 sierpnia 2015

Tom 3, VIII

Dziś notka zdecydowanie później, wybaczcie.
Jestem chora i zbliża się deadline licencjatu, więc mam mało czasu. 
Jednak proszę, żebyście przestali truć mi dupę na pw po kilka razy dziennie z pytaniem, kiedy będzie wpis. 
Będzie, jak go wrzucę. Dotrzymuję terminów, a godzina dodania notki nigdy nie było konkretnie określona. 
Miejcie więc trochę szacunku.
A poza tym, miłej lektury.
Ten rozdział jest raczej średniakiem, za to następny na pewno Wam się spodoba^^

==============

~*~
                Powoli zaczynało świtać. Ciemne mury spowitej we mgle posiadłości Roseblack wzbudzały w czerwonowłosym shinigami ponury nastrój. Kto by pomyślał, że to miejsce pękało kiedyś w szwach od radosnych okrzyków jej mieszkańców, których serca przepełniała radość i nadzieja. Jeszcze, kiedy o budynek dbał Sebastian, żniwiarz nie raz niezauważenie kręcił się po okolicy, z dystansu obserwując roześmianą nastolatkę zmuszającą demona do gry w piłkę. W jego sercu płonęła zazdrość, ilekroć dłonie bruneta dotykały drobne, dziewczęce ciało. Pamiętał, jak ubolewał nad swoim losem. Wmawiał sobie, że gdyby naprawdę był kobietą, lokaj spojrzałby na niego inaczej. Może wtedy dzielące ich różnice nie byłyby przeszkodą? Nie rozumiał, dlaczego Sebastian był tak bardzo wpatrzony w to słabe, marne dziecko. Dobrze wiedział, że życie człowieka jest zbyt krótkie, by kiedykolwiek zaspokoić potrzeby kogoś, dla kogo ludzkie istnienie mija w mgnieniu oka. On mógłby być przy nim na zawsze. Mógłby dać mu wszystko. Na szczęście, Grell nigdy nie zbliżył się do demona. Jego uczucia nie rozgorzały tak silnym płomieniem. Z perspektywy czasu, był mu wdzięczny. Za nic w świecie nie chciałby doświadczać tego, co przeżywała śpiąca koło niego nastolatka, najpewniej śniąca kolejny koszmar. Nerwowo mamrotała pod nosem, poruszając się niespokojnie. Krople potu powoli spływały po jej bladej twarzy.

Patrząc na wzbudzający żal i współczucie obraz, bóg śmierci czuł coraz większe obrzydzenie do tego, komu skłonny był kiedyś oddać życie. Pragnął zostać matką dzieci demona. Nie obchodziło go jak idiotycznie to brzmiało. Na szczęście, nastolatka wygrała w potyczce, której istnienia nie była nawet świadoma, zdobywając miłość kamerdynera, tracąc tym samym sens życia.

                – Dziewczyno, obudź się – mruknął żniwiarz, delikatnie trącając ramię szlachcianki, kiedy wóz zatrzymał się przed wejściowymi drzwiami.

Nastolatka powoli otworzyła oczy i wzrokiem przepełnionym smutkiem popatrzyła na siedzącego obok niej mężczyznę. Nie chciała tego przyznać, ale przez ułamek sekundy myślała, że ciepło po jej prawej stronie biło od ciała Sebastiana.

                – Co jest? – zapytał zdezorientowany bóg śmierci, odsuwając się od intensywnie wpatrującej się w niego dziewczyny.

Elizabeth bez słowa przytuliła się do niego, wtulając załzawioną twarz w jego ramię. Nie obchodziło jej, co pomyśli. Nie przejmowała się przyszłymi złośliwościami ani pytaniami. Czy to wszystko miało jakiekolwiek znaczenie? Czy opinia żniwiarza w ogóle niosła ze sobą jakąkolwiek wartość? Nie była niczym więcej niż suchym listkiem niesionym przez wiatr. Ulotną myślą, o której pamięć zaginie, kiedy tylko przekroczy próg domu. Dlaczego więc powinna się tym przejmować? Nie miała już nic do stracenia.

                – Wziąć się za siebie… – Usłyszała w głowie słowa dziesięciolatki.

                – Co ty robisz? Zostaw mnie! – Bronił się bóg śmierci.

Hrabianka odsunęła się od niego i uśmiechnęła się złośliwie.

                – Sutcliff, śmierdzisz – odparła stanowczo.

Wstała i wyszła z karety. Czerwonowłosy przez chwilę zwlekał z dołączeniem do niej, dokładnie się obwąchując. Wcale nie uważał, że śmierdzi. Nie pojmował, co strzeliło do głowie temu dziecku. Czyżby do reszty zwariowało? Ona, wielka niedotykalna arystokratka, nagle rzuca się na niego, obejmuje jak jakąś lalkę, a następnie go obraża? Bezczelna dziewczyna.

                – Chyba nie zamierzasz za mną iść? – zapytała Lizz, kiedy shinigami zaczął kierować się w stronę drzwi posiadłości.

                – Właściwie masz rację. Spadam. Jesteśmy w kontakcie, bezczelna dziewucho – pożegnał ją i pobiegł do lasu.

                – Na razie, śmierdzący żniwiarzu – krzyknęła za nim, obserwując, jak ruda czupryna znika pomiędzy drzewami.

Kiedy upewniła się, że bóg śmierci naprawdę sobie poszedł, odwróciła się przodem do drzwi i powoli ruszyła w ich kierunku. W pewnej chwili poczuła, że coś szarpie sznurówkę jej buta. Pochyliła głowę. Zobaczyła niewielkiego, zupełnie czarnego kota o błękitnych oczach, który radośnie machając ogonem, bawił się kawałkiem sznurka. Kucnęła, by go pogłaskać.

                – Dawno cię tu nie było, Dark – szepnęła, głaszcząc zwierzątko po grzbiecie.

W odpowiedzi usłyszała przyjazne mruczenie. Kot otarł się o jej dłoń i podskakując, oparł przednie łapki na jej kolanach. Wzięła go na ręce i wyprostowała się. Przytuliła stworzenie do klatki piersiowej. Jego ciepło i delikatne drżenie przypomniało jej o Sebastianie. Wszystko jej o nim przypominało. Każde przeklęte miejsce w ogromnym domu, każda codzienna czynność, każdy oddech. Dotknęła ustami głowy kotka i zamknęła oczy, próbując powstrzymać łzy.

                – Czy tobie też tak bardzo go brakuje? Czemu mimo całej nienawiści, wciąż pragnę go zobaczyć? Dlaczego…? – pytała drżącym głosem.

                – Nawet, jeśli myślisz, że cię zdradził, on tego nie zrobił. – Ponownie usłyszała w głowie głoś Lizzy.

                – Dlaczego mam ci wierzyć? Jesteś mną. To był tylko głupi sen. Czemu mam ci zaufać? Gdyby to była prawda, gdyby naprawdę mnie kochał, wciąż by tu był. Ale on mnie okłamał, okłamał nas obie. Więc czemu… – szeptała, klękając na ziemi. – Dlaczego miałabym mu ufać? Demony nie kochają, to wszystko było kłamstwem.

                – Wziąć się za siebie…

                – Wziąć się za siebie – powtórzyła jak echo. – On nie zranił ciebie, zranił mnie. Bo ty i ja nie jesteśmy tą samą osobą. To moja wina. Przysięgałam, że się nie zmienię. Traciłam wszystkich wokół, jednak pozostawałam tobą. On niczym się od nich nie różni – mówiła w przestrzeń.

Ponownie podniosła się z kolan. Podniosła kota na wyprostowanych rękach w górę i uśmiechnęła się przez łzy, patrząc w jego wielkie, błękitne oczy, w których odbiciu dostrzegła swoją sylwetkę. Sylwetkę Elizabeth. Nie, sylwetkę Lizzy. Tej samej, niezmienionej dziewczyny, którą obiecała zostać. Przysięgła, że nigdy nie pozwoli, by odebrano jej tę resztkę beztroski, która w niej pozostała. Nie mogła złamać tej przysięgi.

                – Dziękuję Lizzy – krzyknęła, wciąż patrząc na zwierzątko, które nie rozumiejąc, o co jej chodzi, ziewnęło przeciągle i zaczęło się wiercić. – Chodź, Dark, nakarmimy cię – zaśmiała się i przytulając kota do piersi, poszła do służbowego wejścia do kuchni.

                W środku było ciemno. Dziewczyna postawiła Darka na blacie i sięgnęła po zapałki. Kiedy odpaliła świecę, jej oczom ukazało się zasmolone pomieszczenie, w którego centrum, na drewnianym stole, stał całkowicie zwęglony kurczak. Nastolatka zasłoniła usta dłonią, by nie wybuchnąć śmiechem. Było dopiero koło wpół do piątej, nie chciała budzić służących. Ignorując bałagan, podeszła do lodówki i wyciągnęła z niej butelkę mleka. Przelała odrobinę do niewielkiej miseczki stojącej przy drzwiach i odstawiła szklany pojemnik na swoje miejsce. Kotek miauknął ochoczo i zeskakując z blatu, podbiegł do naczynka. Nastolatka przyglądała się, jak zadowolone zwierzątko chętnie maczało niewielki, różowy języczek w napoju.

                – Ciekawe, czy on też czuł się w ten sposób, kiedy jadłam coś, co przygotował? – zapytała szeptem, krzyżując ręce na piersi. – Pewnie nie, ja nigdy nie byłam tak zadowolona z posiłku – zaśmiała się po chwili, nie wierząc, z jaką łatwością przyszło jej powstrzymanie się przed kolejną falą druzgoczących emocji.

Czyżby Lizzy miała rację? Naprawdę była w stanie tak po prostu wziąć się w garść i nadać swojemu życiu nowy sens, warty dalszego brnięcia przez życie? Czy może sobie pozwolić, by ot tak zapomnieć o wszystkim, co było? O kontrakcie, zemście, miłości… Naprawdę może osiągnąć to wszystko bez niego?

                – Wiem, że smutek to jedyne, co po nim pozostało, ale nie możesz się go trzymać. Musisz odpuścić, inaczej to cię zniszczy. Lizzy, pozwól mu odejść. – Tym razem powróciły do niej słowa przyjaciółki.

Jak mogła być tak głupia i samolubna? Pozwoliła, by żal przejął nad nią kontrolę, pozbawiając zdrowego rozsądku. Ale dosyć tego. Zbyt długo pozwoliła sobie na bezproduktywne zadręczanie się. Była tak blisko celu. Ostatnia książka, ostatni brakujący element. Tylko tyle dzieliło ją od wypełnienia misji. Kiedy żniwiarze pozbędą się Króla Piekieł, ona stanie twarzą w twarz z demonem, jednak nie jako nędzne, zapłakane dziecko. Pokaże mu swoją siłę, udowodni, że nie da się jej zniszczyć. A potem zemści się i nada reszcie swojego życia nowy sens. Czemu wcześniej tak na to nie spojrzała? W chwili podpisania paktu z demonem zapadł na niej wyrok, jednak teraz, kiedy Sebastian złamał zasady kontraktu, była wolna. Jej los nie był określony, rozciągały się przed nią setki możliwości. Miała szanse zaznać odrobiny prawdziwego życia, za którym tak tęsknie wyglądała. Zniknął mur dzielący ją od reszty ludzkości. Przeżyła swoją tragedię, wyrwała się z rąk przeznaczenia, zasłużenie otrzymując kolejną szansę.

Jednak nawet najpiękniejsze kłamstwa, nigdy nie zmienią bolesnej prawdy.

                Nie pamięta, jak znalazła się w sypialni. Brak jedzenia i snu zebrał swoje żniwo. Była niezwykle zmęczona. Kiedy tylko położyła się na łóżko, zdejmując jedynie buty, prawie od razu zasnęła. Kiedy koło drugiej po południu zbudził ją krzyk Jeanny, zaskoczona zdała sobie sprawę, że tym razem było inaczej. Nękający ją od pół roku sen, boleśnie definiujący każdy dzień życia, w końcu zniknął. Miała wrażenie, że jej serce w końcu pogodziło się ze stratą i choć wciąż samo wspomnienie o czarnowłosym mężczyźnie powodował delikatne ukłucie w klatce piersiowej nastolatki, ból nie był już tak druzgoczący jak dotąd.

Wstała z łóżka i podeszła do szafy. Nie wiedziała, w co się ubrać. Jak kiedyś, stała naprzeciwko dziesiątek wieszaków, nie umiejąc dokonać wyboru. Zamknęła oczy i wyciągnęła ciemnozieloną sukienkę z długimi, bufiastymi rękawami. Jej pierwszy samodzielny wybór. Ubrała się i stanęła naprzeciwko lustra. Widziała podkrążone oczy, zapadnięte poliki, lekko splątane włosy i piękną suknię, która wisiała na niej prawie tak samo żałośnie, jak na wieszaku. Jednak dostrzegła coś jeszcze. Radosny, pełny nadziei błysk w oku. Uśmiechnęła się i na chwile przymknęła oczy. Poczuła obecność demona stojącego tuż za jej placami. Gdy ponownie podniosła powieki, przez ułamek sekundy zauważyła w odbiciu jego uśmiechnięta twarz. Ukłucie w klatce piersiowej przez chwilę nie pozwalało jej swobodnie nabrać oddechu, jednak znów spojrzała w oczy swojego odbicia i rozpromieniła się.

                – Kocham cię i nienawidzę. Wiem, że zawsze będziesz w mojej głowie, ale nie pozwolę, byś sprawiał mi ból. Przegrałeś, Sebastianie – powiedziała pewna siebie i żwawym krokiem opuściła sypialnie.

W drodze do jadalni spotkała pokojówkę. Przerażona blondynka trzymała w dłoniach stertę brudnych, mokrych ubrań. Chwiejąc się na nogach próbowała dojść do pralni. Elizabeth podbiegła do niej i wyrwała z rąk pokojówki część prania.

                – Panienko Elizabeth! Przepraszam, nie chciałam! Nie wiem, co się stało. Ustawiłam tak, jak zwykle, ale wszystko zaczęło się wysypywać! – zaczęła tłumaczyć się Jeanny, w popłochu kłaniając się przed hrabianką.

                – Nic się nie stało. Zanieśmy to do drugiej pralni, posprzątasz za chwilę – odparła serdecznie.

                – Nie, panienko! Sama to zaniosę, proszę tego nie robić! – krzyczała zdenerwowana blondynka.

                – Jeanny, uspokój się. To nic takiego, pralnia jest po drodze, chodź już – uspokoiła ją Elizabeth.

Po chwili wepchnęły ubrania do dwóch maszyn i dokładnie sprawdzając, czy wszystko jest tak, jak być powinno, włączyły pranie.

                – Dziękuję, panienko! Przepraszam, to już się nie powtórzy. – Jeanny znów zaczęła przepraszać i kłaniać się przed nastolatką.

                – Nieważne – odparła fioletowowłosa. – Chciałabym zagrać z wami w baseball – dodała po chwili, uśmiechając się do blondynki.

Dziewczyna popatrzyła na swoją panią z szeroko otwartymi ustami. Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Cokolwiek wydarzyło się poprzedniej nocy, ktokolwiek to spowodował, miała ochotę go wyściskać. Znów ujrzała błysk nadziei w oczach swojej pani.

Przetarła załzawione oczy.

                – Oczywiście! Lizz, tak bardzo się cieszę! – krzyknęła, niemal podskakując z radości.
Hrabianka zaczerwieniła się. Było jej niezwykle głupio. Przesadna reakcja pokojówki uświadomiła jej, jak bardzo musieli się o nią martwić. Była tak okropnie samolubna. Pozwoliła, by smutek przesłonił jej wszystko. Musiała znaleźć sposób, by jakoś im to wynagrodzić.

                – Może niedługo wybierzemy się wszyscy razem do uzdrowiska, co o tym myślisz? Chciałabym jakoś wynagrodzić wam ostatnie pół roku… – wyjaśniła nieśmiało.

                – Panienko… – jęknęła Jeanny, znów zaczynając łkać. – Dziękuję – dodała po chwili.

Nie mogąc się powstrzymać, objęła Elizabeth. Chociaż dotyk pokojówki wywołał w dziewczynie dyskomfort, nie dała tego po sobie poznać. Czuła, że blondynka zasługuję, by móc okazać swoje uczucia. Chociaż na co dzień była nieporadną służką, miała wielkie serce i nieraz pomogła dziewczynie. Nawet wtedy, gdy musiała w jej imieniu doglądać kamerdynera. Jeanny nigdy nie narzekała. Chociaż wiecznie robiła coś źle i ciągle przepraszała, jej serce było pełne dobroci.

                – Wystarczy, Jeanny. Muszę iść coś zjeść – przerwała pokojówce i opuściła pralnię, ponownie kierując się do jadalni.

Mijając kolejne pokoje, uświadomiła sobie coś, czego nie umiała wyjaśnić. Kiedy w powozie przytuliła Sutcliffa, nie poczuła odrzucającego uczucia, które towarzyszyło jej niemal zawsze. Rozumiała, czemu mógł ją dotykać Sebastian, Timmy, a nawet Seth, ale dlaczego akurat shinigami?
Nie zdążyła się nad tym zastanowić, wychodząc zza rogu, uderzyła głową w plecy młodego kamerdynera.

                – Przepraszam, panienko Elizabeth! Właśnie miałem iść panienkę obudzić. Thomas przygotował dla panienki śniadanie. Pan Sutcliff powiedział nam, że panienka zemdlała – wytłumaczył pospiesznie.

                – Nie szkodzi. Zaraz! Co? Co tutaj robi ten rudy idiota? – zdenerwowała się. – Wyraźnie kazałam mu spadać…

                – Pan Sutcliff przyszedł dwie godziny temu. Mówił, że musi z panienką o czymś porozmawiać. Czeka w jadalni – wyjaśnił chłopak.

                – Dziękuję Tai – odparła szlachcianka i czym prędzej pobiegła do jadalni.

                – Co ty tu znowu robisz?! – warknęła, wpadając zdyszana do pomieszczenia.

Przywitało ją rozbawione spojrzenie żniwiarza i drugie, nieco przerażone, należące do Thomasa.

                – Panienko, na śniadanie przygotowałem…

                – Dziękuję, Thomas. Zostaw nas samych i poproś Jeanny, by przekazała ci dobrą wiadomość – przerwała kucharzowi, nie odrywając wzroku od czerwonowosego natręta.

Thomas skinął głową i bez chwili zwłoki wyszedł z pokoju. Kiedy zamknęły się za nim drzwi, Elizabeth podeszła do boga śmierci i pochylając się nad nim tak, że czuł na twarzy jej przyspieszony oddech, wycedziła:

                – Czego nie zrozumiałeś? Miałeś się tu nie pokazywać, dopóki nie będziemy mieli roboty.

                – Nudziłem się. Poza tym, nie bądź taka oschła. W nocy byłaś dużo milsza – złośliwie wytknął nastolatce nietypowy incydent.

Zrezygnowana, odsunęła się od niego i opadła na krzesło.

                – Czego chcesz? – jęknęła, chwytając sztućce.

                – Poza tym, że jesteś irytująca, bezczelna i nie potrafisz się ubrać, możemy uznać, że jesteśmy przyjaciółmi. Przyjaciele czasami po prostu spędzają razem czas, no nie? – zapytał.

                – Chcesz grać z ludźmi w piłkę? – zapytała podejrzliwie Lizz, wkładając do ust kawałek pomidora.

Chociaż Sutcliff nie stanowił dla niej zagrożenia, jego nietypowe zachowanie wzbudzało w hrabiance niepewność. Nigdy nie pomyślałaby, że z ust boga śmierci wypłynie coś równie irracjonalnego. Jeżeli jednak chciał tylko zabić nudę, nie miała nic przeciwko. Nawet, jeśli chodziło, o coś więcej, na pewno nie mógł zagrozić ich wspólnemu planowi, a może jej uda się zrozumieć, dlaczego dotyk żniwiarza nie wzbudził odruchu wymiotnego.  

11 komentarzy:

  1. Eeee... Nami? Zdaje mi się, że nieco pomieszałaś epoki. Sprawdziłam, lodówka, w rozumieniu takim jak obecnie powstała dopiero między 1913 a latami 30. XX wieku -.- Pralka raczej też jest wynalazkiem późniejszym, bo pierwsze były wirówki xD I to gdzieś po IIWŚ.
    Anyway, może nie będe tego pisać, ale od ostatnich kilku rozdziałów mam deja vju xDDD
    No, a tak to zazdroszczę, że ktokolwiek zawraca Ci głowę o termin rozdziału.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lodówka: https://pl.wikipedia.org/wiki/Ch%C5%82odziarka
      Pralka: https://pl.wikipedia.org/wiki/Pralka

      Już naprawdę. Googlujcie dokładnie, zanim zaczniecie pytać. Chyba pierdolnę w ogóle jakiś anons na fp z tymi linkami.

      Usuń
  2. Wcale nie uważam, żeby rozdział był jakoś szczególnie nudny czy przeciętny.
    Wszyscy by chcelił od razu wielkie bum i love story w jednym, a zachowują się co najmniej tak, jakby nie zdawali sobie sprawę z pewnego faktu. Zanim bohater podejmie jakąś decyzję, to musi najpierw stoczyć batalię w swoich myślach. Będzie musiał się zmienić, a takie zmiany nie są ani szybkie, ani spektakularne. Z boku wygląda to tak, jak opisuje Nami senpai: je, leży, płacze, cierpi. Dopiero po jakimś czasie świta mu we łbie, że coś trzeba zrobić ( np. przytulić się do rękawa Grella) Co z tego, że może to wydawać się absurdalne? To jest prawdziwe. To jest pierwszy krok, który nieśmiało postawiła. Więc spokojnie można się spodziewać przynajmniej jeszcze jednego odcinka "rozterkowego", zanim bohaterka w końcu ustabilizuje się emocjonalnie.

    A ja tam lubię rozterki bohaterów. To je upodabnia do nas.
    Powodzenia w licencjacie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :*
      Jezu, uwielbiam takie dojrzałe komentarze.
      Miło wiedzieć, że są ludzie, którzy rozumieją jak rozwija się postać, bo na fejsie mnie męczą małolaty rządne akcji i w sumie chwilami to smutne, że nie myślą o tym w takich kategoriach :P
      Do książki zdecydowanie będę musiała zmienić target :P
      Dzięki za wiadomość <3

      Usuń
    2. Ja też mam dość ludzi, którzy chcieliby seksy, kurcze, w każdym rozdziale. Coś takiego się tylko na One-Shota nadaje. Zero fabuły, tylko ja nwm co... Jak ktoś chce czytać taką kilkunastorozdziałową historię, w której oprócz stosunków się nic nie dzieje... Niech te dzieci sobie pornosa puszczą, zamiast nękać fajnych autorów.

      Właściwie, moimi ulubionymi fragmentami są, gdy bohaterowie dopiero stają się świadomi swoich uczuć, ale ich duszę ciągle zajmują rozterki w stylu 'być czy nie być'. Eee... Jaki sens ma historia, że spotyka się dwóch ludzi i już lof forewa, idą do łóżka? Ani tego nie rozwiniesz, ani nic. Nie mówiąc, ż w realu to od razu do łóżka sobie możesz tylko z dziwkami pójść. Bardzo polecam takie historię ;)

      W sumie współczuję tych wiadomości. Masz prywatne życie i nie robisz nikomu łaski, wstawiając lub nie. Irytują mnie osoby, które myślą, że inni ludzie istnieją, by robić im wszystko na rękę. No serio, to oznaka zerowego szacunku. Nie widzę powodu by komukolwiek się też z tego powodu tłumaczyć. Ale z drugiej strony, chciałabym mieć świadomość, że tyle osób czeka z niecierpliwością na nowy wpis... Choć z drugiej strony, mieć jako fanów samolubne małolaty...

      ~~~

      Shine dostała bulwersu^^ To może rozpiszę się na temat rozdziału?
      Bezczelna dziewucho, śmierdzący żniwiarzu- się prawie rozpłakałam:) Oj, Grelly, dziecko znów z ciebie wychodzi? Mały rudzielec.
      "Przegrałeś Sebastianie" Jestem dumna z Lizz. Wraca moja dziewczynka :')

      Usuń
    3. Jak tak teraz przeczytałam w komentarzu to "Przegrałeś Sebastianie" to aż mi się smutno robiło TT_TT
      A denerwować się nie warto. Zawsze wśród fanów znajdą się głupie dzieci, które chciałyby tylko o jednym czytać. Stąd tak dużo kiepskich blogów o niczym, bo własnie to nic jest pożądane przez hot trzynastolatki. A że kurosz to niestety w większości fandom nastolatków (nad czym niezmiernie ubolewam od czasu do czasu xD) to trzeba się z tym niestety liczyć. W zasadzie, w większości fandomów m&a tak jest, że najgłośniej krzyczą głupiutkie dzieci i na to nie da się nic poradzić. Bo nawet z takimi rozmawiać się nie da... Bezczelna trzynastolatka i koniec, nie przegadasz.
      Ale fakt faktem, mi zawsze najbardziej podobała się ta niepewność i budowanie nastroju, jak dochodziło już do związku, to zaczynałam się niesamowicie nudzić xD

      Dzięki za taki obszerny komentarz i nie bulwersuj się już :*

      Usuń
    4. Hihi, dobra:) *cieszy się, że zaczęła oglądać anime po 13. roku życia*

      Usuń
    5. (Po krótkim zastanowieniu, gdy nierozgarnięta Shine zorientowała się, że pierwszy plakat z anime dostała na czternaste urodziny) Napis powinien głosić raczej: *cieszy się, że gdy zaczęła jarać się anime, nie była stereotypową trzynastolatką*

      Usuń
  3. Uwielbiam szczerość Lizzy xDD "Co jest?" "Śmierdzisz" - po prostu śmiechłam xD
    Ale poza tym, bardzo fajny, trochę weselszy rozdział. Naprawdę przyjemnie się go czytało i nie mogę się doczekać c.d. :D Złwłaszcza "przyjaźni" Grella z Lizzy

    Zdrówka, weny, humoru i skończonego licencjatu!! :*

    OdpowiedzUsuń
  4. "Kocham cię i nienawidzę. Wiem, że zawsze będziesz w mojej głowie, ale nie pozwolę, byś sprawiał mi ból. Przegrałeś, Sebastianie" chyba mój ulubiony cytat, przynajmniej z tego rozdziału. Jak to idealnie opisuje ten stan, kiedy człowiek zaczyna się opamiętywać po głębokim zakochaniu. Może dlatego, że miałam podobną sytuację (nie z demonem i kontraktem, ale rozumieszXD) i niemalże to samo, słowo w słowo, myślałam. Naprawdę się cieszę, że jej powoli przechodzi, bo to dowodzi, że staje się dojrzalsza.
    Z drugiej strony trochę dziwne są dla mnie uczucia Grella :/ To z traktowaniem Seby jako obiektu seksualnego (w tym bądź poprzednim rozdziale to było) - jak najbardziej, pasuje mi, ale nigdy nie miałam wrażenia, że serio jest nim zauroczony. Takie, wzdychanie nastolatki do swojego idola, ale nie na poważnie. Ale welp, co w mojej głowie, jest w mojej głowie.
    I chyba w końcu powoli rozumiem, czemu Lizz postawiła na pierwsze miejsce "załatwienie" Sebastiana (fizycznie powiedzmy), a nie zemstę na swoich oprawcach sprzed 5 czy tam 6 lat. Bo ona tak naprawdę nie spriorytezowała sprawę z demonem, po prostu zemstę na nim dodała do ogólnej zemsty, dobrze kminię?
    Jezuuuu, tyle jeszcze przede mną <3

    OdpowiedzUsuń

.