sobota, 10 stycznia 2015

XXX

Ostatnia notka ma niesamowicie mało wyświetleń, zastanawiam się dlaczego. Jeśli macie jakieś sugestie dotyczące fabuły, języka, albo czegokolwiek innego - dawajcie znać w komentarzach. 
Jednocześnie chciałam Was poinformować, że do końca pierwszego domu zostało zaledwie trzydzieści-kilka stron. 
Na szczęście drugi ma w tym momencie dokładnie sto dziewięćdziesiąt trzy więc nie muszę robić żadnej przerwy. Chyba, że postanowię pouczyć się trochę do sesji. Zobaczymy.
Chcielibyście zobaczyć rysunek jakiejś postaci? 
Piszcie w komentarzach, może uda mi się coś nabazgrać jak będę mieć trochę czasu.

Mam nadzieję, że notka będzie się Wam podobała.

========================

– Przepraszam, panienko. Pomyślałem, że przyniosę ci coś słodkiego. Pomoże ci się skupić. – Sebastian wszedł do środka, trzymając w dłoniach metalową tacę.
Postawił przed nią filiżankę herbaty oraz niewielki talerzyk, w którego centrum znajdował się trójkątny kawałek czekoladowego ciasta z wiśniowym nadzieniem. Dziewczyna popatrzyła sceptycznie na deser, a potem na uśmiechniętego lokaja.
– I skąd ci przyszło do głowy, że będę miała ochotę jeść coś takiego? – W jej głosie słychać było irytację. No właśnie, dlaczego? Czy próbował ją przeprosić, w ten nieudolny, a wręcz nieodpowiedni sposób? Nie. Nagle zrozumiał.
– Mój poprzedni pan miał w zwyczaju spożywać słodkości podczas pracy. Pomyślałem, że może i panience spodobałby się ten zwyczaj – zabrzmiał uprzejmie, mimo szoku, jaki wywołała w nim jego własna, dziecinna wręcz, pomyłka.
– Hmm… – wydała z siebie niejednoznacznie brzmiący pomruk.
Chwyciła małą, srebrną łyżeczkę i nabrała nią kawałek ciasta. Było przepyszne. Jego zdolności cukiernicze były niemal magiczne. Zaskoczona idealną równowagą pomiędzy słodyczą, a kwaśnym posmakiem owocu, wyraz jej twarzy zmienił się z ponurego na niesamowicie odprężony.
– Twój poprzedni pan? – powtórzyła pytająco. – Nigdy mi o nim nie mówiłeś. Właściwie… – przerwała, wkładając do ust kolejny kawałek – miałam ci kazać, byś mi o nim opowiedział, gdybym wygrała nasz mały zakład – dokończyła.
– Nasz zakład? Ten dotyczący łaciny?
– Ta. Miałeś rację, przydała się – przyznała niechętnie. – Wybieraj. Czego ode mnie chcesz?
Demon popatrzył tajemniczo, zbliżając się do niej powoli. Ominął biurko, obrócił ją na krześle przodem do siebie i zbliżył swoje usta do jej twarzy. Serce dziewczyny biło jak oszalałe, poczuła gorąco na twarzy. Przez moment Sebastian trwał w bezruchu, napawając się chwilą.
 Jeśli pozwolisz, panienko, zostawię sobie ten przywilej na później – wyszeptał, uśmiechając się niepokojąco.
Elizabeth z trudem przełknęła ślinę. Nie potrafiła odgadnąć, co takiego może chodzić mu po głowie, jednak mimo niezręcznego uczucia, miała wrażenie, że dzielący ich dystans na chwilę się skurczył. Odsunął się od niej, jednak wciąż stał tuż obok, bacznie jej się przyglądając. Starała się udawać, że przestało robić to na niej jakiekolwiek wrażenie. Włożyła do ust kolejny kawałek ciasta.
– Jeżeli naprawdę tego chcesz, opowiem ci o nim – rzekł po chwili niezręcznego dla dziewczyny milczenia.
– Może chociaż w ten sposób ci to wynagrodzę?
– Naprawdę? – zdziwiła się.
– Oczywiście.
– No dobrze. W takim razie usiądź. – Wskazała mu krzesło naprzeciwko biurka.
– Jeśli pozwolisz, wolałbym zostać w tym miejscu.
– Jak uważasz – prychnęła obojętnie.
– Mój poprzedni pan, nie… Panicz. Był trochę młodszy od ciebie, kiedy zawarł ze mną pakt. Przeżył straszne piekło. Jego rodzinę zabito, a on miał się stać ofiarą złożoną w imię diabła, zabawne. Tak go poznałem. – Uśmiechnął się melancholijnie. – Początkowo był niesamowicie denerwującym szcze… dzieckiem, ale bardzo szybko dojrzał. Przejął rodzinną firmę i obowiązki. W jego drobnym, wątłym ciele ukrywała się potężna dusza. Nie żałuje ani jednego dnia, który spędziłem służąc mu w drodze do jego zemsty. Uwielbiał słodycze, dzięki niemu nauczyłem się wszystkiego, co wiem o cukiernictwie. Właściwie, powinnaś mu podziękować – zauważył, subtelnie spoglądając na resztki czekoladowego ciasta. – Był też okropnym tancerzem, ale zawsze wytrwale dążył do celu, robiąc wszystko, co konieczne, by go osiągnąć, nawet jeśli były to lekcje walca. Kiedy dopełniły się warunki naszego kontraktu, z godnością stanął przede mną, ofiarowując mi swoją duszę. Najcudowniejszy posiłek w całym moim długim życiu, przyćmiewający gorycz, jaką pozostawiło po sobie jego odejście – opowiadał otwarcie, jak nigdy przedtem.
Była jedyną osobą, której o nim opowiedział. Pierwszą, przed którą przyznał, że łączyła go z chłopcem więź, której utrata, nawet w nim wywołała emocje. Mówił z pasją, głosem pełnym słodkiej melancholii. W jego oczach dostrzegła radosny błysk, który spowodował ukłucie w jej sercu.  Zmarkotniała. Spuściła wzrok, który przez cały czas skupiała na jego twarzy.
– Musiał być naprawdę wyjątkowy… – podsumowała z goryczą.
– W rzeczy samej. Nigdy przedtem nie spotkałem kogoś takiego. – Kolejne, bolesne słowa.
– Wystarczy już… – przerwała mu, drżącym głosem.
Cała radość z bliskości, którą dopiero odzyskała, prysnęła jak mydlana bańka, jej serce ogarnęło obrzydliwe, mroczne uczucie. Zazdrość?
                Przez chwile wydawało mu się, że choć odrobinę odpokutował za swoje błędy, jednak widząc jej spuszczone ramiona i pochyloną głowę, słysząc jej przepełniony smutkiem, cierpki głos zrozumiał, że zabrnął za daleko. Powinien ograniczyć się do kilku suchych faktów i szybko urwać konwersacje, ale z jakiegoś powodu, naprawdę chciał podzielić się z nią swoimi myślami. Ponownie poczuł do siebie wstręt. Zamierzał klęknąć przed nią, przeprosić i jak najszybciej odejść, ale wyprzedziła go pytaniem.
– Żałujesz, że teraz musisz służyć mi? – Z trudem wymawiała bolesne słowa.
Popatrzył na nią zaskoczony, zupełnie nie spodziewając się, że właśnie o tym myślała. Czyżby wątpiła w siebie? Czy może w jego oddanie? Czemu nie potrafiła docenić swojej wartości?
– Panienko… – powiedział tonem, który wzbudził w niej drżenie. – Jak mógłbym żałować? Służenie ci to prawdziwy zaszczyt, nie mógłbym być szczęśliwszy oddając swoje życie w inne ręce – rzekł uwodzicielsko, klękając przed nią i kładąc dłoń na piersi.
– Kłamiesz! – Krzyknęła, desperacko spoglądając w jego oczy.
Drżała, czując, że za chwilę nie wytrzyma i zaleje się łzami. Pragnęła być w jego oczach kimś silnym, wyjątkowym, niepowtarzalnym. Nie chciała być dłużej tamtym wystraszonym, nieporadnym dzieckiem, które potrafiło jedynie chować się w jego objęciach.
Demon spojrzał na nią z łagodnym uśmiechem.
– Nie kłamię. Nigdy cię nie okłamię. – Zbliżył się do niej i delikatnie objął dziewczynę ramionami.
– Ale… Przeze mnie nieomal straciłeś życie, przez moją słabość. Jestem żałosna. Jestem… słaba – mówiła coraz ciszej, tonąc w jego silnych ramionach. Tak bardzo jej tego brakowało. Nie pamiętała, kiedy ostatnio trzymał ją w ten sposób. Czuła się bezpieczna. Przyjemne ciepło jego ciała, ogrzewające jej serce. Z każdą sekundą zapominała o smutku i poczuciu winy, w całości oddając się utęsknionej przyjemności. Od dawna nie czuła się tak spokojna, jakby wszystko wokół przestało mieć znaczenie. Zdawało jej się, że rozwiąże każdy problem, pokona każde wyzwanie, dopóki tylko będzie przy niej.
– Jesteś wyjątkowa, Elizabeth – szepnął jej do ucha.
Przez cały ten czas był przekonany, że powodem jej zachowania jest pogarda. Nigdy nie przypuszczałby, że czuje się odpowiedzialna za jego rany. Bawiła go. Mimo tego, jak bardzo się zmieniła, mała dziewczynka, która zaskakiwała go od tych kilku lat, wciąż była obecna i wciąż potrafiła go zadziwić. Tuląc ją do siebie miał wrażenie, że właśnie to przerażone dziecko pociesza po raz kolejny podczas płaczu. Drżące, chude ciało, kurczowo trzymające się jego koszuli, desperacko potrzebujące bliskości, którą jedynie on mógł je otoczyć. Demon, jedyna osoba, której czerwonowłosa ufała na tyle, by pozwolić się dotykać. Z tą różnicą, że teraz nie obejmował już jedenastoletniej dziewczynki. Bezbronna istota, o kruchym ciele, która nieświadomie coraz mocniej przytulała się do jego piersi, była młodą kobietą. Odważną, inteligentną, postępującą zgodnie ze swoją moralnością, silną kobietą, która nie potrafiła dostrzec swojej własnej przemiany.
– Przepraszam – powiedziała cicho i odsunęła się od niego tak, by widzieć jego twarz. – Sam widzisz, wciąż jestem tylko słabym dzieckiem.
– Elizabeth Roseblack, jesteś głową swojego rodu, panią podziemia, właścicielką oddanego demona i jak na człowieka twojej postury, naprawdę jesteś silna. Panienko, nie ma w tobie nic słabego – odparł.
Odsunęła się od niego zupełnie i powróciła do jedzenia ciasta.
– A to, jak to nazwiesz?
– Niech to będzie nasz mały sekret, moja pani. – Uśmiechnął się do dziej życzliwie.
Burknęła pod nosem, czując się nieswojo, a zarazem niezwykle przyjemnie.
– Możesz już iść – poleciła.
To, co wydarzyło się przed chwilą, wydało jej się strasznie niezręczne. Nie chciała przebywać teraz w jego obecności i dawać mu satysfakcję.
Pokłonił się posłusznie i wyszedł.
Minęło sporo czasu odkąd ostatni raz mnie tak przytulił. Brakowało mi tego… Tylko, dlaczego czuję się z tym tak dziwnie? Naprawdę aż tak się odzwyczaiłam? – pytała się w myślach, kończąc kawałek czekoladowego ciasta.
~*~
                Kolejne tygodnie mijały nad wyraz spokojnie. Królowa ani razu nie potrzebowała pomocy ze strony hrabianki. Dziewczyna spędzała czas na nauce, treningach i pracy. Kilka razy spotkała się z przyjaciółką, chociaż wiedziała, że nie powinna tego robić. Zaczynała być znudzona monotonią życia. Odkąd atmosfera między nią i demonem wróciła do normy, czuła się zbyt wygodnie. Rana na jej dłoni całkowicie się wyleczyła, pozostawiając jedynie bladą bliznę, której nie pozwoliła Sebastianowi wyleczyć. Jeszcze nie teraz. Miała przypominać jej o słabości, pchać na przód, w stronę potęgi. Przykładała się do treningów, uzyskując zaskakująco dobre efekty. Powoli zaczynała zyskiwać świadomość swoich instynktownych ruchów, o której tyle jej wspominał. Obiecała sobie, że stanie się wyjątkowa, nie tylko w jego oczach. Sama chciała uwierzyć w swoją niezwykłość, dlatego uparcie do tego dążyła, nie pozwalając sobie na lenistwo.
                Demon wykonywał swoje codzienne zadania, ciesząc się z chwilowego spokoju. Uważał, że jest on potrzebny zarówno jemu, jak i jego pani. Od dłuższego czasu znów był idealnym lokajem, niepopełniającym żadnych błędów. Cieszył się, widząc zaangażowanie, jakie dziewczyna wkładała we wszystko, co robiła. Bawiły go te ludzkie próby dążenia do czegoś, czego nigdy nie mogli osiągnąć, jednak widząc, z jaką powagą do tego podchodziła, darzył ją szacunkiem.  Było oczywiste, że nie będzie w stanie walczyć na równi z istotami nienależącymi do jej świata, ale zaczynała niebezpiecznie zbliżać się do tego poziomu. Fascynowało go, jak wątłe ciało młodej szlachcianki było w stanie zebrać w sobie tyle siły. Kilka razy podczas treningów zdarzyło się nawet, że jej uderzenie sprawiło mu autentyczny ból.
                Przyroda przygotowywała się na przyjęcie zimy. Liście opadły już z drzew, trawa pożółkła. Dzień stawał się coraz krótszy, ustępując miejsca przyjemnej ciemności. Lada dzień można było spodziewać się śniegu. Temperatury znacznie spadły, przez co Sebastian miał na głowie dodatkowy problem – ciągłe pilnowaniu ubioru dziewczyny. Dla niej różnica temperatury była nieznaczna. Wciąż potrafiła wyjść przed posiadłość w samej koszuli nocnej i szlafroku, chociaż w nocy coraz częściej panował mróz. Wielokrotnie napominał ją, by zakładała ciepły płaszcz, ale ona zwyczajnie o tym zapominała. Nie ze złośliwości, czy głupoty, po prostu ten samozachowawczy instynkt był jej obcy.
                Siedziała w swoim gabinecie, bawiąc się figurkami zwierząt, zupełnie ignorując stertę dokumentów leżących tuż obok. Chciała, by wreszcie coś się wydarzyło. Brakowało jej odpoczynku, ale po kilku tygodniach spokoju miała wrażenie, że jest uzależniona od adrenaliny, a jej brak powoli ją zabija. Może zwyczajnie potrzebowała zmiany otoczenia, chociaż chwilowej? Odchyliła się na krześle i szarpnęła złoty sznur, wiszący przy oknie.
– Wzywałaś, panienko? – zapytał lokaj, wchodząc do środka z szarmanckim uśmiechem na twarzy.
Dziewczyna popatrzyła na niego zdziwiona. Miał potargane włosy, nie miał na sobie fraka, a jego koszula była przybrudzona czarną substancją.
– Byłeś rodzinę odwiedzić? – zapytała złośliwie. – Wyglądasz gorzej niż Thomas po „renowacji” kuchni.
Podrapał się po głowie z zakłopotaniem.
– Najmocniej przepraszam za mój niestosowny wygląd. Przygotowywałem obiad i nie wiem, co mnie podkusiło, by poprosić go o upieczenie mięsa – wyjaśnił z rozbrajająco zabawną, zdegustowaną miną.
Hrabianka roześmiała się głośno, wyobrażając sobie, jak to mogło wyglądać.
– Twój błąd – odparła chichocząc. – Nudzi mi się.
– Hm?
– Chciałabym jechać do Londynu, zmienić na chwilę otoczenie. Zostaw ten obiad i zajmij się przygotowaniami.
– Czy chce się panienka zatrzymać w rezydencji miejskiej?
– Nie, to tylko na jeden dzień. Nie lubię tam spać – wyjaśniła i odesłała go machnięciem ręki.
~*~
– Ciekawe, czego Will znowu ode mnie chce. Może wreszcie poprosi mnie o rękę? Och tak! To byłoby wspaniałe! – Długowłosy mężczyzna w czerwonym płaszczu, krzyczał sam do siebie, z ekscytacją stukając obcasami butów o marmurową podłogę korytarza, prowadzącego do gabinetu jego zwierzchnika. – Mógłby mi oddać kosę, stęskniłem się za nią. Przecież nie zrobiłem nic złego. Will, ty okrutniku! – kontynuował swój monolog, nie zważając na ciekawskie spojrzenia mijających go okularników.
Doszedł do białych drzwi, na których znajdowała się złota tabliczka z wytłoczonym nazwiskiem „William T. Spears”. Czerwonowłosy bez pardonu wszedł do środka. Ujrzał siedzącego za biurkiem, schludnie wyglądającego mężczyznę w okularach. Tuż obok niego, oparta o blat, stała jego ukochana kosa.
– Grellu Sutcliff, usiądź proszę. – Brunet odezwał się oficjalnym tonem. Jego zobojętniały wyraz twarzy wzbudził niezadowolenie u podopiecznego.
– Czemu jesteś da mnie taki oschły? – zapytał z urazą.
– Mam dla ciebie specjalne zadanie – odparł, zupełnie ignorując jego pytanie.
Z szuflady biurka wyciągnął grubą księgę i przesunął ją w stronę pracownika, który ziewnął ze znudzeniem na widok opasłego kodeksu.
– Kolejna dusza do odebrania? I co w tym takiego specjalnego… – naburmuszył się.
William poprawił okulary ostrzem swojej eleganckiej, skromnej kosy i westchnął głęboko.
– To nie jest zwykła dusza. Już raz udało jej się uciec przed śmiercią. Od tego czasu długo nie mogliśmy jej odnaleźć. W końcu udało mi się sprostować to haniebne uchybienie, dlatego proszę cię byś się postarał i zebrał ją jak najszybciej – wyjaśnił.
Jasnozielone oczy Shinigami błysnęły zaciekawione.
– Udało jej się uciec przed śmiercią? Co to ma znaczy, Will?
– Pewien, dobrze ci znany, demon maczał w tym swoje palce – odrzekł z odrazą na samo wspomnienie o plugawej istocie, która niejednokrotnie utrudniała pracę Bogów Śmierci, kradnąc im dusze.
Każda kradzież wiązała się z ogromna ilością dokumentów do wypełnienia, a co za tym idzie – z mnóstwem bezpłatnych nadgodzin, których brunet nie cierpiał z całego serca.
– Sebuuuuuuuuuś? – krzyknął Grell, trzęsąc się z podekscytowania. – W takim razie już pędzę! – Chwycił Cinematic Record osoby, którą miał się zając i energicznie poderwał się z krzesła.
– Grellu Sutcliff… Twoja kosa – mruknął chłodno zarządca Shinigami i rzucił mu czerwoną piłę mechaniczną.
Zbieracz chwycił ją i zaczął radośnie wymachiwać jej ostrzem, skocznym krokiem zbliżając się do drzwi.
– Nie zapomnij tylko jej wyczyścić zanim mi ją zwrócisz – rzucił brunet, nieco gasząc zapał podekscytowanego czerwonowłosego.
Jednak tuz po przekroczeniu progu gabinetu Williama, Grell przestał przejmować się jego słowami. Myśli skupił na jednym, na Sebastianie. Biegł korytarzem, stukając obcasami lakierowanych butów, prowadząc ze sobą kolejny monolog.
– Pan Sutcliff wydaje się dziś nieprzeciętnie radosny – zauważył stojący w grupie starszych stażem kolegów, Ronald Knox, świeżo upieczony Bóg śmierci wydziału zbieraczy, kiedy czerwonowłosy przebiegł obok nich, wykrzykując coś o rodzeniu dzieci.
– Najwidoczniej. Pewnie znowu trafiła mu się sprawa, w której bierze udział ten jego demon  – odpowiedział niechętnie jeden ze współrozmówców, jasnowłosy Eric.
– Demon? – zdziwił się blondyn.
Dopiero od niedawna sprawował obowiązki Boga Śmierci. O sławetnych miłosnych podbojach Grella Sutcliffa słyszał co prawda kilka razy, ale nigdy dotąd nie zdawał sobie sprawy z tego, że obiektem jego uwielbienia padł ich odwieczny przeciwnik.
– Sebastian Michaelis. Dziwne, że jeszcze tego nie wiesz. Ten idiota ugania się za nim już od paru lat. Doprawdy, ten facet jest naprawdę spaczony. Nie wiem, jakim cudem udało m się zdać testy psychologiczne. Will, dlaczego my go tu jeszcze trzymamy? – Wysoki blondyn zwrócił się do zarządcy, który pojawił się tuż obok niego. Zachowując swoją zwyczajową, kamienną twarz, Spears spojrzał w oczy niższego rangą Shinigami i odparł:
– Dopóki wykonuje swoją pracę tak, jak należy, jest mi nawet na rękę, że to właśnie on zajmuje się tym… Szkodnikiem. Nie chciałbym być zmuszony osobiście się z nim użerać. – Nuta nienawiści wkradła się w jego zobojętniały ton.

Młody Ronald przysłuchiwał się jego słowom pełen sceptycyzmu, jednak nie zamierzał podważać słów zwierzchnika, miał on tendencję do przydzielania nadgodzin tym, którzy mu podpadli, a blondyn miał cały grafik zapchany nocnymi balangami, których nie zamierzał ominąć. 

11 komentarzy:

  1. Wydaje mi się, czy Williamowi chodziło o duszę Lizzy?
    A tak myślałam, że się pocałują!!! (///.///) To pewnie wina źle przeczytanego zdania. Ja chcę ROMANS!
    Dobra, spokojnie. Było świetnie, tylko jakoś krótko. Aha, przypomniałam sobie. Jeśli chodzi o backstage stories, to czy dałoby się zamówić fragment o tym co się działo z Sebastianem, kiedy rany był w swoim pokoju? (n.n)/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że by się dało ^^ Nawet już się zastanawiałam jakiś czas temu, czy tego nie napisać. Przy pierwszym impulsie weny się za to wezmę :) Tylko najpierw sam demon musi mi dokładnie opowiedzieć, co się z nim wtedy stało :P

      Usuń
    2. Nami! Przepraszam, usunęłam przypadkiem Twój komentarz u mnie... Nie zdziw się, że go tam nie ma. Plus, nie wiem czy widziałaś, ale poprawiłam tamten rozdział i da się go czytać

      Usuń
    3. Spoko, nic się nie stało. Jeśli go wcześniej przeczytałaś to spełnił swoją rolę :)
      Przeczytam notkę dopiero dziś, wczoraj mi wypadło coś pilnego i ledwo zacząć zdążyłam, ale miałam już zbyt zmęczona oczy i obraz mi się rozmazywał :P

      Usuń
  2. Niech Sebuś zażąda od niej czegoś wyjątkowego <3 Tak, wszyscy wiemy o co mi chodzi. hah <3 Muszę przyznać, że ciekawy ten wątek z duszą, szczególnie, że związany z naszym przystojnym demonem :D aaaa, chce już kolejną część :D Jeśli znajdziesz wolną chwilę, wykonaj rysunek Lizzy <3 Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach do rysowania jej się zbieram już dłuższy czas, ale muszę znaleźć dobry rysunek i trochę poćwiczyć, bo jako główna bohaterka musi być narysowana zajebiście. Nie to, co Tomoko... xD Postaram się zrobić to możliwie najszybciej :P

      Usuń
  3. Wah! *^* supr ^^ mój tablet tak szwankuje ze nie moglam skomentowac poprzedniej notki :c super rysujesz, moim zdaniem rewelacja! Tak jak dwie najnowsze opowiadania^^ jak ja kocham Grella xD ale to było kawaii jak sie przytuli *^* <3 czekam na dalsze rozdzialy i myske ze uda mi sie j skomentowac xD

    OdpowiedzUsuń
  4. chujowo mi sie to czyta, nie da sie tego czytac plynnie tylko trzeba robic jakies pierdolone pauzy. nie podoba mi sie to stylizowane na wykwintne pisanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za opinię. Następnym razem komentując coś, zamiast przekleństw użyj argumentów, łatwiej będzie pojąć, co tal naprawdę Ci się nie podoba. Jesteś w stanie zdefiniować, co sprawia, że musisz robić te "pierdolone pauzy"?

      Usuń
  5. Nami, to jest cudowne! Kiedy czytałam o Żniwiarzach, to miałam taki wyszczerz na gębie, że jeszcze mnie szczęka boli. Grelluś, kocham cięęęę! Bądź ojcem... Albo lepiej nie, bo moje dzieci też będą miały dzikie zapędy... :P
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

.