sobota, 31 stycznia 2015

XXXVI

Wreszcie jestem po egzaminach i mogę zabrać się za coś, co lubię. 
Betowanie tej notki było trudne, bo przez ostatnie dni odzwyczaiłam się od pisania i jeszcze nie wróciła mi wena. Dlatego zdecydowałam się podzielić fabułę na dodatkowe części. Chcę być zadowolona z końca, a z tego rozdziału jakoś nie jestem. 
Mam nadzieję, że Wam będzie się w miarę podobać, chociaż nie ma co ukrywać, to nie jest szczególnie pasjonujący rozdział :P

==============

– Rozumiem. Jednak wszystko jest już w porządku, nie musicie się tym dłużej zadręczać. – Rozejrzał się po wnętrzu kuchni, która, ku jego wielkiemu zdziwieniu, była w jednym kawałku. Co więcej, panował w niej nieprzeciętny porządek. – Widzę, że ciężko pracowaliście. Idźcie odpocząć, ja zajmę się resztą – polecił im, uśmiechając się życzliwie.
– Dziękujemy, Panie Sebastianie – odpowiedzieli chórem i bez chwili zwłoki, rozeszli się do swoich sypialni.
Sebastian został sam. Nie miał dużo pracy. Właściwie, nie miał jej w ogóle. Zaparzył herbatę i z filiżanką w ręce wyszedł bocznymi drzwiami przed posiadłość. Usiadł na ławce pod murem.  Delektując się smakiem naparu, spojrzał w księżyc. Wciąż nie powiedział dziewczynie wszystkiego. Kiedy parę tygodni później wspominał tę chwilę, śmiał się ze swojego cierpienia, które wówczas wydawało się ogromne. Nie powiedział jej, z czym wiązało się zamknięcie kontraktu w medalionie. Nie powiedział jej, jak bolesne będzie przywrócenie jego mocy. Nie powiedział, jakie będą tego konsekwencje. Tłumaczył sobie, że była zbyt zmęczona, by zadręczał ją informacjami. Nie mógł przecież zrzucać na nią takiego emocjonalnego balastu, kiedy i tak ledwo była w stanie oddychać. Potrzebowała wypoczynku – dopiero wtedy może obarczyć ją tą wiedzą. Czy zechce go odnowić, jeśli pozna prawdę? Nie sam ból miał być powodem jej odmowy. Właściwie, był pewny, że z chęcią go przyjmie, broniąc się przed wszelką pomocą, godząc się na wszystko, byle dotrzymać danego słowa.
– Co powinienem zrobić? – pytał księżyca.
Ludzie nie raz żałowali, że nie istniał podręcznik, który powiedziałby im jak zachować się w danej sytuacji. Teraz i on żałował, że coś takiego nie miało prawa bytu. Chociaż, czy kiedykolwiek istniał ktoś, kto mógłby zrozumieć jego rozterki i odnaleźć słuszną drogę postepowania?  
– Może tak będzie lepiej? Jeśli zwyczajnie  o tym zapomni? – Wciąż liczył na odpowiedź z nieba, jednak ta nie nadchodziła.
                Minęło kilka godzin zanim uświadomił sobie, dlaczego w ogóle zmagał się z tym problemem. Niewiedza była dla niej lepsza, bezpieczniejsza i niosła ze sobą konsekwencje, które szlachciance przynosiły same korzyści, jednak on chciał znać jej odpowiedź. Chciał wiedzieć, czego pragnie Elizabeth. Jego dusza żądała odpowiedzi. Potwierdzenia słów, które odbijały się rozmytym echem w głębi jego umysłu. To on miał coś do stracenia, to ze swojego powodu nie potrafił podjąć decyzji, która zdawała mu się jedynym, słusznym wyjściem.
– Jako kamerdyner rodu Roseblack muszę podejmować decyzje, mając na względzie szeroko pojęte dobro mojej pani. Ono jest jedynym powodem mego istnienia – recytował w myślach regułkę, którą tyle razy wypowiadał z tak ogromną starannością i szacunkiem.
Łatwo był jej przestrzegać, gdy w grę nie wchodziły jego uczucia. Analityczny umysł w kilka sekund zbierał wszystkie „za” i „przeciw”, podpowiadając znakomite rozwiązanie. Nie miało znaczenia, czy wymagało zabicia człowieka, wepchnięcia nastolatki w ramiona innego mężczyzny, czy upokorzenia jej – liczył się efekt i to zawsze on pozostawał na pierwszym miejscu. Dla pozbawionego emocji demona liczyło się jedynie jej bezpieczeństwo, bez względu na środki. Lecz kiedy sytuacja ulegała zmianie, kiedy nie potrafił już dłużej ignorować kłucia w sercu, okazywało się, że nie jest to już takie proste. Był jednak idealnym kamerdynerem, wiedział jak musi postąpić. Nie bacząc na swoje uczucia, z ogromnym trudem podjął decyzję, przysięgając przed księżycem, że się nie złamie.
~*~
                Nie zamierzał jej budzić. Cierpliwie czekał w kuchni z gotowym śniadaniem, aż pociągnie za złoty sznur przywołując go do siebie. Spodziewał się, że nie będzie zadowolona, ale w końcu zrozumie, że jego obowiązkiem było zadbanie o to, by wypoczęła. Pouczył służących, by wykonali powierzone im zadania zachowując się możliwie najciszej i nie doprowadzając do żadnej katastrofy, czy wybuchu. Zaskakujące było dla niego to, że wszyscy usłuchali jego prośby i żadnemu z nich nie podwinęła się noga. Zależało im na tym, by ich pani mogła odpocząć, by Sebastian był dumny z ich pracy i zaangażowania. Jako służba rodu Roseblack, mimo swojej nieporadności, potrafili stanąć na wysokości zadania. Po skończonej pracy zameldowali się w kuchni, by zdać raport z wykonanej pracy.
– Zgrabiłem wszystkie liście!
– Umyłam podłogi!
– Zrobiłem porządek z spiżarni!
Chwalili się kolejno, z uśmiechami  satysfakcji na twarzach.
– Kiedy panienka Elizabeth się obudzi? – zapytał Thomas widząc śniadanie, wciąż czekające na swoją właścicielkę.
Demon pokręcił głową i pchnął wózek z jedzeniem w ich stronę.
– Ostatnie dni były dla niej bardzo męczące. Jeśli chcecie, możecie to zjeść, za późno już na śniadanie – odparł krótko.
Uradowana trójka zabrała się do jedzenia. Potrawy przygotowane przez lokaja, jak zwykle były wyśmienite. Niczego innego nie mogli się po nim spodziewać.
                Zostawił ich w kuchni. Nie mógł dłużej siedzieć bezczynnie, czekając, aż hrabianka wybudzi się ze snu. Zabrał się za rutynowe obowiązki. Jeżeli pociągnie za sznur, usłyszy dzwonek bez względu na to, gdzie w tym momencie będzie. To jedynie kwestia dobrej gry przed pozostałymi pracownikami, całe jego bycie w pobliżu źródła dźwięku nie było mu potrzebne. Niezwykle wyostrzone zmysły pozwalały mu nawet słyszeć bicie jej serca, jeśli odpowiednio się skupił.
Posiadłość zawsze wymagała troski, w każdej chwili było coś do zrobienia i chociaż nie musiał zajmować się wszystkim sam, był wdzięczny za to, że mógł chociaż przez chwilę skupić swoje myśli czymś innym, na moment pozwalając sobie na odpoczynek.
~*~
                Długo oczekiwany dźwięk rozbrzmiał dopiero późnym wieczorem. Kamerdyner przygotował wózek i ruszył wraz z nim do pokoju hrabianki. Kiedy wszedł do środka zastał ją wyraźnie zdezorientowaną. Co chwilę nerwowo spoglądała przez okno, jakby liczyła na to, że za którymś razem ujrzy tam coś innego. W końcu zwróciła twarz w stronę służącego i delikatnie się uśmiechnęła.
– Przez chwilę się martwiłam, że jednak postanowiłeś odejść – powiedziała rozbawiona własną głupotą.
– Ale dobrze wiesz, że nie zrobiłbym tego – odparł pewnie, chociaż wspomnienie myśli z poprzedniego wieczoru, zabolało go. O mały włos, a zrobiłby to, cóż za ironia.
– Spałam przez cały dzień? – zapytała niepewnie, kiedy zbliżył się do łóżka i postawił przed nią przenośny stolik, wypełniony jedzeniem.
– Musiałaś być naprawdę zmęczona. Teraz jedz. Jest coś, o czym musimy potem porozmawiać – poprosił, spoglądając na nią spod gęstych rzęs.
– Co takiego? – dopytywała, bezskutecznie.
Nie udzielił odpowiedzi, jedynie odsunął się i zatrzymał parę kroków od łóżka. Westchnęła, widząc jego wyczekujące spojrzenie. Wiedziała, że się martwił. Nie chcąc przysparzać mu kolejnych problemów, posłusznie zaczęła jeść. Kilka dźgnięć widelcem i poczuła się pełna. Nie zamierzała wmuszać w siebie na siłę już niczego więcej, i tak powinien docenić jej gest. Gdyby to zależało wyłącznie od niej, wystarczyłaby sama herbata.
Wciąż czuła się słabo mimo tabletki, którą jej podał z zapewnieniem, że poprawią samopoczucie. Odsunęła od siebie talerz i chwyciła filiżankę. Delektowała się łagodnym zapachem owoców. Rzadko przygotowywał ten rodzaj herbaty. Wiedział, że go uwielbia, dlatego traktował go jako nagrodę dla niej. Za co otrzymała ją tym razem? Za to, że przeżyła?
– Liczi… – skomentowała przyjemny smak, dając mu do zrozumienia, że właściwie odczytała jego intencje .
Usiadł na skraju łóżka i spojrzał głęboko w jej oczy z poważną miną. Wzdrygnęła się. Nie miała pojęcia, o co może mu chodzić. Przymknięte oczy i spięte mięśnie twarzy świadczyły o tym, że nie była to kolejna gra mająca na celu próbę wychowywania jej. Cokolwiek miał na myśli, było to naprawdę istotne. Liczyła tylko na to, że znów nie dzieje się coś złego, bo naprawdę nie byłaby w tej chwili w stanie stawiać temu czoła.
– Jak zwykle ma panienka rację – odparł uprzejmie.
– Powiedz, o co chodzi, ta niepewność mnie dobija – ponaglała go.
Popatrzył na nią, łagodnie przymykając oczy i zaśmiał się cicho. Niecierpliwa, jak zawsze. Próbował ukryć zdenerwowanie.
– Jak wiesz, nasz kontrakt obecnie jest zamknięty w medalionie. – Delikatnie zbliżył dłoń do jej piersi i chwycił kamień palcami. – Teraz nie posiada żadnej mocy. Jesteś pewna, że chcesz go ponownie aktywować? – Popatrzył na nią, przeszywając jej wątłe ciało mrożącym spojrzeniem, które sprawiło, że po plecach dziewczyny przeszedł dreszcz. – To będzie się wiązało z bólem. Dużo większym niż ten, który czułaś za pierwszym razem, panienko – dodał, bacznie przyglądając się jej reakcji.
Nie dostrzegł na jej twarzy ani nuty strachu, czy wahania. Chwyciła dłoń, którą trzymał wisiorek i spojrzała z zacięciem głęboko w jego oczy. Poważny, dojrzały. Widział i czuł, że miała pełną świadomość tego, na co się godzi i co się wydarzy.
                – Oczywiście – odparła stanowczo. – Zdawałam sobie sprawę, że to będzie boleć, to było oczywiste – wyjaśniła, nieznacznie zacieśniając uścisk.
Demon nie mógł nie zauważyć jej szczerego oddania, jednak nie na tym skupiała się jego uwaga. Wszystkie odczucia oraz myśli skupiał na delikatnej, chudej dłoni dziewczyny, która cienkimi palcami oplatała jego własną. Zaczął żałować, że śnieżnobiałe rękawiczki uniemożliwiały mu poczucie ciepła jej ciała na skórze. Z trudem powstrzymywał się przed porywczymi odruchami, które podpowiadał mu umysł. Przez chwilę nie docierały do niego nic więcej, niż jej dotyk, jakby cały świat wokół na krótką chwilę przestał istnieć.
– Zrobisz to teraz? – zaciekawiony, dziewczęcy głos z nutą niepewności, wybudził go z dziwnego stanu.
Przywołał się do porządku, nie pozwalając, by dostrzegła jego uczucia.
– Powinniśmy poczekać z tym kilka dni. Jesteś na razie bardzo słaba.
– To dlaczego teraz mi o tym mówisz?
– Uznałem, że powinna panienka wiedzieć, jak to będzie wyglądać.
– Albo po prostu nie chciałeś musieć służyć mi dłużej, niż to koniecznie? – zapytała podejrzliwie.
Zaskoczenie na jego twarzy niesamowicie ją rozbawiło. Mimowolnie zaczęła się śmiać, chociaż wciąż każdy ruch klatki piersiowej sprawiał jej to ból.
- Z czego się śmiejesz? – dociekał, kompletnie zdezorientowany.
– Nawet nie przeszło ci to przez myśl. Sebastianie… Starzejesz się? – Wciąż chichotała.
Na twarzy demona pojawił się lekki rumieniec, który wprawił dziewczynę w jeszcze większy śmiech. Nie do końca rozumiał, dlaczego tak bardzo bawiła ją ta sytuacja, ale nie zamierzał w to wnikać. Zrzucał winę na uboczne działania leków – w końcu nie miał pewność, co właściwie dał mu grabarz. Mimo to, miała rację – naprawdę nie przyszło mu to do głowy. Czy powinno? Czy naprawdę stawał się tak ludzki, że nawet w oczach osoby, która doszukiwała się w nim wszelkich oznak człowieczeństwa, był bardziej demoniczny niż był w rzeczywistości? Nie starzeję, a mięknę. Jednego był pewny – lata spędzone z tą dziewczyną prawdopodobnie będą jednymi z bardziej znaczących w całej, długiej historii jego życia. Kto by się tego spodziewał po tym niepozornym dziecku?
~*~
                – Znowu pada śnieg… – czerwonowłosa westchnęła melancholijnie.
Siedziała na parapecie w swojej sypialni, ubrana jedynie w białą, za dużą koszulę. Odkąd wrócili do rezydencji, ani razu nie była na zewnątrz. Chciała, ale Sebastian stanowczo zabronił jej opuszczania budynku. Musiała w pełni dojść do siebie, wyzdrowieć, wyleczyć rany. Niechętnie stosowała się do jego zaleceń, wiedząc, że ma na uwadze jedynie jej dobro. Jednak zdrowie nie było jedynym powodem. Dopóki ich kontrakt nie został odnowiony jej dusza była „niczyja” – należała tylko do niej.. Znaczyło to, że każdy demon może ją zabrać i pożreć, kradnąc tuż sprzed nosa lokaja. Dlatego starał się ograniczać ryzyko do minimum, towarzysząc szlachciance na każdym kroku.
Trójka służących przejęła jego codziennie obowiązki. Nie radzili sobie zbyt dobrze, jednak naprawienie posiadłości było dla kamerdynera kwestią jednego dnia, dlatego nie miało znaczenia, czy coś zniszczą. W obliczu tego, co mogłoby się stać, gdyby nie chronił Elizabeth, kilka dziur w ścianie było zupełnie nieistotne. Strata duszy czerwonowłosej byłaby najgorszym scenariuszem, jaki mógłby spotkać ich oboje. Decyzja była więc zupełnie logiczna.  
                Lizz była znudzona. Nie narzekała, ponieważ zdawała sobie sprawę z powagi sytuacji – nie zmieniała ona jednak samopoczucia nastolatki. Owszem, Sebastian starał się dostarczać jej rozrywki, nawet grał z nią w różne gry – jednak spędzenie tygodnia w jednym pomieszczeniu było ogromnie przytłaczające. Tak bardzo chciała zanurzyć stopy w białym puchu, usłyszeć jego skrzypienie. Wpaść w zaspę i zmoczyć sobie włosy, a potem uśmiechnąć się beztrosko, słuchając jego wyrzutów. Tym czasem, mogła jedynie wpatrywać się w biel za oknem i wyobrażać sobie, że to robi. Podciągnęła nogi do klatki piersiowej i oparła głowę na kolanach, wzdychając cicho.
                Lokaj podszedł do niej i upominając jak zazwyczaj, by nie marzła, okrył jej ramiona ciepłym kocem. Stanął tuż obok i spojrzał przez szybę na tysiące spadających z nieba płatków.
– Chciałabyś na chwilę wyjść? – zapytał niespodziewanie.
Jej oczy błysnęły radością. Popatrzyła na niego z szerokim uśmiechem, jednak po chwili zmarkotniała.
– Nie możemy tak ryzykować… – mruknęła ze zbolałym wyrazem twarzy.
Nie podobało jej się to, ale zbyt długo wytrzymała zamknięta wewnątrz ścian, by móc to teraz zaprzepaścić z powodu swojej dziecinnej zachcianki.
Jej samozaparcie i dojrzały wybór oraz smutna, dziecinna mina, wywoływała w demonie zarówno podziw, jak i rozbawienie. Wiedział, że w środku musiała szaleć ze złości, jednak na zewnątrz wyglądała na całkowicie opanowaną. Dojrzała strona jej osobowości weszła w komitywę z humorzastą dziewczynką w imię wyższego celu. Celu, który przyświecał im obu.
– Wyjdę, gdy będzie już po wszystkim. Właśnie, kiedy w końcu to zrobisz? Czuję się już dobrze! – W jej głosie słychać było zniecierpliwienie.
– Myślę, że dziś. – odparł zobojętniałym głosem.
– Naprawdę? – ponownie się uśmiechnęła.
Jej radość ogrzała na chwilę zmarznięte, demoniczne serce, przepełnione niewyobrażalnym bólem, którego starał się nie zauważać.
– Więc jeśli chcesz, możesz na chwilę wyjść. Tylko proszę, panienko, ubierz się ciepło – pouczył ją, ale już go nie słuchała.
Pośpiesznie założyła na siebie pierwsze z brzegu ubrania, zarzuciła płaszcz i pobiegła na dół. Wypadła przez drzwi, i biorąc głęboki oddech, rzuciła się w pierwszą zaspę, którą przed sobą dostrzegła. Po chwili wykopała się z niej, potrząsnęła głową i wstała, by po raz kolejny w nią wpaść. Sebastian obserwował, jak ruda czupryna szczęśliwego dziecka pojawia się i znika w śnieżnych kłębach.
Przez te parę minut się nie przeziębi – przekonywał się, widząc jak cienkie ubrania z minuty na minutę coraz bardziej nasiąkają wodą.
Nie chciał odbierać jej frajdy. Jej uśmiech dawał mu siłę, by dociągnąć sprawę do końca. Chciał zatrzymać go w pamięci na zawsze. Przymknął oczy i spojrzał w stronę ogrodu, który stał się miejscem śnieżnej bitwy pokojówki i kucharza. Nagle poczuł uderzenie. Biała kula śniegu rozprysła się, uderzając w jego nos. Skrzywił się niezadowolony z zamiarem skomentowania zachowania czerwonowłosej, kiedy kolejny puchaty pocisk wylądował na jego twarzy.

- Nie stój tak, rzucaj! – krzyczała do niego, wymachując rękami. 

8 komentarzy:

  1. Jestem pierwsza? A to ci niespodzianka ^-^ No, ale nieważne, co do notki, extra ( jak zwykle =D ) No, ale niech odnowią ten kontrakt, bo jeszcze chwila i Sebastianowi ktoś sprzątnie duszyczkę sprzed nosa XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Krótko... Za krótko. Takie pytanie (wyczuj w nim ironię): czy wiesz, jak napisać słowo grabarz? "grabaż", to aż boli. :)
    Nazwy zawodów kończące się na -arz pisze się przez RZ! :)
    Chciałabym poznać ciąg dalszy :D
    Fu... Nie mogę się zebrać, żeby przepisać mój rozdział. Dajcie mi jakiego kopa w dupę... *włóczy się z herbatą*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *motywująco kopie w dupę z półobrotu*
      Jezu, co ja w ogóle napisałam. Dzięki! xD Natychmiast poprawię. Taki obciach hahahahaha xD
      Przepisuj, bo chcę wiedzieć, co będzie dalej! ^^
      Earl Grey powinien Ci pomóc - mnie zawsze motywuje do pisania, rysowania, do wszystkiego twórczego (w szczególności Royal Earl Grey :3)

      Usuń
    2. *motiwation mode is ON*
      Na razie, jak dla mnie jest już trochę za późno na herbatę, ale Earl Grey'a to mam w domu aż za dużo :) Osobiście jednak wolę Lady Earl Grey ;3
      A notki jeszcze przepisać nie mogę, bo jej nie skończyłam ;33

      Usuń
    3. Mama Lady Grey dwa różne rodzaje Twinnings'a ^^ Dobra jest. Ale niema to jak kuroszowy Earl Grey <3

      Usuń
  3. Czy mi się wydaje,...czy skutkiem ponownego zawarcia kontraktu bedzie utrata pamięci? Jeśli mi to zrobisz, dorwę cię i ukatrupie, obiecuje xD aaa jeśli nie.. to niech Cie Bóg w dzieciach wynagrodzi! Rozdział ogólnie udany :D Czekam niecierpliwie na kolejny ;3 Mam nadzieję, że ze zdrówkiem już lepiej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dziękuję. Jest lepiej. Gorączka spadła, wyspałam się za wszystkie czasy (całe 9 godzin <3) i wrócił mi power do pisania. Naskrobałam już 5 stron do drugiego tomu dziś.
      A co do Twojego pytania... Nie wypowiadam się, żeby nie spoilerować. Ale nie jestem teraz pewna, czy wolę być dorwana i ukatrupiona, czy wolę opiekować się gromadką dzieci. Obie opcję są nieco przerażające.
      Oh wait, za późno na zmianę fabuły, więc muszę żyć z tym, co mnie czeka w środę :P

      Usuń
    2. Jak utraci pamięć, to też cię dorwę i naślę na ciebie Sebastiana! Pomogę Ci, Akv ma! :3

      Usuń

.