niedziela, 14 grudnia 2014

XXII

Ogłoszenia:

Dodałam spis treści, żeby łatwiej było poruszać się między rozdziałami. Pewnie byłoby łatwiej, gdyby miały tytuły, ale nie wymagajcie zbyt wiele. Nienawidzę wymyślać tytułów. 

Pod każdym postem dodałam facebookowy widget do lajkowania notki. Mam nadzieję, że będziecie korzystać.

Wymyśliłam także, że notki będą się pojawiać w środy i soboty. Jeśli macie jakieś inne sugestie co do daty publikacji - dawajcie znać. W końcu Wasza wygoda jest równie ważna, co moja.

Miłej lektury! :)

===================

– Ma pan rację, minęło sporo czasu – odpowiedział uprzejmie, zachowując całkowity spokój.
– Kim jest to dziecko? Ostatnim razem, wydawało mi się, że służyłeś chłopcu – zapytał szarowłosy, bacznie przyglądając się nastolatce, okrążając ich.
– Zabieraj te łapy! – krzyknęła, kiedy mężczyzna musnął długimi, czarnymi paznokciami rękawa jej płaszcza.
– W rzeczy samej. Teraz służę nowej pani. Hrabiance Elizabeth Roseblack – przedstawił
 drobną dziewczynę.
– Roseblack… – powtórzył grabarz. – Rozumiem, rozumiem. – Odwrócił się i i tanecznym krokiem zbliżył się do stołu.
Sięgnął do stojącego na nim słoika, wyciągnął ciastko w kształcie kości i wsadził je do ust.
– W jakiej sprawie do mnie przychodzisz, lady Roseblack? – zapytał rozbawiony, chichocząc niepokojąco, z powrotem pojawiając się u jej boku.
Przez chwilę, oszołomiona dziwacznym zachowaniem mężczyzny, nie była w stanie wydobyć z siebie głosu. Nietypowy wygląd i obleśny uśmiech, zdobiący jego trupiobladą twarz wzbudzał niepokojące drżenie w ciele nastolatki. Skarciła się w myślach, wzięła głęboki oddech i odpowiedziała, nabierając złudnej pewności siebie.
– Przychodzę w sprawie ofiar „wampira”. – Ostatnie słowo ledwo przeszło jej przez gardło. Co za idiotyzm. – Wiesz coś na ten temat? – zapytała, nie, oczekując szybkiej i konkretnej odpowiedzi.
– Aaaa, słynny londyński wampir. Tak, słyszałem, co niego. To naprawdę intrygujące. – Uśmiechnął się obleśnie.
Usiadł na jednej z drewnianych skrzyni i założył nogę na nogę, bawiąc się medalionem, przypiętym do ubrania.
– No więc? – pospieszała go.
– Ou, czyżby kamerdyner nie powiedział ci, że moje informacje mają swoją cenę? – popatrzył na nią z udawanym zaskoczeniem, po czym zachichotał pożądliwie.
– W-wspominał coś… – zadrżała, czując na karku powiew zimnego powietrza.
– W takim razie… – Niebezpiecznie zbliżył się do twarzy dziewczyny, naruszając jej prywatną przestrzeń. – Lady Elizabeth, daj mi najpiękniejszy uśmiech! – krzyknął i zaśmiał się tajemniczo, muskając paznokciami kosmyk długich, czerwonych włosów.  
– Jaa, eee, no… – Zaczęła się jąkać, nie mogąc wymyślić żadnej sensownej odpowiedzi.
Powiedział, że trzeba go rozbawić, ale skąd miała wiedzieć, co rozśmieszy kogoś tak dziwacznego? Kamerdyner wspominał, że salonowe żarty go nie zainteresują, a nawet ich nie znała zbyt wile, unikając towarzyskich spędów. Sebastian dotknął jej ramienia i zrobił krok naprzód.
– Panienko, proszę, żebyś na chwilę wyszła. Zajmę się tym – powiedział, bohaterskim tonem.
– Sebastian… – mruknęła, spoglądając na niego niepewnie.
Uśmiechnął się pokrzepiająco, uspokoił ją. Co mogła zrobić? Sama niczego by nie wymyśliła. Skinęła głową.
– Zawołam cię, gdy będzie po wszystkim – dodał, wyprowadzając ją z ciemnego pomieszczenia. Z głośnym hukiem zatrzasną za sobą drzwi. Młoda szlachcianka stała przed drzwiami zakładu pogrzebowego nieprzytomnie wpatrując się w klamkę, nie mogąc otrząsnąć się z niepokojącego, odpychającego uczucia, które ogarnęło ją, gdy tylko zobaczyła ekscentrycznego grabarza.
– Co to ma być… – zapytała sama siebie, drżąc na samo wspomnienie bliskości jego twarzy.
 Spodziewała się wielu dziwnych rzeczy po tym, co opowiedział jej Sebastian, rzeczywistość przebiła nietypowością najśmielsze oczekiwania. – Miał rację, ten człowiek potrafi przerazić… – szepnęła, chwytając się za łokcie.  
                Stała przed drzwiami tak długo, że powoli zaczynały boleć ją nogi. Zastanawiała się, co tak dokładnie robił w środku. Niektóre nawiedzające ją myśli wywoływały śmiech. Inne, wręcz przeciwnie, strach i zgrozę. Gdy zaczęła się poważnie irytować, rozmyślając nad wszystkimi za i przeciw wejścia do środka, drzwi otworzyły się. Sebastian, który nagle wydał się dziewczynie nieprzeciętnie godny zaufania i zwyczajny, uprzejmym uśmiechem i gestem ręki, zaprosił ją do środka.
– Masz szczęście, młoda hrabianko, ten mężczyzna zawsze potrafił mnie rozbawić – jęknął szarowłosy, trącany spazmami rozpaczliwego śmiechu.
– Um… Cieszę się, tak sądzę – odparła, ponownie odczuwając zimny dreszcz niepokoju na plecach. – W takim razie, co możesz mi powiedzieć o ofiarach? – Przeszła do rzeczy, by jak najszybciej móc opuścić to miejsce i niezrównoważonego, śliniącego się człowieka.
Undertaker podszedł do jednej z trumien i otworzył ją, ukazując gościom leżące wewnątrz zwłoki kobiety.
– Za taką cenę… – Powiedział, pożądliwie spoglądając na lokaja. – Powiem wam wszystko, co wiem. Trafiło do mnie kilka ofiar tego wampira. Oprócz śladów kłów na szyi oraz farby na ubraniu, zauważyłem coś jeszcze. Każde z ciał było zupełnie pozbawione krwi. Nie znam się na wampirach, ale nie wydaje mi się, żeby jakakolwiek żyjąca istota była w stanie z taką precyzją spuścić całą krew z człowieka. Tym bardziej, biorąc pod uwagę stan zwłok, musiały zostać pozbawione krwi w bardzo szybkim czasie – wyjaśnił. Wskazał dłonią ślady na szyi nieboszczki. – Wygląda to tak, jakby ktoś z niewyobrażalną siłą wyssał z nich wszystkie soku w ciągu jednej chwili. Te siniaki wokół ran, widzicie je? Nie wyglądają jak typowe ślady wysysania krwi – skończył.
Zamknął wieko i opadł na nie przywierając do drewna brzuchem. Zaparł się na łokciach i z zaciekawieniem przyglądał się czerwonowłosej dziewczynie.
– Nawet nie chcę wiedzieć, skąd wiesz, jak wyglądają „typowe ślady wysysania krwi”. – powiedziała drżącym głosem, krzywiąc się na jego widok.
Zachichotał pod nosem i obrócił się na plecy.
– Dobrze. Dziękuję, Undertakerze – mruknęła pod nosem i machnąwszy ręką, szybko wyszła z budynku.
Stanęła parę kroków od drzwi, pochyliła się opierając dłonie na kolanach i wzięła parę głębokich oddechów. Demon stał obok niej gotowy w każdej chwili przytrzymać ją, gdyby miała się przewrócić. Była blada i chwiała się na nogach, z trudem utrzymując równowagę.
– Miałeś rację. Ten człowiek to prawdziwy dziwak! Mam nadzieję, że więcej nie będziemy musieli tu przychodzić. – Wysapała ciężko, uspokajając się nieco.
Wyprostowała się i odrzucając jego pomoc, weszła do wnętrza powozu.  
– Niestety, z doświadczenia wiem, że nigdy nie kończy się na jednej wizycie… – odpowiedział niezadowolony.
– Właściwie, skąd go znasz? – zapytała udając, że nie słyszała jego złowieszczej wróżby.
Wolała sobie wmawiać, że mimo wszystko jej noga nigdy więcej nie postanie w cuchnącym stęchlizną zakładzie.
– Osoba, z którą poprzednio zawarłem kontrakt, była jego znajomym – wyjaśnił niechętnie.
– A więc to miał na myśli, mówiąc o chłopcu? – drążyła. No dalej, Sebastianie! Powiedz mi coś ciekawego!
–  W rzeczy samej – odparł krótko i beznamiętnie.
Widziała, że nie zamierzał poruszać tematu tajemniczego chłopca, któremu służył. Już nie pierwszy raz przewijał się cieniem przez ich relację, jednak demon nigdy nie zdradził żadnego szczegółu, który pozwoliłby jej zidentyfikować chłopca lub, chociażby dowiedzieć się, co się wówczas wydarzyło, że tak bardzo pragnął zachować te informacje siebie. Wtedy wpadła na pomysł. Jeżeli wygram ten zakład, zmuszę go, by mi o nim opowiedział!
– Co się stało? – Zapytał, widząc triumfalny uśmiech na jej twarzy.
– A nie, nic takiego. Wracajmy do domu. Jestem zmęczona – zaśmiała się, lekceważąco machając dłonią.
– Oczywiście. Gdy tylko dotrzemy, przygotuję panience gorącą herbatę – zaoferował, dając znak woźnicy, by ruszył do londyńskiej posiadłości Roseblack.
~*~
                Posiadłość Roseblack znajdująca się w Londynie była zdecydowanie mniejsza niż ta, w której hrabianka przebywała na co dzień, jednak nie brakowało jej uroku. Wszystko było piękne, czyste, drogie i idealne, podobnie jak główna rezydencja. Oczywiście, o wygląd wszystkiego dbał Sebastian. Raz w tygodniu do jego codziennych zadań należało wysprzątanie całego budynku, w końcu w każdej chwili Królowa mogła wezwać dziewczynę do miasta. Nie godziło się, by musiała przebywać w nieładzie, wśród mebli okrytych grubą warstwą kurzu. Mimo wszystko, nie przepadała za tym miejscem. Zanim przejęła rodzinny tytuł wraz z całym majątkiem, była tutaj raptem kilka razy. Poza wystrojem, ukazującym umiłowanie jej ojca do ciepłych, pastelowych kolorów, nie było w tym miejscu niczego wartego uwagi. Ponad to, znajdowało się w mieście, w ciągłym zgiełku i hałasie.
                Siedziała na fotelu przy kominku, pomijając herbatę. Skoro już musiała tutaj być, chciała wykorzystać chwilowy spokój. Sebastian przygotowywał sypialnię oraz rozpakowywał walizki. Za oknami było już zupełnie ciemno, nadchodziła noc. Następnego dnia planowała wcześnie wstać, by jak najszybciej załatwić sprawę i wrócić do domu. Lokaj zszedł na dół, by powiadomić ją o zakończeniu przygotowań.
– Sebastian, mam dla ciebie zadanie – zaczepiła go, gdy zbliżył się do niej i wcisnęła w jego dłoń zapisaną kartkę papieru. Przeczytał treść i schował notatkę do kieszeni.
– Panienko, jesteś pewna, że…
– Tak – przerwała mu. – Dam sobie radę. Tylko się nie obijaj, nie powinno ci to zająć wiele czasu, prawda? Dwie godziny? – Uśmiechnęła się przebiegle.
– Oczywiście. W takim razie natychmiast wyruszam. – Pokłonił się i wyszedł. Czerwonowłosa przez kilka kolejnych minut siedziała w fotelu, przyglądając się tańczącym płomieniom. Każdy z nich wydawał się żywy, wił się i piął w górę, zachłannie okalając trzeszczące rozpaczliwie drewniane polana. Westchnęła, słysząc zegar wybijający jedenastą godzinę. Wstała, rzucając ostatnie, tęskne spojrzenie ognisku i otoczona całkowitą ciemnością panującą na korytarzu, poszła na górę, by się wykąpać i położyć się spać.
                Relaksująca kąpiel pośród zapachowych świec i olejków zawsze działała na nią odprężająco. Lokaj wiedział jak sprawić, by poczuła się lepiej. Bezpiecznie.  Delikatny zapach róż unosił się w łazience, kojąc zmęczone zmysły. Uwielbiała niepokojącą nutę, którą wyczuwała w różanym aromacie. Zamknęła oczy, pozwalając, by przyjemne odprężenie zawładnęło jej ciałem. Sebastian pachniał różami tamtego dnia, kiedy wtuliła się w jego pierś, kiedy po raz pierwszy, odkąd straciła rodziców, poczuła się bezpiecznie. Delikatny zapach bezpieczeństwa, z domieszką ekscytującego niepokoju. Nigdy nie wyznała mu, dlaczego właśnie ten zapach, nie chciała, by wiedział. Bała się, że otwierając się przed nim straci ulotne chwile, gdy pochylając się nad nią, nieświadomie pozwalał odnajdywać w sobie opokę.
W końcu opuściła łazienkę, ubrana w koszulę nocną i szlafrok. Usiadła na skraju łóżka i napiła się wody, ze stojącej na nocnej szafce szklanki. Z górnej szuflady wyciągnęła tomik poezji Poego. Otworzyła go na losowej stronie. Horrory i zjawiska fantastyczne były jej chlebem powszednim, dlatego tak dobrze odnajdywała się w utworach artysty. Tak naprawdę, większość z nich była w stanie recytować z pamięci, jednak lubiła wracać do tekstów na papierze, chociażby po to, by zająć czymś rozbiegane myśli.
Próbowała wmawiać sobie, że nie czuje zmęczenia. Oszukiwała się. Znów ogarnął ją narastający z każdą chwila niepokój. Chciała wierzyć, że to wina ulubionego autora lub wspomnienie wzbudzającego odrazę chichoty grabarza, jednak nie potrafiła unikać oczywistego. Chociaż ciemność i puste pomieszczenie nie wzbudzały w niej lęku, to świadomość, że w całym domu była tylko ona, jedyna świadoma osoba, która nie miała, do kogo otworzyć ust, kogo prosić o pomoc, na kim się wesprzeć, zwyczajnie ją przerastała. Żałosne.  Warknęła na siebie w myślach. Od tamtego dnia bezskutecznie próbowała walczyć z tym irracjonalnym uczuciem, jednak była to walka, której jak dotąd nie potrafiła wygrać. Wybiła północ.
– Sebastian wróci za godzinę… – powiedziała w przestrzeń. – Muszę iść spać, nie mogę dać mu tej satysfakcji – przekonywała się.
Zgasiła świecę i z determinacją otuliła ciało kołdrą. Zamknęła oczy i zaczęła liczyć barany, mając nadzieję, że szybko przeniesie się w krainę sennych marzeń. Nieprzyjemne, towarzyszące uczucie, nie ułatwiało jej zasypiania. Odpłynęła chwilę przed pierwszą, jednak to, co działo się w jej głowie, trudno było zaliczyć do „sennych marzeń”. Koszmary. Za każdym razem, gdy zasypiała sama. Zawsze, gdy wiedziała, że nie ma go w pobliży. Przychodziły, jak sępy do pozostawionych bez opieki zwłok. Rozszarpywały jej psychikę na strzępy, wydzierając z gardeł przerażający skrzek.
Myślałaś, że tak łatwo się mnie pozbędziesz?
Kim jesteś?
Zawsze będziesz pytać o to samo? Już ci mówiłam. Byłam tym, kim ty jesteś teraz.
Wciąż nic mi to nie mówi.
Nie musi. Zrozumiesz w swoim czasie. A na razie… Zostaw go.
Kogo?
Zostaw go, a pozwolę ci żyć dalej. On należy do mnie.
Sebastian?
Myślałaś, że to już koniec? To był dopiero początek. On i tak jest już mój. Przekonasz się o tym, niedługo.
Mylisz się. Teraz należy do mnie. Podpisaliśmy kontrakt. Widzisz?
Tak. Ale czy ty widzisz?
Nie rozumiem
Bądź cierpliwa, już niedługo. Niedługo pożałujesz, że mi go odebrałaś!
~*~
                Sebastian po cichu wszedł do wnętrza budynku i zamknął za sobą drzwi. Popatrzył na kieszonkowy zegarek i niezadowolony pokręcił głową. Było wpół do drugiej, miał spore opóźnienie. Nie mogła jednak winić go za błędy innych. Gdyby to zależało jedynie od niego, już dawno byłby z powrotem. Poprawił ubranie i wszedł po schodach, by do niej zajrzeć. Uchylił drzwi i wkroczył do środka. Leżała otulona pierzyną, nerwowo oddychając.
– Znowu koszmar? – szepnął, zbliżając się do łóżka. Zobaczył leżącą na stoliku książkę. – Tyle razy ci mówiłem, że czytanie Poego przed snem nie przynosi nic dobrego. – Schował kodeks do szuflady.
– Sebastian! – krzyknęła nagle.
Zaskoczony demon popatrzył na jej twarz. Wciąż miała zamknięte oczy.
Nawet we śnie nie potrafisz sobie beze mnie poradzić? – uśmiechnął się pod nosem.
– Sebastian, pomóż mi! – wydarła się ponownie, bardziej rozpaczliwie.
Zaczęła się trząść. Jej płytki, nierówny oddech i przyspieszone bicie serca dudniły w jego uszach. Chęć ukojenia jej nerwów zalała jego ciało i umysł nagłą falą niezrozumienia. Usiadł na skraju łóżka i wpatrywał się w wykrzywioną ze strachu, bladą twarz, przyozdobioną wypiekami.
­­                – Jestem tutaj, nie bój się – szepnął czule, nachylając się nad nią.
– Proszę, uratuj mnie. Sebastian?! Gdzie jesteś? – pytała płaczliwie. Bezradność ścisnęła go za gardło. Nie umiał sobie wyjaśnić, dlaczego tak bardzo przejmował się dziecięcym koszmarem jego pani. Dlaczego bolało go, że nie może obronić jej przed całym złego tego świata?
– Jesteś bezpieczna, nic ci nie grozi – wyszeptał łagodnie. – Wybacz, że nie mogę być tam z tobą. Chronić cię przed twoimi największymi lękami. Chciałbym móc zawsze cię bronić, nawet przed twoją podświadomością.
– Sebastian! – Błagalnie powtarzała jego imię.
Tego, którego potrzebowała. Tego, któremu, jak na ironię, ufała najbardziej na świecie. Denerwował się. Jego oczy błyszczały intensywną czerwienią, rozdzierając ciemność. Pochylił się głębiej, czarnymi włosami muskając jej rozpalone policzki.
– Panienko, jestem tu. To tylko zły sen. – Próbował ją uspokoić, ale nie mogła go słyszeć.
Jej cierpienie wzbudzało w nim złość. Nawet nie zorientował się, gdy jego prawdziwa forma zaczęła ukazywać się pod osłoną nocy. Kilka wirujących w powietrzu piór, jednym ruchem ręki zebrał je i zniszczył. Wziął głęboki oddech i uspokoił się, powracając do normalności, do ludzkiego ciała. Idealnego, niezdeformowanego. Tego, które przywdział lata temu. Twarz, która codziennie budziła jego panienkę i towarzyszyła jej przez cały dzień. Wygląd, który jej ludzki umysł był w stanie zaakceptować. Gdyby zobaczyła jego prawdziwe oblicze, nie zniosłaby jego brzydoty. Nie jeden anioł zwariował na jego widok, co więc stałoby się ze zwykłym człowiekiem? Wolał się o tym nie przekonywać.
– Sebastian! – Przez sen chwyciła go za szyję i zaczęła dusić.
Ściskała niezwykle mocno, jakby naprawdę chciała go zabić. Jakby właśnie walczyła o życie. Sen, który przeżywała musiał być dużo straszniejszy niż te, które miewała zazwyczaj. Chwycił jej dłonie w nadgarstkach i powoli, stanowczo, odsunął od swojej szyi, przyciskając do materaca.
– Panienko, obudź się. To ja, Sebastian, jestem tutaj. Elizabeth, obudzić się, nic ci nie grozi – mówił z przejęciem, ale słowa nie przynosiły efektów.
Pogrążona w głębokim śnie nie dopuszczała do swojego umysłu żadnych bodźców z zewnątrz. Trzymał ją powtarzając po cichu te same słowa. „Jestem tu, obronię cię”.
- Cóż za nieokrzesanie z mojej strony. Zwróciłem się do niej bez należytego szacunku – skarcił się w myślach.
Krzyki jego młodej pani powoli stawały się coraz rzadsze. Oddech wracał do normy.
–Już po wszystkim, nie musisz się bać – powiedział cicho. Poprawił pierzynę, okrywającą jej ciało i wyszedł z pokoju.
Nie mogę pozwolić na to, by sytuacja się powtórzył. – obiecał sobie.

Martwiło go to, co się działo. Wiedział, że przedziwne uczucia, które nim targały, mogą mu zaszkodzić. Zdekoncentrować w najmniej odpowiedniej chwili, doprowadzając do tego, że nie uchroni dziewczyny przed niebezpieczeństwem. W mgnieniu oka mógł stracić i ją i jej duszę, nie mogło do tego dojść. 

4 komentarze:

  1. Ah, mój wspaniały, cudowny Undertaker, jak ja go kocham <33
    W sumie to czytając początek tej rozmowy Lizzy z kimś bliżej nieokreślonym myślałam na początku, że rozmawia z Ciel'em, ale okazało się, że bliżej nieokreślony ktoś jest dziewczynką! ; o Noooo, chyba, że do tekstu wkradł się niewielki błąd, ale w to wątpię. Ogólnie co do błędów to ja osobiście żadnych nie wyłapałam, ale tak się jarałam obecnością Undertaker'ka, że mogłam po prostu nie zauważyć ;__;
    A notka świetna, jak zawsze! ;D I jeśli chodzi o mnie to możesz nowe notki publikować codziennie ;P
    Pozdrawiam! ^o^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym, ale ostatnio spadł mi dzienny nakład grafomanii z 5 stron, do 1-2, chociaż wczoraj napisałam 8 (taki wyjątek). Dlatego nie mogę publikować codziennie. xD
      Cieszę się, że Ci się podobało. Mam nadzieję, że następna notka także Cię nie zawiedzie.

      Usuń
  2. Mnie sie zawsze podoba ^^ nie moge sie doczekać co będzie dalej! Pisz szybciutko i tak cudownie, wciągająco jak zawsze! *wierna fanka skacze i Kyaaa-juje z podjarki nowym epizodem* pozdrawiam i ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha dzięki ;) Twój komentarz poprawił mi humor :P Ostatnio mało ludzi komentuje, a ja tak lubię czytać komenty. Nawet gdyby były najbardziej obraźliwe na świecie xD

      Usuń

.