środa, 17 grudnia 2014

XXIII

Trochę mi się dzisiaj opóźniło betowanie, szalony dzień. Właściwie, szalony nastrój. Przez chwilę zastanawiałam się, czy nie przenieść tego na jutro, ale mam nadzieję, że mimo wszystko jeszcze będzie Wam się chciało dzisiaj czytać. 
Coś ostatnio ilość komentarzy gwałtownie spadła, a ja tak lubię sobie poczytać... 
Mam nadzieję, że notka będzie Wam się podobała. 



================


Obudziła się, siadając energicznie z krótkim krzykiem. W pokoju wciąż było ciemno. Zapaliła stojącą koło łóżka świecę. Niepokój, który ogarniał ją przed zaśnięciem wciąż nie zniknął, wręcz się pogłębił. Zegar wskazywał wpół do piątej.
– Na pewno już wrócił. Ciekawe, jak mu poszło. I co teraz robi… – Zastanawiała się, przybita uciążliwymi uczuciami.
Była zawiedziona sobą. Po raz kolejny przegrała z własnymi, irracjonalnymi lękami. Jak małe dziecko, biegnące do rodziców w środku nocy, żałośnie potrzebowała go ujrzeć. Bała się, że nigdy nie będzie w stanie pozbyć się tego uczucia, tej oznaki słabości. Walczyła ze sobą, by go nie wezwać. Wstała z łóżka i sięgnęła po szlafrok. Gdy go zakładała, kątem oka dostrzegła, że coś ciemnego opadło na podłogę. Schyliła się i chwyciła miękki przedmiot w dłoń.
– Pióro? – szepnęła zdziwiona. –  Co tu robi pióro Sebastiana? Był tu? W prawdziwej formie?
 Delikatnie dotknęła piórem twarzy. Było miękkie, idealnie czarne i pachniało… ciemnością. Z tym właśnie kojarzył jej się ten zapach. Przyjemny, delikatny, jednocześnie przytłaczający i niepokojący. Ciemnością i delikatną, różaną nutą. Postanowiła je zatrzymać.
– Czyżby dowód na to, że naprawdę o mnie dba? – zaśmiała się w myślach i wsunęła pióro do kieszeni wiszącego przy drzwiach płaszcza.
Denerwujące uczucie niepokoju zniknęło. Może przez to, że teraz wiedziała, że na pewno tu jest, a może, dlatego że był w jej pokoju, by sprawdzić, czy wszystko było w porządku. Zatroszczyć się o nią. Nie chciała przed sobą przyznać jak się z tego cieszyła. W głębi serca wciąż była rządnym miłości dzieckiem. Mimo tego, iż dobrze zdawała sobie sprawę, że w jej życiu nie ma miejsca na to uczucie. Każda osoba, która stanie się zbyt bliska jej sercu, zostanie skazana na cierpienie. Poczucie winy z powodu przyjaciółki i kuzyna było wystarczającym brzemieniem. Życie chłopca zostało już zrujnowane. Kiedy przyjdzie kolej na Tomoko? Prędzej czy później, w jakiś sposób ją zrani. Jeśli nie w ciągu życia, to poprzez śmierć. Dlatego tamtego dnia obiecała sobie, że nie pozwoli nikomu więcej się zbliżyć. Nie była warta cudzego żalu. Osoba pozbawiona przyszłości, nieposiadająca planów. Po co wylewać łzy dla kogoś takiego? Gdyby jej życie potoczyło się inaczej, nie spędzałaby całych dni na prowadzeniu firmy, wypełnianiu rozkazów Królowej i planowaniu zemsty. Gdyby jej życie potoczyło się inaczej, chodziłaby do szkoły, zakochiwała się w chłopcach, jak każda dziewczyna w jej wieku. Jednak los wyznaczył dla niej inną ścieżkę. Krętą i niebezpieczną. Nie miała wyjścia, musiała dostosować się do sytuacji. Zapomnieć o dotychczasowym, beztroskim życiu. Dorosnąć i ponieść konsekwencje swoich decyzji. Dotrzymać złożonej przysięgi i z godnością opuścić świat.   
Nie wezwała go. Z uczuciem lekkości na duszy, wróciła do łóżka. Do samego rana, póki nie przyszedł jej obudzić, nic nie przerwało jej odpoczynku. Ani razu nie przebudziła pełna obaw, nie nawiedził jej żaden koszmar. Ostatnie parę godzin było prawdziwie kojące.
Kiedy obudził ją z samego rana była w cudownym nastroju. Nawet ból karku, który znów zaczął jej doskwierać, nie był w stanie zniszczyć pogodnego nastawienia.
– Dzień dobry panienko. Na dzisiejsze śniadanie przygotowałem…
– Dzień dobry Sebastianie – przerwała mu, pełna energii. – Śniadanie, wiem. Nie ważne. Mów, czego się dowiedziałeś! – krzyknęła zniecierpliwiona, upijając odrobinę herbaty, którą jej podał. – Co to, pomarańcza z cynamonem? Na śniadanie?
– Pomyślałem, że przyda się panience mała odmiana – wyjaśnił uprzejmie.
Elizabeth popatrzyła na niego podejrzliwie.
 – Jesteś dziś w bardzo dobrym humorze – zauważył.
– Dobrze spałam. Miło, że zauważyłeś – odpowiedziała radośnie.
Była dla niego niecodziennie sympatyczna. Zaczął zastanawiać się, czy nie knuje czegoś za jego plecami. Mimo wszystko, postanowił nie zawracać sobie tym głowy. Najważniejsze było to, że na jej twarzy pojawił się szczery uśmiech. 
– No, ale mów już!
– Tak jak panienka poleciła, zbadałem wszystkie poszlaki. Znalazłem jedno miejsce, które może mieć jakiś związek z tymi sprawami.
– Tylko jedno? Jakie? – zdziwiła się.
– Szpital świętego Bartłomieja.
– Hm? – mruknęła, przechylając głowę w bok.
Nazwa placówki niewiele jej mówiła.
– Wszystkie ofiary wampira leczyły się tam w ciągu kilku ostatnich miesięcy. Ponadto, ciała znaleziono w promieniu półtora kilometra od szpitala. Co więcej, ślady farby znalezione na ubraniach kilku ostatnich ofiar są tej samej produkcji, co farby używane obecnie przy renowacji pomieszczeń budynku, w którym mieści się klinika. Remont zaczął się 2 tygodnie temu, wtedy też znaleziono ślady pierwsze ślady substancji na ciele ofiary – wytłumaczył dokładnie.
Przez cały czas przysłuchiwała się w skupieniu, analizując każde jego słowo.
– W takim razie musimy udać się do tego szpitala. Jeśli jednak mamy niezauważenie przeszukać to miejsce, potrzebny będzie kamuflaż… – stwierdziła po chwili namysłu.
– Zajmę się tym. Proszę się nie martwić i w spokoju skończyć śniadanie – odpowiedział, zerkając na nietknięty posiłek.
– Gdy tak mówisz, dopiero zaczynam się martwić – zaśmiała się niepewnie i zaczęła dłubać widelcem w talerzu.
~*~
– Poważnie?! – Młoda hrabianka krzyknęła z ogromnym zaskoczeniem, wysłuchawszy planu lokaja. – Nie ma mowy, nie założę tego – warknęła, rzucając na podłogę strój, który jej wręczył.
– Ależ panienko, sama mówiłaś, że potrzebujemy przebrania – odpowiedział, udając zdziwienie, z trudem powstrzymując śmiech.
– I miałam rację, że zostawianie tego tobie, to naprawdę beznadziejny pomysł. Poza tym, co ty w ogóle wiesz o medycynie? Nakryją nas, gdy tylko tam wejdziemy!
– Wiem wystarczająco, by udawać lekarza. Przez dzień czy dwa... – odparł, wyraźnie urażony.
 Dziewczyna westchnęła głęboko i usiadła na łóżku, zakładając nogę na nogę. Skrzyżowała ręce na piersi i pochyliła głowę w dół.
– Naprawdę uważasz, że to się uda? – zapytała spokojnie.
– Zapewniam cię, że tak.
– Dlaczego mam być pielęgniarką? – mruknęła naburmuszona.
– Pielęgniarką i prywatną asystentką – poprawił ją, unosząc do góry wskazujący palec prawej dłoni. – Niestety jest jeszcze panienka za młoda, by być lekarzem, to nie byłoby wiarygodne.
– Masz racje. – Skrzywiła się. – Niech już będzie. – Machnęła ręką.
Mężczyzna podniósł przebranie z ziemi, otrzepał je i zaczął ją przebierać.
 – Załatwiłeś wszystko?
– Oczywiście. Dzisiejszego ranka, w szpitalu Świętego Bartłomieja wraz ze swoją uroczą asystentką, zjawi się znany chirurg, doktor Michaelis. Wszyscy zostali już powiadomieni. Wystarczy, że przez cały dzień będę ich chwalił, a w wolnej chwili dokładnie rozejrzymy się po tym miejscu – wytłumaczył, zadowolony z siebie, zapinając guziki bluzki.
– Czyli twoja wiedza medyczna ogranicza się do „będę ich chwalił”? – zaśmiała się złośliwie.
– Ludzie to proste istotny. Jesteście rządni poklasku i niebywale zuchwali. Nawet nie wiesz, jak dużo można zdziałać dając wam to, czego pragniecie. Wystarczy kilka słów, a jesteście w stanie przymknąć oko na wszystko. To doprawdy zabawne. I niezwykle głupie. – Uśmiechnął się w swój typowy, demoniczny sposób.
Dziewczyna prychnęła pod nosem. Doskonale znał się na mamieniu ludzi, tego można było się spodziewać po demonie. Kłamca doskonały.
– Strasznie to niewygodne. I wyglądam w tym paskudnie – stwierdziła z niesmakiem, szarpiąc pielęgniarski kostium.
Prosty, biały uniform z nieprzyjemnego materiału niskiej jakości, mimo nowości, posiadał typowy szpitalny zapach. Musiała związać włosy w kok, ze względów higienicznych był to wymóg, nijak nie poprawiający jej samopoczucia.
– Przykro mi, ale to jest konieczne – przeprosił.
Sięgnął dłonią do kieszeni i po chwili założył na nos dziewczyny okulary z grubymi, czarnymi oprawkami.
– Kpisz sobie? – Zadrżała, widząc swoje lustrzane odbicie w jeszcze gorszej odsłonie.
– W ten sposób ciężej będzie panienkę rozpoznać. Proszę mi wierzyć, jest panienka dosyć rozpoznawalną osobą, nie powinniśmy ryzykować.
– Masz rację, ale to okropne. I raczej niewiele zmieni, ale niech będzie, ostatecznie. – Niechętnie zaakceptowała poszerzające jej drobną twarz, tandetne szkiełka. – W co ty się ubierzesz? – zapytała zaciekawiona.
Lokaj odwrócił się do niej tyłem, zdjął frak i na jego miejsce założył biały kitel. Odsłonił lewe ucho i również założył okulary – tego akurat mogła się spodziewać. Były nieodłączną częścią każdego przebrania demona. Czy to nauczyciela, czy lekarza. Zdecydowanie miał do nich słabość. Odwrócił się do niej, uśmiechnął lekko i dotknął opuszkami palców delikatnej ramki okalającej błyszczące szkła. Spojrzała na niego osłupiała. Nawet jako lekarz musi wyglądać tak idealnie?
– Ten motyw z okularami staje się nudny. Masz jakiś fetysz na tym punkcie? – zadrwiła.
– Właściwie… – zamyślił się, wspominając pierwszy raz, kiedy miał je na sobie. – Kiedyś ich nie cierpiałem. Ciężko było się przyzwyczaić do patrzenia przez zbędny kawałek szkła. Parowały, mokły, brudziły się. Ale nie uważasz, że wyglądam w nich dostojnie i inteligentnie? – zapytał radośnie, wysuwając podbródek do przodu.
– Wyglądem nie nadrobisz pustki w głowie… – zaśmiała się pod nosem.
Popatrzył na nią niezadowolony i ściągnął okulary z twarzy. Zawisły na jego klatce piersiowej, utrzymywane na subtelnym, srebrnym łańcuszku.
– Za chwilę musimy ruszać. Nie możemy się przecież spóźnić.
– Racja, idziemy – rozkazała i ruszyła w kierunku drzwi, po drodze wpychając do kieszeni leżący na komodzie pistolet. Na wszelki wypadek warto zachować ostrożność.
~*~
Majestatyczne mury najstarszego angielskiego szpitala. Miejsce pracy jednych z najwybitniejszych lekarzy Europy. To tutaj pracowali dniami i nocami, by ratować ludzkie życia, udoskonalać swój kunszt i tworzyć lekarstwa na śmiertelne choroby. Niezaprzeczalnie jeden z najtrudniejszych zawodów, rzadko nagradzany zwycięstwami, za to usłany morzem porażek, płaczu i cierpienia. Nie jeden nie wytrzymał tej presji i porzucił drogę w imię łatwego bogactwa. Jedynie ludzie o prawdziwie silnej psychice mogli odnieść sukces. Dziewczyna podziwiała ich. Czuła, że byli do niej podobni. Odrzucali swój strach, emocje i słabości, całkowicie poświęcając się osiągnięciu zamierzonego celu.
– Może jednak wymyślimy coś innego? – Stojąc w idiotycznym stroju pielęgniarki przed olbrzymim budynkiem, hrabianka zaczęła wątpić w ich plan.
Zbyt dużo zmiennych, których nie byli w stanie przewidzieć, mogło pokrzyżować ich plany. Jednak kamerdyner uspokajał ją i zapewniał, że wszystko pójdzie po ich myśli.
– Musimy iść panie… Siostro Elizabeth. – Pociągnął szlachciankę za dłoń, prowadząc w stronę wejścia.
– Se-sebastian! – krzyknęła, ciągnąc za sobą ciężką walizkę.
Jako jego asystentka zobowiązana była pomóc mu z bagażem. Musieli zachowywać pozory. Ciężka torba, wypełniona, właściwie sama nie wiedziała czym, boleśnie wbijała się w jej szczupłą dłoń.
– Doktorze Michaelis – poprawił ją, otwierając drzwi.
– Ty… – warknęła, jednak nie dane było jej dokończyć.
Przekroczyli granicę dzielącą świat zwykłych śmiertelników, z wiecznie wrzącym kotłem medycznych problemów. Wielki hol, utrzymany w jasnych, pastelowych barwach, wypełniony był mnóstwem szpitalnego personelu, krzątającego się pomiędzy kaszlącymi, rannymi i umierającymi ludźmi. Gwar i ciągłe nawoływanie lekarzy sprawiało, że młodej hrabiance zaczęło kręcić się w głowie. Charakterystyczny szpitalny zapach wzbudzał w niej obrzydzenie. Z całym szacunkiem, jakim darzyła lekarzy, nienawidziła miejsca ich pracy właśnie ze względu na ten odór. Gdyby był to jedynie zapach śmierci, nie byłoby problemu. Woń śmierci, desperacji, mnóstwa związków chemicznych oraz środków czystości był już zbyt intensywną mieszanką.
– Doktor Michaelis? – Mężczyzna w białym kiltu, z szerokim uśmiechem na twarzy, podszedł do nich i wyciągnął rękę w kierunku demona.
Ten skinął głowa i uścisnął jego dłoń.
– To moja asystentka, siostra Elizabeth – przedstawił szczupłą towarzyszkę.
Lekarz przyjrzał jej się podejrzliwie. Przez chwilę martwiła się, że się zorientował, jednak po kilku sekundach uśmiech powrócił na jego twarz. Podał jej dłoń i z miejsca zaczął opowiadać jakieś medyczne ciekawostki, które dla takich ludzi jak on musiały być niewiarygodnie interesujące. Przynajmniej tak jej się wydawało, widząc, z jaką pasją i zainteresowaniem Sebastian wsłuchuje się w jego opowieść. Sama ledwie powstrzymywała się, by nie zasnąć na stojąco, wlokąc się kilka metrów za nimi, podczas gdy prowadził ich do tymczasowego gabinetu. Jedynie torba, która powoli zdążyła przyprawić ją o odciski utrzymywała jej umysł we względnym skupieniu.  
– Dobrze, rozgośćcie się tutaj. Doktorze, za godzinę robimy obchód, byłbym zaszczycony, gdyby pan do nas dołączył. Pańska asystentka może również zacząć za godzinę – powiedział, otwierając przed nimi drzwi do małego, przytulnego pomieszczenia.
– Zacząć, co? – Hrabianka stanęła bliżej Sebastiana i szepnęła lekko zaniepokojona. Spojrzał na nią znacząco, nie odpowiadając.
– Serdecznie dziękujemy. Towarzyszyć panom w obchodzie, będzie dla mnie zaszczytem – podziękował uprzejmie.
Mężczyzna wyszedł, zostawiając ich samych.
– Czy temu kompletnemu idiocie wydaje się, że będę wymieniać ludziom nocniki?! – wrzasnęła na lokaja, gdy tylko drzwi zamknęły się za ubraną w kitel postacią.
– Proszę się uspokoić. Sama panienka mówiła, że zrobi wszystko, by pozbyć się tego, co martwi Królową, prawda? – zauważył złośliwie.
Przyglądał się zaczerwienionej twarzy swojej pani, wyraźnie dobrze się bawiąc. Patrzenie na jej złość zawsze wprawiało go w dobry nastrój. Szczególnie, gdy w taki dziecinny sposób ją wyrażała.
– Pożałujesz tego… – burknęła, rozsiadając się w fotelu za biurkiem. – Przygotuj herbatę.
- Yes, my lady. – Lokaj bez chwili zwłoki zabrał się za przygotowywanie naparu.
Czerwonowłosa siedziała w miękkim fotelu, trzymając nogi na biurku i czytała zostawione w szafce notatki, Mimo tego, że wynajęci przez Sebastiana nauczyciele byli najlepsi w swoich fachu, to nie posiadali na tyle rozległej wiedzy medycznej, by przyswojenie jej, w jakikolwiek sposób pomogło dziewczynie zrozumieć, o co dokładnie chodziło autorowi tych przemyśleń. Denerwowało ją, że nie może tego rozszyfrować. Do uszu kamerdynera dobiegały jej niezadowolone pomruki i westchnienia. Uśmiechnął się pod nosem.
– Co to za bełkot, nic z tego nie rozumiem! – jęknęła zawiedziona i zasłoniła oczy kartkami.
– Proszę się nie martwić, nie musisz tego wiedzieć – wytłumaczył, stawiając przed nią filiżankę.
– Ale to mnie strasznie denerwuje! – odparła. – Na dodatek jest tu mnóstwo łaciny. Nie, żeby była mi niezbędna, bo i tak bym nie wiedziała, o co chodzi, ale to irytujące.
– Proszę wypij herbatę, uspokoisz się, panienko – powiedział, zabierając zapiski z jej dłoni. Z poważną miną pełną zrozumienia, przejrzał je z ostentacyjną pobieżnością. Hrabianka pociągnęła łyk herbaty i prychnęła pod nosem.
– Wytłumaczysz mi, o co tam chodzi? – zapytała zdegustowana, widząc jego zmarszczone brwi.
Wyglądał, jakby analizował opisane informacje. Co chwila teatralnie kiwał ze zrozumieniem głową, złośliwie się przy tym uśmiechając. Uwielbiał ją denerwować.
– Sebastian? – warknęła.
– Nie mam pojęcia. – Popatrzył na nią z beztroskim wyrazem zadowolenia.
– Wyglądałeś, jakbyś to rozumiał! Nie kłam! – oskarżyła go.
– Właśnie na tym polega ta gra, o której ci mówiłem. Muszę tylko wyglądać, jakbym rozumiał i chwalić ich, powinnaś zrobić to samo – wyszeptał przebiegle, zbliżając się do niej. –  Chyba ktoś nas obserwuje.
– Też mi się tak wydawało, ale… Jak? 

2 komentarze:

  1. Czytało się bardzo przyjemnie, aczkolwiek nieco krótko :) . Sebastian w roli lekarza *q* , ile bym dała żeby to zobaczyć ! Czekam na niecierpliwie (jak zawsze zresztą) na nową notkę i życzę duuuużo przedświątecznej weny ! hihi ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Woo.. Nie, no super. Umieram ze śmiechu :D
    Czekam na dalsze, jestem tego ciekawa.
    Ps. Przepraszam, ale nie mam zbyt wiele czasu na nowy rozdział. Postaram się go dzisiaj zacząć przepisywać, ale nie gwarantuję niczego. Przepraszam!

    OdpowiedzUsuń

.