piątek, 28 listopada 2014

XVI

- Sebastian! – Zdenerwowana Elizabeth naskoczyła na lokaja, gdy tylko dostrzegła go, prowadzącego ciemnowłosą dziewczynę. – Straszliwie się guzdrzesz! Co to ma znaczyć? Gdzie jest herbata?
- Najmocniej przepraszam, za chwilę ją przyniosę – odpowiedział pokornie. Doprowadził japonkę do stolika, odsunął dla niej krzesło, po czym pokłonił się i szybkim krokiem poszedł do kuchni.
- To nie jego wina – wyjaśniła dziewczyna, podążając wzrokiem za czarnym frakiem.
- Tomoko… Czy ty przypadkiem się nie zadurzyłaś? – Czerwonowłosa popatrzyła podejrzliwie na przyjaciółkę. Rumieniec, który momentalnie zalał jej twarz, mówił sam za siebie. – W takim podrzędnym lokaju jak on? – Uśmiechnęła się złośliwie. – Taka księżniczka?
 - Lizzy! Przestań! – Zdenerwowana, machnęła ręką, jakby próbowała zmazać wypowiedziane przez hrabiankę słowa. – Poza tym… Wcale nie jest podrzędny. Jest niezwykle uprzejmy, taktowny i bardzo przystojny… - dodała po cichu. – Nie mów, że tego nie zauważyłaś…
- Przyznaję, jest niezły. Ale to wciąż tylko lokaj – odparła sucho. Na twarzy japonki pojawił się pełen nadziei uśmiech.
- To znaczy, że nic cię z nim nie łączy?
- Oczywiście, że nie. To tylko pracownik, wykonuje moje rozkazy – odparła z lekkim oburzeniem.
- Ale w listach pisałaś, że ciągle jest przy tobie – zdziwiła się brązowooka.
- Bo to jego praca. Zapewnia mi to, czego potrzebuje i dba o moje bezpieczeństwo.
- Rozumiem…
- Tomoko, chciałabyś iść z nim na randkę? – zapytała nagle czerwonowłosa. Przyjaciółka spojrzała na nią przeszywającym, chłodnym wzrokiem. – Nie rób takiej miny, przecież wiem, że tego chcesz. Widać po tobie! – zaśmiała się imitując zaskoczony wyra twarzy przyjaciółki.
- Zamknij się! – krzyknęła nerwowo, gdy dostrzegła idący w ich stronę, główny temat konwersacji.
- By zapewnić naszemu uroczemu gościowi odpowiednio godne, jak przystało na ród Roseblack, przyjęcie, przygotowałem Senche w tradycyjnej, japońskiej zastawie. Mam nadzieję, że będzie panience odpowiadała – powiedział uprzejmie lokaj, stawiając napar przed księżniczką. Jego ponadprzeciętna gościnność względem dziewczyny zirytowała Elizabeth.
- Phi, godnie to by było, gdybyśmy nie musiały tyle czekać – prychnęła niezadowolona czerwonowłosa, posyłając demonowi wściekłe spojrzenie.
- Przepraszam.
                Sebastian odsunął się od nich i stanął w niedalekiej odległości jak zwykł robić to zazwyczaj. Tym razem nie pasowało to jednak żadnej z przyjaciółek. Skrępowana księżniczka omal nie oblała się herbatą, gdy podnosiła ją do, ust trzęsącymi się rękami. Elizabeth patrzyła na niego z morderczą miną, zastanawiając się, czy zorientuje się, że chce, by sobie poszedł. Z każdą sekundą, z którą wpatrywała się w jego beztrosko uśmiechniętą twarz, która nie zamierzała zniknąć z pola widzenia, denerwowała się coraz bardziej. Tomoko, co chwila spoglądała na zmianę na nią i na niego, w milczeniu czekając na wybuch.
- Długo zamierzasz tak stać? – Zirytowana hrabianka w końcu nie wytrzymała.
- Słucham? – Jego szczery, zdziwiony głos był kijem w gnieździe os jej irytacji.
- To prywatna konwersacja. Idź sobie. Zawołam cię jak będę czegoś potrzebować – warknęła. On pokłonił się i bez słowa odszedł.
- Wreszcie spokój. A więc Tomoko… - Przebiegły wyraz twarzy Elizabeth przeraził drobną brunetkę. – Chcesz iść z nim na randkę? Tylko szczerze. – Przysunęła się do koleżanki i zaczęła lustrować ją wzrokiem.
- Um, ja… No wiesz, Lizzy… - zaczęła się jąkać. W końcu zebrała się na odwagę i wykrzyczała, spuszczając głowę. – Tak!
- W takim razie, wieczorem rozkażę mu, by ci towarzyszył. Co ty na to?
- Rozkażesz mu? Byłoby lepiej, gdybym go zaprosiła, a on zgodził się z własnej woli…
- Nie wygłupiaj się! – skarciła przyjaciółkę. Nie robiła tego ze złośliwości. Wiedziała, że Sebastian podoba się kobietom, nie było w tym nic dziwnego. Jego piękno było wręcz niesprawiedliwe. Nie chciała jednak, by przyjaciółka żyła w bezsensownym zauroczeniu, w końcu nie było szans na to, by demon był w stanie odwzajemnić jej uczucia, skoro sam żadnych nie posiadał. Pomyślała więc, że kiedy dziewczyna spędzi z nim trochę czasu sam na sam, da sobie spokój. Demony nie kochają, nie są jak ludzie. Nie potrafią im dać miłości, której pragną. Jej przyjaciółka nie będzie cierpieć przez potwora, nie mogła na to pozwolić. – Wychodzicie o dziewiętnastej – zarządziła.
- A tak w ogóle. Co to jest? – zapytała czerwonowłosa wskazując ręką na pudełko.
- To prezent dla ciebie, prosto z Japonii – wyjaśniła księżniczka. Elizabeth pochyliła się i energicznie wyrwała jej zawiniątko z rąk i podekscytowana zaczęła je rozpakowywać. Otworzyła górną pokrywę i oniemiała z zachwytu. Wewnątrz pudełka znajdowała się czarna spinka do włosów z pięknym, złotym kwiatkiem.
- Jest cudowna! Marzyłam o takiej! Dziękuję! – krzyknęła radośnie i od razu wpięła prezent we włosy.
                Przez jakiś czas przyjaciółki siedziały w ogrodzie, ciesząc się beztroską konwersacją. Wspominały dzieciństwo, opowiadały o ostatnich przygodach. Obie z uśmiechem na twarzy, z radością w sercu. Patrząc na nastolatki nie dało się dostrzec żadnych znamion tragedii, którą przeżyła jedna z nich.
Chociaż mijały lata, one wciąż doskonale się rozumiały. Jedna dokańczała zdanie drugiej. Kochające, oddane sobie wzajemnie. Skłonne oddać za siebie życie. Elizabeth była bardzo szczęśliwa z wizyty księżniczki. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak bardzo potrzebowała rozmowy z nią po tym wszystkim, co ją spotkało. Choć nie opowiedziała jej o tym, co się wydarzyło, do czego ją zmuszali. Jak ogromne cierpienie musiała udźwignąć, wiedziała, że ona to czuje. Nie naciskała, nie musiała znać szczegółów, szanowała jej wybór. Najważniejsze było to, że teraz siedzą tutaj razem, to każdej z nich dawało ukojenie, zapełniało dziurę w sercu.
- Robi się późno. Pójdę powiedzieć Sebastianowi, że ma dziś randkę. – Czerwonowłosa puściła przyjaciółce oko.
- To ja już idę. Nie chcę przy tym być… - Oodpowiedziała zakłopotana.
- Zaraz przyjdę pomóc ci się ubrać! – krzyknęła za uciekającą księżniczką, nie mogąc powstrzymać się od śmiechu.
Weszła do kuchni, jednak lokaja nie było w środku. Po drodze do głównego holu także na niego nie trafiła. Weszła po schodach, zamknęła się w swoim pokoju i pociągnęła za gruby, złoty sznur, zwisający koło łóżka
- Tak będzie najszybciej – powiedziała sama do siebie.
Miała rację, po chwili usłyszała wyczekiwane pukanie do drzwi. Pozwoliła mu wejść do środka. Stanął przed nią i popatrzył pytająco. Podeszła do niego, bardzo blisko. Szła dalej, wymuszając na nim, by się cofał. Gdy uderzył plecami o ścianę uśmiechnęła się przebiegle i popatrzyła mu w oczy.
- Mam dla ciebie zadanie… - zaczęła z nutą tajemniczości w głosie.
- Słucham – odpowiedział, zachowując całkowity, w pełni profesjonalny spokój.
- Ty i Tomoko, pójdziecie dzisiaj na randkę! – krzyknęła mu w twarz. Popatrzył na nią tak, jak jeszcze nigdy nie zdarzyło mu się spoglądać w jej błękitne oczy. Ten niezwykły wyraz jego twarzy niesamowicie ją satysfakcjonował.
- M-mówisz poważnie? – zapytał w końcu, nie mogą wyjść z ciężkiego szoku.
- Całkowicie poważnie. – Odwróciła się do niego plecami. – Spodobałeś jej się. Ona jest moją przyjaciółką, nie mogę pozwolić na to, żeby przez ciebie cierpiała. Dlatego spotkasz się z nią, pójdziecie gdziekolwiek zechce i będziesz sobą. A gdy już będzie miała cię dość, wszystko wróci do normy – powiedziała śmiertelnie poważnie.
- Z-zrozumiałem. – odparł krótko, wciąż nie mogąc przestać dziwić się słowom, które wydobywały się z jej ust.
- Wychodzicie o dziewiętnastej. Masz być gotowy kwadrans wcześniej. Przyjdę cię sprawdzić. Idź już – kontynuowała, tym samym, poważnym i suchym głosem. Sebastian pokłonił się i wyszedł. Dziewczyna westchnęła głęboko i poszła do pokoju przyjaciółki.
~*~
- Lizzy, jesteś pewna? – japonka zapytała drżącym głosem, oglądając się w lustrze. Miała na sobie te samą sukienkę, w której przyjechała, jednak wraz z hrabianką pogłębiły jej dekolt. Na twarzy nie miała ani odrobiny makijażu, za to we włosy powpinane miała maleńkie czerwono-złote kwiatki.
- Oczywiście, że jestem pewna! Wyglądasz świetnie – powiedziała z przekonaniem.
- Tak bez makijażu, ani nic?
- Nie potrzebujesz go. Masz idealną cerę – wyjaśniła, dotykając policzka przyjaciółki. – Poza tym, słyszałam raz jak Sebastian komentował mocno pomalowane kobiety i nie były to miłe komentarze, więc sądzę, że tak będzie lepiej. No i masz niezłe cycki, nie to, co ja – dodała, spoglądając na swoją ledwie zaznaczoną klatkę piersiową. Japonka odwróciła się przodem do niej i rozpięła guzik jej koszuli. Rozchyliła kołnierzyk, by zrobić dekolt podobny do tego, jaki miała jej sukienka.
- Zobacz, też wyglądasz pięknie. – Uśmiechnęła się. – Co to jest? – Opuszkami palców dotknęła błyszczącego kamienia zwisającego z szyi czerwonowłosej.
- A to… Prezent urodzinowy – odparła zdawkowo.
- Od kogo?
- Nie ważne. Już późno, skończ się ubierać. Pójdę się upewnić, że będzie na czas. – Dziewczyna popatrzyła na zegarek i szybko ewakuowała się z pokoju przyjaciółki, zanim zaczęła drążyć temat wisiorka. Czarnowłosa została sama. Przeglądała się w lustrze, upewniając się, że wygląda wystarczająco dobrze. Zastanawiała się, czemu Lizzy nie chciała powiedzieć jej, od kogo dostała naszyjnik. To taki mały, głupi sekret, którego istnienie nie powinno mieć nawet sensu między nimi. Szybko jednak przestała o tym myśleć, gdy dostrzegła wskazówki zegarka obwieszczające osiemnastą pięćdziesiąt pięć.
- Spóźnię się! – krzyknęła i nerwowo wybiegła z pokoju.
~*~
                Korytarz prowadzący do pokojów dla służby różnił się wystrojem od pozostałych. Nie był tak bogato zdobiony, na ścianach nie było drogich obrazów. Szczególnie wieczorem, gdy za oknami było już ciemno i jedynie niewyraźny blask świec rozjaśniał drogę, wydawał się strasznie zimny i mroczny. Stukot obcasów hrabianki niósł się nieprzyjemnym echem. Czuła się nieswojo.
- Powinnam zmienić wystrój na trochę przyjemniejszy… - pomyślała, czując dreszcz na plecach.
Nie przeszkadzał jej półmrok. Po prostu całość wystroju wyglądała niepokojąco. Stanęła przed drzwiami do pokoju kamerdynera. Przy podłodze dostrzegła światło. Zapukała nieśmiało i weszła do środka. Rozejrzała się po surowym wnętrzu. Poza łóżkiem, stolikiem nocnym, szafą i oknem w pokoju nie było nic. Żadnych dywanów, ozdób czy rzeczy prywatnych. Uświadomiła sobie, że była w tym miejscu po raz pierwszy odkąd pojawił się w jej życiu. Nigdy przedtem nie musiała i nie widziała potrzeby, by tu przychodzić. Niepokój towarzyszący jej od kilku minut, zaczął stawać się nieznośny. Słaby blask świec nadawał wnętrzu ponury wyraz. Czuła się tak, jakby przekraczając próg tego pomieszczenia, opuściła świat śmiertelników.
- „Na początku była śmierć i strach. Świat, który znasz nie istniał. Nie było świeżego powietrza, bystrych strumieni, błękitu nieba i pachnącej trawy. Na początku była twarda, sucha skorupa, okalająca cały świat.” – odezwał się głos w jej głowie.
- Ekh… - Wydała z siebie bliżej nieokreślony dźwięk.
- Panienko? – Ciemnowłosa postać ubrana w idealnie dopasowany frak odwróciła się w jej stronę. Demon zmierzył ją wzrokiem i uśmiechnął się delikatnie.
- Sebastian… - szepnęła drżącym głosem. Po chwili otrząsnęła się. Dokładnie przyjrzała się jego twarzy i ubraniu. Wyglądał tak samo, jak zwykle. Schludnie ubrany w roboczy uniform.
- Jak ty wyglądasz… - Pokręciła głową. – To ma być spotkanie prywatne. – Podeszła do niego i zdjęła z niego frak.
Prawą dłonią chwyciła jego krawat i pewnym ruchem znacznie go rozsunęła. Drugą dłoń położyła na jego piersi. Jego ciało było przyjemnie ciepłe. Rozpięła dwa górne guziki jego białej koszuli. Potargała dłonią ciemne włosy i odsunęła się, by spojrzeć na efekt. Wyglądał wspaniale. Odrobinę niedbale, ale to tylko wzmagało jego urok. Jak niewiele było trzeba, by zwykły lokaj zmienił się w łamacza kobiecych serc. Spojrzała na niego, jak na mężczyznę i to, co zobaczyła podobało jej się. Zupełnie inne oblicze człowieka, którego widywała codziennie od dwóch lat. Uświadomiła sobie, że przez cały ten czas dostrzegała w nim jedynie służącego. Zdawała sobie sprawę z tego, kim był naprawdę, ale dla niej, potwór ukryty wewnątrz tej idealnej powłoki, zawsze był kamerdynerem, jej siłą, pionkiem w grze. Nawet, gdy jego ubranie było całe w strzępach, przesiąknięte krwią i brudem, zawsze był to ten sam, dostojny służący. Nigdy nie było po prostu „Sebastianem”. Przeszyło ją dziwne uczucie, którego nie potrafiła nazwać.
- Dużo lepiej – powiedziała triumfalnie.
- Bardzo dziękuję – odparł kłaniając się lekko. Poczuła się urażona.
- Dla mnie nigdy taki nie będzie…
- Zbieraj się – mruknęła i wyszła, by dotrzymać towarzystwa przyjaciółce.
~*~
- Awwww! Tomoko! Jesteś taka słodka, gdy się denerwujesz! – zachwycała się czerwonowłosa. Japonka nerwowo zerkała na zmianę na nią i na korytarz. Była cała czerwona i nie mogła uspokoić oddechu. Myśl o tym, że spędzi cały wieczór w towarzystwie tak nieludzko przystojnego mężczyzny, sama w sobie była niezwykle ekscytująca.
- Uspokój się już, idzie – Hrabianka szepnęła nagle, szturchając przyjaciółkę łokciem. Księżniczka wzięła głęboki oddech i zesztywniała. Spokojnym krokiem, szedł w jej stronę wysoki mężczyzna w nieznacznie rozpiętej koszuli. Na barki miał niedbale narzuconą marynarkę, a na twarzy oszałamiający uśmiech.
- Jest jeszcze cudowniejszy, niż przedtem… - powiedziała bardzo cicho.
- Wiem, zadbałam o to.
Demon podszedł do niej, skinął głową i nadstawił ramię.
- Panienka pozwoli.
- Eee, tak. Dziękuję – zająkała się i chwyciła go. Na zewnątrz czekał powóz, który miał zabrać ich do miasta. Sebastian pomógł dziewczynie wejść do środka. Usiadł obok niej i zamknął drzwi. Gdy ruszyli, popatrzył przez okno na swoją panią. Z serdecznym uśmiechem machała im na pożegnanie, jednak on doskonale wiedział, po co tak naprawdę tam stała. Przypominała mu o tym, co powinien zrobić. „Być sobą”. Odjechali.
Hrabianka stała przez chwilę, wpatrując się w miejsce, gdzie widziała ich ostatnio. Dziwnie się czuła patrząc jak odjeżdżają w doskonałych nastrojach. Wyglądali razem naprawdę uroczo. Prychnęła pod nosem i odwróciła się.
- Idziemy, Seba… - ucięła nagle, uświadamiając sobie, że nie ma go obok. Poczuła chłodną pustkę. Nie rozumiała, dlaczego tak bardzo przejeła się jego zniknięciem. Przecież nie był obok niej bez przerwy. Nieraz wysyłała go gdzieś samego. Więc co było inaczej?
- Lizzy, co się dzieje? – Mały blondynek podszedł do stojącej przed schodami kuzynki. – Masz smutną minę.
- Smutną? Wydaje ci się! – zaśmiała się nerwowo. – Wszystko w porządku. Sebastian pojechał z Tomoko na randkę – wyjaśniła mu, unosząc wskazujący palec prawej ręki do góry. Chłopiec powiódł za nim wzrokiem.
- Nie rozumiem.
- Jak podrośniesz, to zrozumiesz. – Poczochrała jego złociste włosy.
- Wiem, co to randka! – Zdenerwował się i skrzyżował ręce na piersi. – Nie rozumiem, dlaczego ona z nim jedzie, a nie ty – dodał pod nosem.
- Bo musi wybić go sobie z głowy, żeby nie cierpieć – pomyślała, ale nie mogła powiedzieć tego chłopcu. Obarczać pięciolatka takimi sekretami byłoby zbyt okrutnie.
- Spodobał jej się, więc ich umówiłam. Tak robią przyjaciele. – Mrugnęła do niego. – Nie bawisz się już z Jeanny?
- Znudziło mi się.
- Chcesz pograć w szachy?
- Tak!
- No to biegnijmy!
~*~
Wewnątrz wozu panowała napięta atmosfera, przynajmniej tak czuła się zawstydzona księżniczka. Siedziała ze spuszczoną głowa, zaciskając dłonie na kolanach. Odkąd tylko wsiedli, nie miała odwagi nawet na niego spojrzeć, bała się, że się ośmieszy. Próbowała wymyślić jakiś temat, by zacząć rozmowę, jednak każdy kolejny wydawał się zbyt idiotyczny. Lokaj siedział naprzeciwko niej i bacznie przyglądał się jej zachowaniu. Zaśmiał się pod nosem. Brunetka zareagowała natychmiastowym poderwaniem głowy.
- Z czego się śmiejesz?! – zapytała zdenerwowana.
- Najmocniej przepraszam. Panienka tak bardzo się denerwuje przez kogoś tak niegodnego zainteresowania jak ja.
- Nie jesteś niegodny... – szepnęła.
- Słucham? – zapytał, udając, że jej nie usłyszał.
- Mówiłam, żebyś mówił mi po imieniu. Jestem Tomoko – powiedziała niepewnie i wyciągnęła dłoń w jego stronę. Popatrzył na nią łagodnie, pocałował jej rękę i przedstawił się.
- Sebastian Michaelis. – Dziewczyna zaczerwieniła się i ponownie spuściła wzrok, powtarzając w myślach dostojnie brzmiące nazwisko. Widząc ,jak bardzo jest skrępowana, i mając w pamięci rozkaz swojej pani, postanowił przejąć inicjatywę, by dziewczyna poczuła się swobodnie.
- Dokąd chciałabyś pojechać?
- Do parku. Chciałabym przejść się po parku.
- Jest już ciemno, ale jeśli tego właśnie chcesz, zabiorę cię tam z przyjemnością – odpowiedział uprzejmie.
- Właśnie, dlatego chcę tam teraz jechać. Oświetlony park wieczorem jest najpiękniejszy! – krzyknęła. – Obie z Lizzy go uwielbiamy. Zawsze, kiedy przyjeżdżałam, wybierałyśmy się tam i spacerowałyśmy dopóki nie kazali nam wracać
- Rozumiem. – Skinął głową. – W takim, razie będę zaszczycony mogąc ci towarzyszyć.
- Dziękuję. – Po raz pierwszy, odkąd zobaczyła go wyłaniającego się z ciemnego korytarza, uśmiechnęła się i nieco rozluźniła. Miała piękny, radosny uśmiech. Widząc go, Sebastian poczuł zadowolenie. Napięcie, które towarzyszyło nastolatce przez cały ten czas, powoli ustępowało miejsca dużo przyjemniejszym emocjom.
                Sporo rozmawiali, przechadzając się po oświetlonym parku. Złociste, jesienne liście, w wieczornym świetle wyglądały jeszcze piękniej, niż w dzień. Z każdą chwilą dziewczyna zatapiała się coraz głębiej w swoim uczuciach do niego. Wszystko, co mówił i robił było olśniewające. Był inteligentny, zabawny i bardzo kulturalny. Czuła się przy nim jak prawdziwa kobieta, nie jak dziecko, któremu trzeba było okazywać szacunek. Miała wrażenie, że on szanuje ją za to, jaka jest, nie za to, kim jest.
- Usiądziemy? – zapytała, podchodząc do ławki na uboczu.
- Oczywiście – odparł jedwabistym, słodkim jak miód, głosem.
Siedzieli na dwóch skrajach drewnianego siedziska i wciąż rozmawiali. Uśmiech nie znikał z jej twarzy. Była niesamowicie szczęśliwa. Czuła, że musi mu podziękować, tylko jeszcze nie wiedziała jak to zrobić. Nie chciała się zmuszać, żeby znów nie zacząć się stresować, dlatego brnęła w pełną żartów, przyjemną, inteligentną konwersację, z nadzieją, że nigdy nie dobiegnie końca.
                Sebastian był z siebie zadowolony. Udało mu się połączyć wszystkie rozkazy wydane przez jego panią. Sprawił, że księżniczka czuła się komfortowo i była zadowolona, jednocześnie pozostawał sobą na tyle, na ile mógł sobie pozwolić, nie ujawniając mrocznej prawdy o swojej prawdziwej tożsamości.
- Jesteś taki mądry. Aż trudno uwierzyć, że jesteś tak młody – zaśmiała się ciemnowłosa.
- Dziękuję, jednak nie mi należą się komplementy, a tobie. Jesteś młodziutką księżniczką, mimo to, jesteś bardzo dojrzała i sporo wiesz o świecie. Schlebia mi, że ktoś taki zechciał spędzić ze mną czas.
- Sebastian… - powiedziała cicho i lekko zadrżała. Chłodny, jesienny wieczór zaczął dawać jej się we znaki. Zorientowała się, że zmarzła. Dotąd byłą zbyt podekscytowana, by zwrócić uwagę na taki szczegół. Poczuła nieznaczny nacisk na ramionach. Mężczyzna okrył ją swoją marynarką. Miała cudowny zapach, który kojarzył jej się z poczuciem bezpieczeństwa. Brunetka otuliła się kryciem, przymknęła oczy i delektowała się jego wonią. Róże…
- Wciąż ci zimno? –zapytał zatroskany widząc, że dziewczyna wciąż się trzęsie.

- Nie, już jest mi ciepło – skłamała. Nie chciała, by źle się poczuł, jednak on zignorował jej słowa. Przysunął się do niej i objął ją silnymi, męskimi ramionami.

======================

        Tak jak obiecywałam - kolejna część. Wczoraj wreszcie udało mi się przysiąść i napisać kilka sensownych stron drugiego tomu, więc z czystym sumieniem mogę dodać notkę.
        Komentujcie, chwalcie, hejtujcie i takie tam. Gdyby ktoś chciał podzielić się ze mną swoim blogiem, to śmiało. Chętnie coś poczytam :) 

14 komentarzy:

  1. Pierwszy komentarz pozdrawiam mame i tate!
    Świetny rozdiał! Robi się mraśnie! Wspaniale piszesz *-* taka perspektywa raz ze strony Sebastiana, a raz ze strony Lizzy jest cudowna! Brak mi słów! Pozdrawiam i życzę jeszcze więcej weny :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postawiłam na narratora trzecioosobowego, żeby właśnie móc opisywać zarówno z jej, jak i jego perspektywy. Przy okazji pisanie w 3 osobie czasu przeszłego jest stosunkowo proste, na dodatek efekt najbardziej mi się podoba. No i nie utykając w ciele jednego z bohaterów mogę wszystko dokładniej wyjaśnić, a mimo to zawsze wpleść myśli bohaterów i wszystko wciąż trzyma się kupy. :P Taka mocna miana narratora (raz narrator jest jednym bohaterem, a raz innym) osobiście strasznie mnie drażni, bo tekst robi się taki "kanciasty". :P
      Dziękuję za życzenia i również pozdrawiam! :D

      Usuń
  2. Wspaniale ^-^, takie piękne romansidło *^* (nie, Sebastian ma być z Lizzy xD) czekam na dalsze notki c: Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha "Ma być z Lizzy" jakie to słodkie :P Zobaczymy z kim będzie. W sumie, to on sam zdecydował, ja to tylko opisałam ^^

      Usuń
    2. Już się nie mogę doczekać :)

      Usuń
  3. Dobra: to jest cudooowneee!!! :) Aż mi za słodko. Chociaż wolę Sebastiana w paringu z Lizzy :D Super! Trzymaj tak dalej! Dzięki tym dwóm słodziachnym rozdziałom trochę odzyskałam humor, chociaż moja dusza nadal jest popękana na tysiące kawałków...
    Dobra, kończę bo piszę już nie na temat. Lubię twój styl pisania. Jest taki... Ciekawy :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Boże, dlaczego ja dopiero teraz trafiłam na twojego bloga ! Masz bardzo przyjemny styl pisania. Fabuła również jest ciekawa i w każdej notce przewija się jakaś akcja dzięki czemu nie jest monotonnie. Ah, sama chciałabym zobaczyć Sebastiana w wesji rozczochranego łamacza serc ;D I mimo wszystko uważam, że to Lizzy powinna zając miejsce Tomoko. Aleeee to już moje skormne zdanie :D Pozdrawiam cieplutko :) Akuma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, ale w końcu trafiłaś, to najważniejsze :P Cieszę się, że Ci się podoba i dziękuję za komplementy :)

      Usuń
  5. ojej ! zabieram się za czytanie :3

    OdpowiedzUsuń
  6. Nje! Nje zgadzam się! Coś ty zrobiła, niedobra jedna?! Koniecznie chcesz, żebym cię znielubiła?!










    Tam obok Sebastiana na tej ławce miała być Lizzy, a nie azjatycka arystokratka!
    H.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *poprawka: na tej ławce powinnam być ja XDDD

      Usuń
  7. Oh nieee! Dlaczego to Sebastian nie obją mnie?! Moje wnętrzności zostały zjedzone przez zazdrość xd.

    OdpowiedzUsuń
  8. Oh nieee! Dlaczego to Sebastian nie obją mnie?! Moje wnętrzności zostały zjedzone przez zazdrość xd.

    OdpowiedzUsuń
  9. nie chce sie wierzyć, że potrafisz pisać tak realistycznie. okropnie zazdroszczę Elizabeth, że ma Sebcia na codzień ;=;

    OdpowiedzUsuń

.